10 największych porażek filmowych ostatniej dekady
Rozmawialiśmy o niektórych z największych porażek gier wideo, a teraz zwracamy uwagę na świat filmu.
Ostatnio przyjrzeliśmy się niektórym z największych porażek i sukcesów, które wstrząsnęły światem gier wideo w ciągu ostatniej dekady. Po skupieniu się na tym temacie, zdecydowaliśmy, że nadszedł czas, aby przenieść naszą uwagę na duży ekran i zwrócić uwagę na 10 największych porażek filmowych ostatnich dziesięciu lat.
Zanim jednak to zrobimy, warto wspomnieć, że jest to bardziej zmienna dyskusja, ponieważ zazwyczaj złe gry sprzedają się słabo, więc jest wiele crossoverów. Jeśli chodzi o filmy, niektóre z najlepszych filmów mogą osiągać raczej słabe wyniki w box office, więc mówimy tutaj o porażkach w wielu parametrach, czy to wynikach kasowych, odbiorze przez krytyków i fanów, szerszym wpływie na serię, a nawet o tym, jak od tamtej pory patrzyliśmy wstecz na każdy film. Oczywiście, podczas gdy filmy takie jak The Suicide Squad i Blade Runner 2049 okazały się dość tragiczne w box office, nie zobaczysz ich tutaj ze względu na to, jak nie pasują do innych czynników.
W każdym razie, odkładając na bok przepisy, zacznijmy od niezwykle łatwego wyboru...
W Fantastycznej Czwórce z 2015 roku nie było nic fantastycznego
Słowo daję, od czego zacząć ten film. Nie dość, że ton i temat były całkowicie błędne, to jeszcze była to jedna z tych dziwnych prób sprawienia, by komiks/film o superbohaterach nie wydawał się kojarzony z raczej "nerdowskim" materiałem źródłowym. Efektem końcowym były źle obsadzone postacie, nudne i nijakie kostiumy, fabuła, którą do dziś niewielu potrafiło wyrecytować, i oczywiście tragiczny pokaz w kinach, na który wydano około 170 milionów dolarów w biletach. Dla porównania, dzieje się to w szczytowym okresie ery superbohaterów w 2010 roku, więc wszystko, co nieśmiałe niż pół miliarda dolarów za film tego rodzaju, jest praktycznie zdumiewające. Na szczęście film z 2025 roku jest znacznie lepszy...
Mumia powinna była pozostać martwa
Filmy z Brendanem Fraserem w roli głównej The Mummy stały się kultowymi ulubionymi przykładami dobrze zrealizowanego filmu przygodowego akcji. Mieli swoje problemy bez wątpliwości, ale byli zabawni i zapadali w pamięć, dlatego pomysł ponownego uruchomienia tego uniwersum z mroczniejszym i bardziej stylizowanym na horror klimatem wydawał się prawie szalony. Ale dzięki sile Toma Cruise'a dostaliśmy The Mummy, film, który nie miał nic z charakteru i uroku poprzednich rozdziałów i okazał się tak żywy i czarujący jak zmumifikowane zwłoki. Wydaje się, że nie ma nikogo, kto byłby choćby w pewnym stopniu przekonany, że "Mroczny Wszechświat", pod który kładł podwaliny, mógł rozkwitnąć w coś wielkiego.
King Arthur: Legend of the Sword był doskonałym przykładem na to, że Guy Ritchie powinien trzymać się gangsterów
Na papierze ten film wydawał się całkiem niezłym pomysłem. Fantastyczna opowieść o Avalonie i królu Arturze, malująca obraz, w którym Charlie Hunnam wcielił się w fikcyjnego angielskiego króla i połączył siły ze swoimi Rycerzami Okrągłego Stołu, aby powstrzymać tyrańskiego przywódcę Jude'a Lawa. Potrzeba było kilku obiecujących talentów, aby oddać je pod kierownictwo często odnoszącego sukcesy Guya Ritchiego, a produktem końcowym była... cóż, w najlepszym razie biedny. Film okazał się niezapomniany i pozbawiony charyzmy, a najbardziej ikonicznym momentem całego projektu jest teraz dziwne cameo Davida Beckhama jako strażnika broniącego miecza Excalibur. Aha, a fakt, że ten film nie zbliżył się do odzyskania budżetu produkcyjnego, to tylko kolejny gwóźdź do trumny.
