Gamereactor



  •   Polski

zaloguj się
Gamereactor
recenzje
Everwind

Everwind (Wczesny dostęp)

Joel zbudował własny sterowiec i lata po świecie przypominającym Minecrafta, szukając... No to co dokładnie?

HQ

Minecraft - szwedzkie zjawisko. Gra, którą każdy deweloper chciałby stworzyć, i która mimo wieku i przestarzałej grafiki (choć charakterystycznego stylu), nadal kwitnie wśród wielu graczy. Nie trzeba dodawać – w sposób bezsprzeczny – że deweloperzy i wydawcy chcą mieć kawałek ciasta, jakim jest Minecraft. Ale okazało się to twardym orzechem do zgryzienia.

Everwind to najnowsza próba w serii gier, które próbują naśladować przepis na wspomniane ciasto, i sam sam się w to spróbowałem. Ale czy zajadałam się po kawałkach i odchodziłam zadowolona, czy kilka łyżek wystarczyło, zanim zaczęłam się źle czuć? Cóż, kończymy gdzieś pośrodku.

Everwind nie został jeszcze wydany w wersji 1.0. Została wydana w trybie Early Access, więc nie można jeszcze spodziewać się pełnoprawnego arcydzieła (choć się zdarza – wystarczy spojrzeć na Slay the Spire 2 ), a do momentu osiągnięcia ostatecznej formy będzie rozbudowana o zawartość i aktualizacje. Mimo to jest tu naprawdę sporo treści, w którą można się zagłębić, i wyraźnie widać, że to gra z własną koncepcją i tożsamością – ale wciąż ma przed sobą sporo drogi, jeśli chce przetrwać i przyciągnąć własną publiczność.

Gra zaczyna się od wygenerowania unikalnego świata i zrzucenia cię na szczyt wieży. Wieża służy jako samouczek, a każde piętro wyjaśnia, jak korzystać z różnych mechanik gry. To sprytne podejście, które sprawia, że sam proces nauki wydaje się częścią przygody. To po prostu wydaje się naturalne. W każdym razie nauczysz się, jak działa walka, jak tworzyć narzędzia i jak gotować jedzenie. Oczywiście wszystko to są całkowicie rozsądne rzeczy w grze survivalowej.

To jest reklama:
Everwind
Uzbrojony w miecz i tarczę, jestem gotów stawić czoła kilku kapibarom.

Po wyjściu z wieży zaczyna się prawdziwa przygoda. "Zbuduj swój sterowiec" to misja, a żeby to zrobić, muszę najpierw zeskanować rozbity sterowiec, który rozbił się i zardzewiał na wyspie, na której jestem. Część po części skanuję ją za pomocą dziwnego urządzenia, które mam wyposażone, a potem rozkładam części, by móc zbudować własne – zupełnie nowe – silniki, generatory i balony powietrzne na mój własny statek. Wymaga to sporego zbierania zasobów i nie ma tu żadnych większych niespodzianek. Ścinaj drzewa, zbieraj kamienie, zbieraj trawę i upewnij się, że znajdziesz trochę miedzi do przetopienia w hutzie.

Sytuację komplikuje nieliczna liczba wrogów na wyspie – postrzępione szkielety, które nie stanowią realnego zagrożenia. Walka jest jednak wciągająca i dobrze wykonana, oferując zarówno parowanie, jak i dodatkowe funkcje zamknięte za klasycznym drzewkiem RPG pełnym różnych ulepszeń. Sztuczna inteligencja przeciwników jednak nie jest niczym szczególnym – działa, ale nie zaskakuje. To jednak nie tylko szkielety tworzą populację wyspy; Deweloperzy Everwind wydają się mieć słabość do kapibar, zwłaszcza tych w małych kapeluszach. Kapibary, tak – urocze małe świnki lat 20. XXI wieku. Dziki i bażanty biegają wokół, dając możliwość polowania na mięso i pióra.

Everwind
Oto jeden z pierwszych statków, które zbudowałem; Dodałem do niego małą rampę, bo nie wiedziałem, że można teleportować się z powrotem na statek.
To jest reklama:

Po zabiciu grupy goblinów, zebraniu zasobów i zbudowaniu wszystkiego, co potrzebne do lotu wśród chmur moim własnym sterowcem, wyruszyłem na morze. Używając małej łódki, wiosłuję do statku oznaczonego na mapie, umieszczam na nim to, co zbudowałem, i dostarczam drewno do generatora. Ale żeby to działało, muszę wszystko łączyć rurami przenoszącymi energię między różnymi częściami silnika. Nie powiedziano nic – świat czeka, a niebo jest moim placem zabaw. A świat jest ogromny, do dyspozycji i zastanawiam się, czy gdzieś temu się skończy... I tak go nie znalazłem.

