Devialet Ultimate Phantom 98dB
Głośny, dumny i dość drogi.
Devialet od bardzo dawna znany jest z produkcji pięknie ukształtowanych bezprzewodowych głośników o imponującej odbiorze basu i był jednym z pierwszych, którzy wprowadzili dźwięk wysokiej rozdzielczości do formatu bezprzewodowego. Z biegiem lat zauważyli, że istnieje dojrzały rynek na mniejsze głośniki, a nie mniej ważne na te bardziej przystępne, jak ich głośnik Bluetooth Mania.
Jednak bardziej przystępne cenowo "prawdziwe" głośniki były ograniczone, a Phantom jest jednym z głównych produktów, obecnie w wersji Ultimate.
Głośnik dostępny jest w wersjach 98dB i 108dB, z czego testowaliśmy wersję 98dB, a także jest bardziej przystępny cenowo, ponieważ oba głośniki mogą wyglądać identycznie, mimo że model 108dB jest dwukrotnie większy w rzeczywistości, a konfiguracje i sprzęt są bardzo różne, dlatego wersja 108dB kosztuje ponad dwukrotnie więcej niż 1500 euro w porównaniu do Devialet Phantom Ultimate 98dB. Jeśli nie wybierzesz wyglądu Liberace i nie wybierzesz wersji Gold Leaf, to kolejne 300 euro – ale wygląda kusząco...
Denerwuje mnie przy tej cenie, że ma tylko Wi-Fi 5, to nowy produkt, który powinien mieć Wi-Fi 7, a wersja Bluetooth to 5.2 – i nie ma AptX HD, LDAC ani innych formatów wysokiej rozdzielczości bezpośrednio przez Bluetooth. To dla mnie wskazuje, że audiofile nie są prawdziwymi klientami, lecz ludźmi, którzy lubią produkty projektowe.
Kiedy chcesz go kupić, łatwo dostajesz do wyboru parę stereo, pilot – z którym też się bawiliśmy, ale z jakiegoś powodu nie stojak, który nie jest meblem nagradzanym za design, ale pasuje i jest przyjemny w wyglądzie – i tak, jest przymocowany do głośnika za pomocą, żeby łatwiej nie spadł na podłogę przy lekkim pchnięciu. Pamiętaj, że stopa, z którą się urodziła, ma lekki kąt dopasowany do podstawki głośnikowej, co oznacza, że meble, na których są umieszczone, nie powinny być zbyt wysokie, zwłaszcza jeśli chcesz dwa i używasz ich jako prawdziwego systemu stereo, do czego są zaprojektowane.
Pilot i sam głośnik są naprawdę eleganckie i nowoczesne, z wyraźnie francuskim wzorem. Pasują do każdego nowoczesnego domu i wyglądają tak stylowo, że prawie rozumiem ogromną cenę. Bo w świecie obiektów projektowych to jest tanie.
Poza złotem, występuje w kolorze kremowym zwanym "light pearl" oraz w czarnawym kolorze zwanym "Deep Forest". Jednak najważniejsze jest to, że jest mały. 16x22x17cm, a ta mała grudka sięga 18Hz według ich własnej strony. Mocno wątpię w tę ostatnią członko, bo, cóż, fizyka.
Wejścia są nieliczne, ale kluczowe: zasilanie, mini-toslink i Ethernet. Sterowanie można robić na urządzeniu, są zintegrowane w zewnętrznej obudowie, czyli są przyciskami pojemnościowymi, co jest też pretekstem do poczucia powierzchni, jest zaskakująco fajne i przyjemne w dotyku, a prawie zmarnowane, bo większość ludzi tylko na to spojrzy.
Wzmacniacz 400 W zasila 2 woofery i pełnozakresowy przetwornik, pracujący zarówno jako średni, jak i wysoki ton, wszystko z aluminium. Osobiście wolałbym berylium, ponieważ lepiej radzi sobie z rozbijaniem powierzchni do użytku audio, ale jest też dość drogi i podobno trudniejszy w produkcji. Wiem, że Devialet używa ładnych skrótów dla swojego wzmacniacza i tego, kto to robi, ale chciałbym, żeby lepiej opisali to, co robią, używając nieco bardziej technicznych terminów, nawet nie podają rozmiaru wooferów, co uważam za bardzo podstawowe. Szkoda, bo Devialet używa hybrydowego systemu zwanego ADH, gdzie układ klasy A napędza część przedwzmacniacza, a stopień klasy D do ciężkiej pracy – technicznie jest to trochę bardziej skomplikowane, ale to wersja uproszczona, z tym, co widzę, chodzi o Devialet, Używają własnego projektu zamiast standardowych modułów, niektóre z nich mają jednak opinię imponującego brzmienia i wydajności.