Sześć lat później wciąż mamy koszmary o kotach
Można by się spierać, że musicale sceniczne nie muszą być przerabiane na filmy, a przed 2024 rokiem zdecydowanie bym się z tym zgodził. Wicked udowodnił, że można odnieść sukces, gdy adaptacja jest prowadzona prawidłowo, coś, z czego każdy zaangażowany w Cats mógłby się czegoś nauczyć. Naprawdę trudne do zniesienia w tym filmie jest to, że przed i za kamerą zaangażowanych było wiele wspaniałych talentów. Teoretycznie ten film powinien był znaleźć taki sam poziom globalnego uznania, jak coś w rodzaju Wicked, ale zamiast tego dostaliśmy film wypełniony dziwnymi humanoidalnymi kotami CG, gdzie w okresie poprzedzającym premierę jedyną rzeczą, o której ktokolwiek chciał rozmawiać, był absurdalny Butthole Cut. Patrząc z perspektywy czasu, posiadanie w głównej obsadzie grupy aktorów, którzy potrafili śpiewać i tańczyć co najwyżej słabo, też nie było dobrym pomysłem... Nie była to droga produkcja, jak na standardy filmowe, więc damy Cats, ale i tak nie wyszła na zero i to jest kolejny przykład na to, jak wielką katastrofą był ten film.
Matrix Zmartwychwstania był obraźliwie przeciętny
Kiedy spojrzysz na filmy The Matrix, są one raczej niespójne, ale nie można zaprzeczyć wpływowi, jaki wywarły na science-fiction, a nawet na to, jak wielu ludzi patrzy na świat. Czy żyjemy w symulacji? Czy Matrix jest prawdziwy? To nie były pytania, które zadawał sobie przeciętny Kowalski przed przybyciem The Matrix w 1999 roku. Nie trzeba dodawać, że być może największym wyzwaniem, przed jakim stanął The Matrix Resurrections, było dostarczenie nowego rozdziału, który wydawałby się godny, który mógłby przywrócić serię na właściwe tory po odrażającym Revolutions, a wszystko to w rozsądnym budżecie. Nie chodzi o to, że się nie udało, ale o to, że nigdy tak naprawdę się nie udało. The Matrix Resurrections był jednym z najbardziej przeciętnych, wyczekiwanych filmów wszech czasów, serwując przygodę, którą niewielu wskaże jako jedną z najlepszych w serii. Więc w najlepszym razie było w porządku, ale w box office to była inna historia. Produkcja filmu kosztowała podobno 190 milionów dolarów (nie licząc gigantycznej kampanii marketingowej), a potem z trudem udało się zarobić znacznie więcej niż 75% tej kwoty. Wcale nie jest to świetne z jednego z najbardziej kultowych seriali sci-fi.
Indiana Jones i Tarcza Przeznaczenia pokazuje wszystko, co jest nie tak z Hollywood
Okej, więc ten film zarobił prawie 400 milionów dolarów w box office i zwrócił swój budżet produkcyjny. Jeśli doliczysz do tego marketing, który często jest mniej więcej taki sam jak koszt produkcji, to nadal jest on ogromnie na minusie, ale przynajmniej opłacił produkcję. To sukces, prawda? Jak naprawdę może tak być? Jak Disney może zapłacić jedną trzecią miliarda dolarów za wyprodukowanie (znowu, nawet nie na rynku) filmu tak przeciętnego jak Indiana Jones and the Dial of Destiny ? Jestem pewien, że ten film dotarł do wielu osób na Disney+ i w serwisach na żądanie, ale filmy nie mogą i nie odniosą sukcesu, jeśli koszty produkcji będą nadal osiągać takie wyżyny, i to właśnie z tego powodu Indy dostaje się do finału. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wybierze tego filmu z pierwszej trójki Indiany Jonesa, a do wyboru jest tylko pięć filmów i szczerze mówiąc, serial byłby lepszy, gdyby nigdy nie powstał, ponieważ geriatryczny Harrison Ford drepczący po greckich jaskiniach jest tak samo torturą do oglądania, jak prawdopodobnie na kolanach Forda, aby go nakręcić...
The Marvels pokazało, że Marvel Studios nie może tak po prostu wyrzucić starych śmieci
Rutynowo mówiłem o tym, jak Marvel Studios zmasakrował Hulk w swoim uniwersum live-action, ale tuż za drugim miejscem, które doświadczyło tego samego losu, jest Carol "Captain Marvel" Danvers. Nigdy nie dano jej zbyt wiele treści do pracy, mimo że postać ma wszystkie cechy, aby stać się kluczowym filarem MCU na przyszłość. The Marvels mógł właśnie wpakować kulę w tył głowy Carol. Ten film jest jednym z najtrudniejszych do oglądania w całym MCU i nawet często charyzmatyczny Brie Larson miał trudności z wyciśnięciem wiele z twardej jak skała narracji, która została przygotowana. The Marvels powinna być szansą dla Carol, aby zrobić krok naprzód i stać się kluczową Avenger, ale zamiast tego dowiedzieliśmy się, że Ms. Marvel Iman Vellani może być przyszłością, co samo w sobie jest dziwnym ujęciem, ponieważ od czasu tego filmu nie pojawiła się w zasadzie w żadnej istotnej postaci... I nie, nie liczę Marvel Zombies ponieważ tak naprawdę nie jest to część rzeczywistego MCU.
