The Séance of Blake Manor
The Séance of Blake Manor to jedna z najlepiej ocenianych gier tego roku – ale czy zasługuje na to wyróżnienie?
Uwielbiam historie o twardych i super logicznych detektywach, którzy potrafią rozwiązywać zagadki morderstwa, bo wskazówki do nich przemawiają. Moimi ulubionymi są Sherlock Holmes, Hercule Poirot i bardziej nowoczesna seria o Columbo. Naprawdę pobudzają moją wyobraźnię i często myślę, że oglądając je, że też potrafię to zrobić. Teraz mam okazję w The Séance of Blake Manor, gdzie muszę być jednocześnie logiczna i twarda. The Séance of Blake Manor jest już dostępne na Steamie i zobaczę, czy uda ci się zaspokoić swój detektywiski fetysz.
The Séance of Blake Manor Akcja rozgrywa się w Irlandii w 1897 roku, kiedy detektyw Jim Ward otrzymuje list z prośbą o udać się do Blake Manor, by zbadać tajemnicze zaginięcie Evelyn Deane. Przemierza szmaragdową wyspę do odległego hotelu i dociera o 23:00, gdy wszyscy goście już poszli spać. Zaczynasz przed Blake Manor, gdzie po raz pierwszy widzisz kobietę stojącą przed hotelem. Jednak gdy podchodzisz do niej, zamienia się w cztery kruki i odlatuje. Zostawia pelerynę, którą zabierasz do hotelu. Poznajesz tu pana Varleya, ponurego i ponurego kierownika hotelu, który wcale nie wydaje się zainteresowany ani zadowolony z twojego przybycia. Gdy pytasz o Evelyn Deane, szybko zdajesz sobie sprawę, że kłamie, mówiąc, że wymeldowała się z hotelu.
To tylko pierwsza z wielu tajemnic, które The Séance of Blake Manor oferuje w swojej 18-20-godzinnej historii. Opowieść pełna kłamstw i intryg, że Ex on the Beach wygląda jak program, który ogląda się w każdą niedzielę w domu spokojnej starości. Czasem trudno to śledzić, bo jest ponad dwadzieścia postaci do rozmowy, a czasem do ochrony i oskarżenia. Właściwie dobrze jest robić notatki, żeby śledzić kłamstwa i prawdy, a także wszystkie wskazówki, które znajdziesz po drodze.
Szkoda, że gra nie ma pełnego dubbingu, bo około połowa rozmów jest prezentowana wyłącznie tekstowo. Niestety, nie da się też powiększyć tekstu, co na telewizorze 4K oznacza, że często trzeba siedzieć blisko ekranu. Jeśli masz problemy z oczami jak ja, to szkoda – ale może to tylko mój problem. Dubbing też nie jest na najwyższym poziomie, ale jest przyzwoity i funkcjonalny. Ogólnie to świetna historia z mocnymi rozmowami. Tajemnice są intrygujące, a rozwiązania ciągle otwierają nowe tajemnice, co działa naprawdę dobrze.
The Séance of Blake Manor ma fajne, ale też wymagające mechaniki. Wszystko odbywa się według czasu. Podczas zwiedzania dużego hotelu musisz ciągle pamiętać, że wszystko, co robisz, wymaga czasu. Jeśli wydasz za dużo, trafiasz w tzw. stan porażki, czyli koniec gry i powrót do ostatniego zapisu. Dlatego musisz stale zastanawiać się, czego badasz i z kim rozmawiasz. Możesz to śledzić w swoim dzienniku, gdzie formułujesz hipotezy i próbujesz rozwiązać zagadki, które przedstawiają ci goście.
Na przykład klikałem na wszystko w holu, gdy przybyłem, tak jak w klasycznych grach przygodowych. Zakończyło się to w stanie porażki i musiałem wrócić do wcześniejszego momentu gry. Postanowiłem zacząć rozdział od nowa, żeby oszczędzać swój czas. O 23:42 rozwiązałem zagadkę, której tu nie zdradzę, a potem zostałem zaprowadzony do mojego pokoju hotelowego.
Zasnąłem i w kolejnych snach natknąłem się na jeden z typów zagadek prezentowanych w grze. Trzeba było rozwiązywać zagadki kropek, gdzie trzeba było rysować linie między kropkami, nie krzyżując się nawzajem. Były ich trzech, zanim zdążyłem się obudzić. Nie widzę w tym większego znaczenia, poza tym, że wydłużają czas gry. Zagadki są na początku dość łatwe, ale stopniowo stają się coraz trudniejsze. Pojawiają się między dniami i nie była to część gry, którą lubiłem najbardziej.
Kolejną przyczyną tych stanów porażki są pewne niebezpieczne działania. Na przykład krótko po przyjeździe do hotelu możesz wspiąć się na framugę drzwi, która kończy się upadkiem. A potem jest miasto w stanie fail. To nawiązuje do starych gier Sierra, które były pełne takich pułapek. Wtedy nie byłem fanem i nie jestem fanem teraz. Czuję to jak karę za ciekawość, a tego nie lubię. Zdecydowanie można było to lepiej rozwiązać.
Im bliżej prawdy o losie Evelyn Deane, zbierasz coraz więcej wskazówek i rozmawiasz z wieloma osobami w hotelu. Wskazówki są przechowywane w twoim dzienniku, gdzie możesz je uporządkować w wnioski i hipotezy. Tutaj opisujesz kłamstwa, które odkryłeś, i jak fizyczne wskazówki pasują do wyjaśnień, które otrzymałeś. Otwiera to nowe możliwości dialogu i działa to naprawdę dobrze. Czujesz się naprawdę sprytny, gdy po długim śledztwie w końcu uzyskujesz ogólny obraz tego, co jest prawdą, a co kłamstwem. To mechaniki, które naprawdę sprawiają, że czujesz się jak prawdziwy Sherlock Holmes.
Jednak mógłbym się obyć bez wielu pułapek, które gra stawia na drodze. Wystarczyłoby, gdyby stany porażki pojawiały się tylko wtedy, gdy skończył się czas. I tak znów wydaje się to sposobem na wydłużenie czasu gry.
Gra ma świetny wygląd graficzny i sprawia wrażenie poruszania się po żywym komiksie. Sposób, w jaki postacie są przedstawione, jest również bardzo uroczy. Dużo bawi się światłem i cieniem, a w hotelu dzieje się wiele nadprzyrodzonych rzeczy. W pierwszych minutach widzisz kobietę na zewnątrz i szybko dostrzegasz świecący szkielet. Hotel wyraźnie ukrywa sekrety, które wolałby zachować dla siebie. Atmosfera jest na najwyższym poziomie, a muzyka dokładnie wie, kiedy powinna się wkręcić, by uzyskać maksymalny efekt.
Czy poleciłbym The Séance of Blake Manor ? Tak, zrobiłbym. To mała gra stworzona przez studio z ograniczonymi zasobami, ale świetnie poradzili sobie z dostępnymi narzędziami. Siedziałabym na krawędzi fotela, gdyby nie liczne stany niezdania, które wydają się zbędne i jak wypełnienie. Ale jeśli masz w sobie trochę detektywa, to jest odpowiedź na twoje marzenia. A kto nie marzył, by być twardym detektywem – choć raz na jakiś czas?


