Gamereactor Close White
zaloguj się






Nie pamiętasz hasła?
Nie jestem członkiem, ale chcę dołączyć

Zaloguj się przez konto na Facebooku
Gamereactor Polska
artykuły

Podziały niszczą, czyli kilka słów o grach epizodycznych

Dalej tak po prostu być nie może.

Facebook
TwitterReddit

Biedny ten gatunek. Raz już niemalże odszedł w niepamięć, jednak Telltale w 2012 roku zrewolucjonizowało przygodówki point'n'click za pomocą pierwszego The Walking Dead. I wygląda na to, że od tych sześciu lat znów doświadczamy takiego przestoju, że sam gatunek wręcz się cofa i znów dąży ku samodestrukcji, o ile ktoś nie wpadnie na pomysł, by ponownie nieco go odświeżyć.

Siedzę tak sobie w oczekiwaniu na drugi epizod Life is Strange 2, który ma podobno ukazać się w styczniu, i nie mogę zrozumieć, dlaczego deweloperzy nie widzą, jak źle prowadzona jest polityka gier epizodycznych. Jeden odcinek raz na pół roku? Przez ten czas wszyscy zdążą o dotychczasowych wydarzeniach zapomnieć.

Boli mnie to podwójnie, ponieważ jestem fanką „interaktywnych filmów". Bardzo miło wspominam czekanie na kolejny epizod ciekawej produkcji, pod warunkiem, że twórcy zachowują jakiś rozsądny cykl wydawniczy i - przede wszystkim - trzymają się go. Niedopuszczalne powinny być sytuacje, że pierwszy epizod pojawia się w marcu, drugi w kwietniu, a trzeci w listopadzie. A jednak jest to już niejaki standard.

Premiera pierwszego epizodu Life is Strange 2 miała miejsce we wrześniu. Drugi odcinek zaplanowano na... styczeń.

Dzieje się tak dlatego, że gry epizodyczne przez te miesiące dopiero się tworzą. Często nie tylko animacje są przygotowywane od zera, ale także scenariusz zostaje zmieniany wielokrotnie przez wzgląd na opinie graczy. Ci przecież nie zawsze, a wręcz rzadko kiedy mają rację - nie uczestniczą w procesie twórczym, są tylko odbiorcami, mają prawo się mylić. Błędem jest natomiast, jeśli deweloperzy postanawiają się ich posłuchać. Wtedy zmianom może ulec wszystko, nawet mechanika rozgrywki, a fabuła zazwyczaj staje się kompletnie dziurawa.

A co jeśli podczas tworzenia studio napotka problem i nie otrzymamy kolejnego odcinka lub prace przedłużą się na lata? Zależnie od umowy, producent może obiecać inwestorowi, że dalsze epizody będą pojawiać się przykładowo w drugim i czwartym kwartale - jeżeli jednak ktoś nie dopilnuje dokładnych warunków współpracy lub za produkcję gry odpowiedzialna będzie samowystarczalna firma, z niewielkim wsparciem inwestorów, może zdarzyć się, że tytuł zostanie zawieszony, a gracze nie doczekają się dalszej części. Tak przecież stało się w przypadku The Walking Dead: The Final Season po bankructwie Telltale Games. Całe szczęście prawa do tytułu przejęło Skybound i kolejne epizody mają jeszcze ujrzeć światło dzienne, ale znowu - nie jesteśmy nawet pewni, kiedy to nastąpi, przez prawne komplikacje.

Niezbyt pozytywny rozwój przygodówek epizodycznych widać zwłaszcza na przykładzie czterech sezonów The Walking Dead.

I choć początkowo myślałam, że remedium na ten problem powinny być z góry ustalone daty premiery kolejnych odcinków, w przypadku finału The Walking Dead na niewiele się to zdało. Daty były, epizodów nie ma. Nie wspominając już o tym, że studio było bezczelne na tyle, że uniemożliwiło zakup osobnych epizodów i zmuszało do nabycia pełnej przepustki sezonowej, jeśli oczywiście fani chcieli być z odcinkami na bieżąco. Przykre jest to, że nawet w tym gatunku tak bardzo widać postępującą myśl gier-jako-usług. Gdy patrzę na menu główne tych najnowszych produkcji Telltale, nie widzę menu gry. Bardziej przypomina mi to sklep, uderzający we mnie ofertami innych tytułów. I brzydki, na dodatek.

Co deweloper to podejście, i choć niektórzy przynajmniej starają się trzymać określonego cyklu wydawniczego, albo starali się (dzień dobry, Dontnod), drudzy bardzo odważnie testują cierpliwość fanów - chociażby Daedalic z Filarami Ziemi, trzyodcinkową przygodówką, której pierwsza księga ukazała się w sierpniu 2017 roku, a trzecia - pod koniec marca 2018. Gorzej jeszcze radzi sobie Hinterland z The Long Dark, które również zadebiutowało w sierpniu minionego roku, a ostatni epizod gry nie został wydany aż do dziś. A ja naprawdę szczególnie obawiam się o Life is Strange 2, bo jeśli takie tempo się utrzyma, to w całość zagramy za jakieś dwa lata. Brzmi to aż niewiarygodnie. Pewnie, że jakość produkcji jest najważniejsza i deweloperzy powinni dopieścić tytuł. Ale dlaczego w takim razie ukazują się pierwsze epizody, podczas gdy cała reszta pozostała w procesie twórczym nietknięta? Na litość, tak nie można, to nie jest dziesięciosezonowy serial, tylko kilkuodcinkowa gra.

Musi być to jednak opłacalny biznes, bo coraz więcej twórców, nawet tych gigantycznych, decyduje się na wydawanie gier w kawałkach. Ja tego nie rozumiem, gracze tego nie rozumieją, ale tak jest. Mnie tylko lampka się zapala, gdy nie mogę zakupić odcinków osobno.

Final Fantasy VII i podział na epizody to niebezpieczne połączenie.

Przez te wszystkie poruszone problemy niesamowicie boję się o remake Final Fantasy VII. Square Enix twierdzi, że gra musi wyjść w epizodach, bo inaczej... jej ogrom przytłoczyłby graczy. Wymówka zabawna, jeśli spojrzeć na taką Personę 5, do której ukończenia wymagane jest przynajmniej sto godzin, czy nawet Final Fantasy XV z o wiele większym przecież światem niż siódmy Final. Mam nadzieję, że „siódemki" nie spotka ten sam los, co większości epizodycznych gier.

Czy nie lepiej byłoby po prostu stworzyć grę w całości i publikować przykładowo co miesiąc, wyznaczać szczegółową datę premiery (ale trzymać się jej, na Świętą Światłość!) lub po prostu wydawać wszystko od razu, zachowując formę serialu, jak w Alanie Wake'u czy Quantum Break? Co przeszkadza Wam w grach epizodycznych, a za jakie elementy je lubicie?