Joker: Folie a Deux okazał się dosłownym szaleństwem
Ktoś powinien zamknąć Todda Phillipsa w Arkham Asylum na potrzeby tego filmu, ponieważ najwyraźniej jest on tak samo szalony jak Joker. Oryginalny film okazał się tak przełomowym hitem, że cokolwiek o podobnej konfiguracji prawdopodobnie osiągnęłoby podobny sukces przynajmniej w sprzedaży kasowej, ale Phillips nie zdecydował się na to i zrobił coś obiektywnie szalonego. Wziął na warsztat mroczny i mroczny dramat i przekształcił sequel w musical, a większość fanów oryginału oczywiście nie mogła się przejmować tym przejściem... Wystarczy spojrzeć na wyniki kasowe, aby to udowodnić, ponieważ podążając za oryginałem, który zarobił miliard dolarów, Folie a Deux właśnie złamał 200 milionów dolarów... Dodajmy do tego niezwykle słabe przyjęcie przez krytyków i fanów, a także fakt, że jakimś cudem nakręcenie tego sequela kosztowało 200 milionów dolarów, a otrzymamy wszystkie pola do odhaczenia na porażkę, być może jedną z największych w 2020 roku.
Tron: Ares zapowiada się na najnowszą klapę w box office
Rok 2025 miał do tej pory dwie "klapy", przy czym Snow White był pierwszym, a Tron: Ares najnowszym. Snow White remake na żywo okazał się porażką z kilku powodów, w tym ze względu na krasnoludy CG, wybory obsadowe, takie jak wygadana główna aktorka i obecnie nieco znienawidzona aktorka antagonistka, oraz wysoki koszt. Ale nazywanie tego brakiem zdefiniowania wszystkich porażek jest być może zbyt strome, ponieważ inicjatywa Disneya dotycząca remake'u na żywo (minus Lilo & Stitch ) była trafiona i chybiona od lat. Z drugiej strony to, co wyglądało jak jazda pociągiem z pociskiem do katastrofy, było Tron: Ares. Wielokrotnie udowodniono, że kinomani nie interesują się Jaredem Leto jako aktorem, podobnie jak Tron nigdy nie odniósł wielkiego sukcesu w kinach, więc połączenie tych dwóch, rzucenie na to ponad 200 milionów dolarów jako budżetu, a następnie oczekiwanie czegokolwiek innego niż katastrofa było szaleństwem. Każdy, kto wsparł i pomógł uczynić ten film rzeczywistością w Disneyu, musi dokładnie przyjrzeć się sobie, a teraz nadszedł czas, aby Tron został wycofany w przeszłości, ponieważ wyraźnie nie ma zainteresowania tą serią.
Prawie całe DC Extended Universe
Man of Steel został wydany w 2013 roku, więc zgodnie z definicją parametrów tego artykułu, unika oceny, ale to też dobrze, ponieważ jest to jeden z niewielu filmów DC Extended Universe, który nie był gorącym śmieciem. Większość wszystkiego, co zostało wyrzucone w tym uniwersum, było dość trudne do przejścia, z niektórymi z najniższych upadków, w tym Suicide Squad, Black Adam z 2016 roku, Shazam! Fury of the Gods, The Flash, Aquaman and the Lost Kingdom, Wonder Woman 1984 i oczywiście Justice League - i nie, wersja Zacka Snydera (czyż nie obie jego wersje...) nie była duża, jeśli w ogóle, lepiej. W rzeczywistości trudno byłoby argumentować, że każdy film w DCEU nie był do pewnego stopnia porażką, a dotyczy to ogólnie lepszych projektów, takich jak The Suicide Squad, Birds of Prey, Shazam! i tak dalej. Najlepszą decyzją, jakąWarner Bros. kiedykolwiek podjęło DC, było wyprowadzenie tego wszechświata na podwórko i wyciągnięcie go z nędzy.
Wyróżnienie: Uniwersum Spider-Mana firmy Sony było takim samym wrakiem pociągu, jak DCEU
Zrobimy to szybko, po prostu wymieniając filmy w Sony's Spider-Man Universe. To powinno wystarczyć, aby udowodnić tę tezę, więc proszę bardzo; Venom, Venom: Let There be Carnage, Morbius, Madame Web, Venom: The Last Dance, Kraven the Hunter. Dość powiedziane.
Czy przegapiliśmy jakieś filmowe porażki? Daj nam znać poniżej.