Świat Everwind nie jest tylko poziomy, z kilkoma wyspami do eksploracji. Są też wyspy na niebie i to tam (naturalnie) zamierzam się udać jako pierwszy. Ale bez powodzenia. Aby polecieć wyżej, muszę ulepszyć swój statek. Kieruję więc statek w stronę wyspy, którą obserwuję od początku gry. Na tej wyspie stoi dziwny budynek przypominający metalową żyrafę i ewidentnie wymaga dokładniejszego przyjrzenia. Po krótkim locie parkuję statek na dachu dziwnego budynku. Wkrótce zdaję sobie sprawę, że nie jestem w tym sam; Towarzyszą mi pająki, które strzelają jadem, oraz zombie, które wybuchają, gdy podchodzą za blisko. Zdaję sobie też sprawę, że mój poziom jest zdecydowanie za niski i nie mam dużych szans. Najwyraźniej z pancerzem i mieczem z drewna nie zajdziesz daleko.

Więc umieram – kilka razy. Na początku panikowałem, bo nie wiem, jak się stamtąd wydostać, ale zdaję sobie sprawę, że urządzenie, którym można skanować, może też teleportować mnie z powrotem na statek i do bezpiecznego miejsca. Mając to na uwadze, ruszam pierwszy – jak szaleniec – i zbieram swoje rzeczy z miejsca, gdzie zginąłem. Kiedy umierasz w Everwind, nie tracisz wszystkiego, tylko część tego, co zebrałeś. To przybiera formę "kuli", którą musisz podnieść w ciągu dziesięciu minut, aby nie stracić potencjalnych skarbów.

Everwind
Nie brakuje wpadek i nieporozumień.

Po kilku lekcjach wybrałem następnym razem nieco mniej spektakularną wyspę. Ale właśnie tutaj zaczynam się zastanawiać, jaki jest mój cel – dokąd właściwie zmierzam? Czy jest jakiś ostateczny cel podróży? Chyba Enjoy Studio chce, żebyś sam kształtował swoją przygodę – tak jak Mojang zrobił to z Minecraftem. Nie ma jasnych wskazówek ani zadań, po prostu cały świat do dyspozycji, gdzie możesz być zarówno reżyserem, jak i aktorem. To zarówno dobre, jak i złe.

Everwind to bardziej wyraziste RPG i spodziewam się, że będę częścią historii na jakimś poziomie. Dlaczego nagle budzę się w wieży? Co się stało ze wszystkimi sterowcami? Kim są potwory? Czuję, że brakuje mi jakiegoś wyjaśnienia i bardzo chciałbym, żeby ta część została bardziej rozwinięta. Do tego czasu będę musiał po prostu skupić się na ulepszaniu siebie i statku. Możesz zbudować statek większy i upchnąć go we wszystko, czego możesz potrzebować. Nie wygląda szczególnie stylowo – ale jeśli leci, to leci.

Everwind nie jest szczególnie atrakcyjne, ale ponieważ jest zbudowany tak samo jak Minecraft (z kwadratowymi blokami), to prawdopodobnie nie był cel. Oferuje jednak nieco więcej efektów niż źródło inspiracji, w postaci odbić na wodzie, efektów cząstek i innych rzeczy, które w sumie tylko przyczyniają się do opóźnień. Bo rzeczywiście zauważalnie się opóźnia, gdy podróżujesz i generują się nowe wyspy. Ale jak mówiłem – to Wczesny Dostęp, a wraz z tym pojawiają się pewne techniczne problemy. Nic niezwykłego.

Everwind
Wielki błękit oferuje ci własną przygodę. Jeśli jesteś gotowy, by to stworzyć.

Wybory projektowe nie są jednak aż tak oczywiste. Jest bardzo brązowy i, estetycznie mówiąc, zarówno matowy, jak i brzydki. Moja postać wygląda jak mieszanka Minecraft Steve'a i Shaggy'ego ze Scooby Doo, a przeciwnicy paradujący po światach Everwind nie wyglądają ani strasznie, ani zabawnie. Podejrzewam, że trudno jest znaleźć charakterystyczny styl wizualny i projekt, który działa w świecie zbudowanym z bloków – i tutaj to nie do końca działa.

Zdecydowanie warto obserwować i sprawdzać, jak rozwija się Everwind. Powiedziałbym nawet, że jest fajnie w obecnej formie – ale cena wydaje się teraz trochę za wysoka. Ale gdy Enjoy Studio skończy ją budować i gra zostanie wydana "na serio", może stać się grą, która dorówna Minecraftowi, bo faktycznie oferuje coś wyjątkowego.

06 Gamereactor Polska
6 / 10
+
Ogromny otwarty świat, ciekawa i unikalna koncepcja, fajne budowanie statków, dobre elementy RPG
-
Nie jest szczególnie atrakcyjna, technicznie trochę toporna i nie jest jasne, jaki jest cel gry
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju

Powiązane teksty



Wczytywanie następnej zawartości