Internet jest pełen pociętych obrazków poprzednich wersji, więc możemy bardzo precyzyjnie przypuszczać, że woofery mają ogromne układy silnikowe i przypominają mi stare serwo-subwoofery, co jest częścią powodu, dla którego mogą produkować tyle basu i potrzebują tyle mocy, muszą się dużo poruszać, Rozgrzej się i uzyskaj dużo korekcji w czasie rzeczywistym, wszystko to zużywa moc wzmacniacza na śniadanie jako ogrzewanie efektywności głośników na śniadanie.
Choć Devialet przesuwa granice dzięki sprytnej inżynierii, nadal potrzebuje ogromnego radiatora z tyłu głośnika, by dobrze spełnić swoją funkcję, a jego integracja z projektem jest jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałem. Jednak są pewne ograniczenia i nie czuć +90 dB przy mniej niż 20Hz. Jednak wcześniejsze wersje Phantoma miały zweryfikowane pomiary zbliżone do siebie, więc byłoby ciekawie przetestować go w niezależnym laboratorium.
Łączy się z telefonem lub tabletem przez aplikację i Wi-Fi, albo kabel, jeśli chcesz, a Bluetooth jest obsługiwany przez A2DP, ale jest przeznaczony do wysokiej rozdzielczości dźwięku przez sieć i optycznie, obsługując nie tylko Airplay i Tidal Connect, ale także UPnP i audiofilską platformę Roon – co jest zabawne, bo tak tanie głośniki zwykle nie są pokryte przez platformę Roon highend. Roon nie jest serwisem streamingowym, lecz platformą organizatorów i odtwarzania, która pozwala w pełni wykorzystać 32-bitowy DSP oraz odtwarzanie 24bit/192kHz.
Interfejs Devialet jest fajny, dobrze zaprojektowany i bardzo łatwy w obsłudze – a ponieważ oferuje pełną integrację, nie musisz go nawet używać, bo większość serwisów streamingowych ma wbudowaną regulację głośności. Daje trzy tryby, różne opcje EQ albo możesz po prostu ustawić na flat.
I dźwięk. Używając aluminiowych przetworników, nie są to te piskliwe, ostro brzmiące wersje, które słyszałeś 20 lat temu. Są nowoczesne, z DSP kompensowane, i choć nie polecam maksymalnego ustawienia głośności, zapewnią przyjemne, ale precyzyjne brzmienie, choć bas bywa zbyt podkreślony, gdy SPL rośnie. Wygląda na to, że miało to działać jako źródło dźwięku w mniejszych pomieszczeniach, ponieważ łatwo potroi się jako głośnik Bluetooth, soundbar TV i stereo (system mono) jednocześnie. Choć dźwięk jest spójny, jest też lekko suchy i, cóż, nie zimny, ale z precyzyjną rekonstrukcją, która sprawia, że – brakuje mi lepszego określenia – brakuje mu życia i duszy. Może częściowo wynikać to z basu, ogranicza się on przy wyższych poziomach SPL, najprawdopodobniej przez DSP, ale też zbyt mocno stara się być prawidłowo płaskim częstotliwościowo, bez takiego poziomu szczegółowości i braku własnego dźwięku jak wysokiej jakości monitor studyjny. To bardzo różni go od wielu konkurencyjnych produktów, które często cierpią na zbyt entuzjastyczną reakcję basu, która zagłusza wszystkie drobne detale.
Dźwięk robi wrażenie jak na tak małą jednostkę, ale podgłośnienie sprawia, że kompresja się włącza. Fizyka ma swoje ograniczenia – jeśli spodziewasz się tej samej dynamiki i imponującego uderzenia co jednostki stoke o długości 2x18", będziesz rozczarowany, ale główny punkt jest taki, że większość nawet nie rozważa subwoofera, a jak na rozmiar, bas jest wystarczający, a impuls i sterowanie przetwornikiem odpowiadają cenie. Ba, bas może być nawet nieco powyżej normalnego poziomu słuchania, ale zapewnia pewną objętość i pełnię, której poza tym brakuje.
Testowaliśmy to głównie w mono, jednak mieliśmy szczęście wypożyczyć pełny zestaw stereo, co nie dziwi – pozwala na prawdziwą scenę dźwiękową i znacznie wyższy bas.
Środkowe pasma są czyste i wyraźne, a jako pełny ton płynnie przechodzą w wysokie tony. Jest też dość nudna, brakuje ostatniego ataku i uderzenia. Jest, mówiąc trochę banalnie, czysta i dopracowana, ale pozbawiona własnego wyrazu, i to nie w ultra-liniowym znaczeniu tego wyrażenia.
Więc pytanie brzmi – czy to dla ciebie? Masz pieniądze i telewizor Bang & Olufsen do salonu? Tak? W takim razie to zdecydowanie dla ciebie. Musisz jasno powiedzieć, że to imponujące projektowanie inżynieryjne, ale jednocześnie rekompensuje bardzo mały rozmiar, skierowany do domów designerskich, a za markę luksusową płacisz wyższy podatek. Jeśli nie jesteś gotów tego zrobić, być może będziesz musiał rozważyć swoje opcje.



