Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Gamereactor Polska
recenzje
Devil May Cry 5

Devil May Cry 5

Król slasherów jest tylko jeden.

  • Tekst: Łukasz Dąbrowski
Devil May Cry 5

Niedawno zaliczyłem całą serię Devil May Cry. Od „jedynki" do „czwórki". Spin-off autorstwa Ninja Theory ograłem już dawno temu, ale to nie na nim chciałbym się skupić. Capcom po dwunastu latach przerwy wydaje bowiem kolejną część przygód Dantego i spółki. Jako miłośnik slasherów zacieram ręce. Na ekranie pojawia się menu i rozpoczynam seans, który zajmie mi dobre kilkanaście godzin zabawy na najwyższym poziomie.

Niezależnie od tego, czy jest się fanem serii od wielu lat, czy też totalnie początkującym - każdy powinien zajrzeć do History of DMC, czyli opcji dostępnej w menu startowym. Pozwala ona na zaznajomienie się z dotychczasowymi wydarzeniami, począwszy od części pierwszej, a skończywszy na czwartej. Streszczenie chronologicznie przekazuje nam wszystko, co musimy wiedzieć, żeby zrozumieć fabułę „piątki". I choć jestem na świeżo po ograniu poprzednich odsłon, z przyjemnością skorzystałem z tej możliwości i zaręczam, że warto poświęcić te kilka minut, zanim przystąpimy do gry właściwej.

Devil May Cry 5
Firmowe logo na vanie musi być!
Devil May Cry 5
Biedny demon jeszcze nie wie, że za chwilę zostanie dosłownie rozpłatany na pół.

Scenariusz ponownie atakuje nas apokaliptyczną wizją świata, który został zaatakowany po raz kolejny przez demony. Tym razem w pewnym mieście pojawiło się ogromne drzewo wraz z istnym zalewem demonicznych hord z piekła rodem. Drzewo ma najwyraźniej nieposkromiony apetyt na ludzką krew. Na miejscu pojawia się Nero oraz nowy, tajemniczy towarzysz, którego poznajemy jako V. Stawia się również Dante w towarzystwie Lady i Trish. Ich celem jest niejaki Urizen, czyli potężny demon, który czerpie moc z wspomnianego krwiożerczego drzewa. Niestety, sprawy się komplikują i, jak zwykle, kolejne części układanki poznajemy dopiero z czasem.

Zaiste wybornym patentem okazuje się forma narracji, jaka tym razem cechuje nową część Devil May Cry. Otóż historię poznajemy niejako wyrywkowo. Kolejne misje przeplatane są scenkami, które niekoniecznie następują w układzie chronologicznym. Często skaczemy między jednym dniem a drugim. Czasem są to nawet całe tygodnie. W orientacji pomaga nam data oraz godzina, które to za każdym widnieją na ekranie, kiedy tylko pojawia się jakaś scenka. Pomaga również linia czasu, jaką obserwujemy pomiędzy misjami. Dodatkowo widzimy skrótowy opis tego, co aktualnie się wydarzyło. Dzięki temu wszystkiemu trudno się pogubić i każdy będzie w stanie z czasem poukładać sobie w głowie, co tak właściwie przedstawiono nam w scenariuszu.

Devil May Cry 5
Tryb fotograficzny pozwala na niezłą zabawę z różnymi ujęciami.
Devil May Cry 5
Bossowie, jak zwykle, zachwycają wykonaniem.

Po raz kolejny wracają znani i lubiani bohaterowie. Towarzyszy im również kilka nowych postaci. Prym wiodą rzecz jasna V, który jest również postacią grywalną, oraz Nico, czyli nasz etatowy mechanik-wynalazca. I o ile V od początku mocno mnie zaintrygował i do samego końca śledziłem jego losy, zastanawiając się, kim jest i czego tak właściwie chce, o tyle Nico odrzuciła mnie swoją osobą od samego początku. Hałaśliwa, pyskata, sarkastyczna, z wybujałym ego - niby wszystko pasuje do Dantego i spółki. Ale jednak coś mi tutaj nie zagrało i każde jej pojawienie się wzbudzało we mnie lekką konsternację oraz nadzieję, że może z czasem jej postać stanie się nieco ciekawsza. A może to jej notoryczne palenie papierosów tak bardzo negatywnie mnie do niej nastawiło?

Jeżeli już jesteśmy przy Nico, to pozwolę sobie na przedstawienie bardzo przyjemnego patentu, jakim jest nasz obwoźny warsztat. W teorii działa on właściwie tak samo, jak Divine Statue z poprzednich części gry. Za zdobywaną walutę (czerwone orby!) kupujemy nowe zdolności i przedmioty. Tych pierwszych jest, jak zwykle, od zatrzęsienia i w zależności od tego, kim aktualnie gramy, mamy cały zestaw korespondujący nie tylko z samą postacią, ale i z jej ekwipunkiem. To cała masa opcji i tylko od nas zależy, co i kiedy sobie wykupimy. Po raz kolejny czuć, że każda nowa zdolność sprawia, iż stajemy się jeszcze skuteczniejsi w eksterminacji diabelskiego pomiotu, a nasze oceny za skończoną misję rosną aż miło - rzecz jasna, o ile z tych umiejętności skrzętnie korzystamy.

Devil May Cry 5
Szkoda, że Lady oraz Trish nie odegrały jakiejś ważniejszej roli w grze.
Devil May Cry 5
Kolejne lokacje wręcz ociekają klimatem.
Devil May Cry 5
Devil May Cry 5
Devil May Cry 5
Devil May Cry 5
Devil May Cry 5
Devil May Cry 5
Devil May Cry 5