Black Rabbit
Nie będę już dłużej lekceważył Jasona Batemana. Nie będę już dłużej lekceważył Jasona Batemana. Nie będę już dłużej lekceważył Jasona Batemana...
Chociaż są oczywiście oczywiste cechy zarówno w grze aktorskiej, jak i reżyserii, jeśli zwrócimy uwagę na Ozark, często łapię się na tym, że zupełnie nie doceniam Jasona Batemana. I mówię tu zarówno o jego zdolnościach aktorskich, jak i reżyserskich, bo to właśnie jego epizody w Black Rabbit, które sam wyreżyserował, są najlepsze, a największą atrakcją jest tutaj jego postać Vince'a. Bez żadnych wątpliwości. W główną rolę wciela się Jude Law. Starszy brat Jake pojawia się na zdjęciu częściej, częściej. Ale to jest show Batemana, show Vince'a. Nie myśl inaczej.
Vince jest czarną owcą lub "królikiem" w rodzinie Friedkinów. Po kilku burzliwych latach pracy jako nowojorski restaurator, Vince zostaje wyrzucony z knajpy swoich braci, ucieka z miasta i miota się między różnymi mniej lub bardziej kryminalnymi brudnymi robotami gdzieś na obrzeżach Arizony. Tymczasem jego starszy brat Jake nadal prowadzi restaurację/klub nocny na Brooklynie Black Rabbit najlepiej jak potrafi, ale jego życie ponownie wywraca się do góry nogami, gdy Vince wraca do domu i przyciąga tych samych bezwzględnych lichwiarzy, którzy byli o krok od zabicia go dwa lata wcześniej. Jake również zostaje wciągnięty w ten obrót wydarzeń, a przyszłość restauracji jest niepewna, podobnie jak dobre samopoczucie obu braci.
W gruncie rzeczy Black Rabbit jest dość przeciętnym thrillerem, przynajmniej na etapie koncepcji. Dwaj nieprzystosowani bracia. Jeden z nich to dobroduszna dusza, która ma dobre intencje, podczas gdy drugi to prawdziwe zgniłe jabłko, które pomimo niezliczonych możliwości i doświadczeń bliskich śmierci wynikających ze złego osądu i uzależnienia od alkoholu/narkotyków, stawia własną rodzinę w jednej trudnej sytuacji po drugiej. Jest mroczny w tonie i studium charakteru najwyższej próby, ale nigdy nie staje się tak realistyczny i przesiąknięty nędzą, jak mógłby być, i za to mamy (po raz kolejny) Batemana za to, za co możemy podziękować (po raz kolejny).
W jego Vince'u jest nadzieja, mimo że popełnił każdy błąd, jaki można sobie wyobrazić i znalazł się w pozornie nierozwiązywalnej sytuacji. Jason jest przekonujący z naturalną wrażliwością, którą przeplata się z przekonaniem, że sam "próbuje" postępować właściwie, nawet jeśli wszystko idzie źle. Gra umiarkowanie sympatycznego drania w odpowiedni sposób, a w jego portretowaniu jest tak wiele niuansów. Jednocześnie warto zobaczyć w nim również Jude'a Law jako nieco pompatycznego, ale dobrodusznego, a przede wszystkim hojnego Jake'a, który znów mając na rękach swojego zepsutego brata, stara się po prostu sprawić, by wszystko działało, podczas gdy bomba, jaką jest ich istnienie, nieustannie jest bliska wybuchu.
Black Rabbit jest dobrze napisany, dobrze skonstruowany między odcinkami i utrzymuje bardzo wygodne tempo, a jednocześnie zawiera ukryte poczucie paniki, które czasami powodowało, że zaciskałem pięści w niektórych częściach niektórych odcinków. Podobają mi się postacie, sceneria i dialogi, które wydają się naturalne i wiarygodnie surowe, ale nie są przesiąknięte nowojorskimi tropami czy zbyt sztywnymi Netflixem. Ogólnie rzecz biorąc, uważam za odświeżająco wyzwalające, że Bateman & Co. nie pozwolili Nowemu Jorkowi i Brooklynowi na odgrywanie tutaj roli trzecich postaci, co stało się tak typowe dla większości rzeczy, które mają miejsce w Wielkim Jabłku, że ledwo mogę znieść widok bardziej rozległych obrazów Crown Heights. Zostało to zrobione na śmierć, jeśli w ogóle, a w Black Rabbit Bateman trzyma kamery w Black Rabbit, co jest efektowną i unikalną scenerią, która zgrabnie kadruje zwarty i stylowy dramat sensacyjny.



