Total War: Warhammer 40,000 Zapowiedź praktyczna: W ponurej ciemności mojej niedalekiej przyszłości jest tylko wojna (młot)
Mam przeczucie, że ta gra zaraz pochłonie życie wielu ludzi.
Kiedyś opisałem cyfrową strzelankę boomerów Aurochs Warhammer 40,000: Boltgun jako wymarzony projekt dla fanów ponurej, dalekiej przyszłości. Dodanie skórki Warhammera do mocno inspirowanej Doomem doświadczeniem niemal wkroczyło w niemożliwie ciężką ceramityczną zbroję Space Marine. Jednak jeśli jest jedna gra wideo, która wydaje się być przeznaczona na zdobycie serc i umysłów fanów Warhammera 40,000, to jest to adaptacja Total War z 41. tysiąclecia. Przy ogromnych bitwach, broni potrafiącej niszczyć planety i znacznie większej sile ognia niż seria Total War zna, niewielu z nas marzyło, że to będzie prawdziwe. Potem, w grudniu zeszłego roku, Creative Assembly potwierdziło, że to nadejdzie.
Teraz mieliśmy okazję w nią zagrać. Spotkanie zaczęło się od tego, że członkowie zespołu CA mocno sugerowali, że niezależnie od doświadczenia z Total War: Warhammer, powinni sami wejść do samouczka. Zazwyczaj nie unikam rad deweloperów, więc właśnie to zrobiłem, gdy oddano im klawiaturę i myszkę. Dla tych, którzy myślą, że porzucą samouczek, gdy już zdobędą Total War: Warhammer 40,000, mogą przegapić kilka kluczowych różnic w rozgrywce. System osłon, rezerwy strategiczne i uzbrojenie odgrywają ogromną rolę, pokazując, jak wojna wykracza daleko poza skierowanie włóczni w stronę szarżującej kawalerii. Dużo więcej myślisz o pozycjonowaniu, poza trzymaniem jednostek z dala od najgroźniejszych wrogich oddziałów. Wysokość i osłona mają teraz duże znaczenie, gdy znacznie większy nacisk kładzie się na walkę dystansową.
Walka wręcz pozostaje częścią Total War: Warhammer 40,000, ponieważ jest kluczowa w stole Warhammer 40k. Ale Creative Assembly włożyło w to ogromną ilość pracy, tworząc system walki na dystans, który wydaje się tak dokładny i filmowy, jakby udało im się przenieść do dystopii science fiction Games Workshop i zobaczyć niektóre bitwy. Gdy Space Marines, którymi sterowałem, zaczęli strzelać na kilku chętnych Orków, przybliżyłem, by zobaczyć, jak symulowany jest ogień dystansowy i usłyszałem, że gra śledzi każdy wystrzelony pocisk. Każdy. Pojedynczy. Pocisk. Zostało to potwierdzone chwilę później, gdy pocisk boltera rozstrzelił Orka w skórę pełną krwi, ale gdy ciało upadło, zablokowało kolejny pocisk lecący prosto w sojusznika. Ostatni akt przyjaźni między zielonymi towarzyszami? Może. Pokaz niesamowitych możliwości nowego silnika Creative Assembly? Zdecydowanie.
Po nauczeniu się poruszania, strzelania i adaptacji do nowych celów walki w Total War: Warhammer 40,000, przeszliśmy na mapę kampanii. Cała galaktyka nie jest symulowana w grze, ale jest spory fragment przestrzeni, o który główne frakcje mogą walczyć. To dość zabawne widzieć gigantycznego Kosmicznego Marine, który depcze planetę jakby to był jego ogród, ale to pokazuje, jak wszystko jest powiększane.
Ciekawe jest też obserwowanie, jak frakcja Kosmicznych Marines wchodzi w interakcje z osadzie. Większość z nich jest postrzegana jako kluczowe strategiczne punkty, które rozdział zajmie i utrzyma dla Imperium, podczas gdy inne frakcje postrzegają osadę jako miejsce do zaparkowania na jakiś czas. Orkowie zamierzają zbierać trochę złomu. Astra Militarum prawdopodobnie spróbuje zbudować miasto-ul. Aeldari nie powiedzą ci, po co przejmują osadę, ale będą bardzo zadowoleni, jeśli chodzi o zachowanie swoich sekretów. Sposób, w jaki działa kampania w Total War: Warhammer 40,000, wydaje się dużo bardziej klimatyczny niż jej fantastyczny poprzednik. Creative Assembly nauczyło się wiele z przeróbek frakcji, i choć każdy może zabierać, trzymać i budować, by zrekrutować więcej żołnierzy, skupienie się na uzasadnieniu zdobywania osad bardzo wnosi do meta narracji, którą budujesz podczas kampanii.
Z mojego krótkiego, ale pouczającego czasu z Total War: Warhammer 40,000 jasno widać, że to nie jest gra Total War z wyglądem Warhammera, lecz Warhammer 40,000, którą Creative Assembly bardzo starał się dostosować do tematu Total War. Dyplomacja praktycznie nie wchodzi w grę. Mapy są szersze niż kiedykolwiek, a pomysł malowania każdej planety na kolor nie będzie tak ważny, jak dbanie o realizację celów swojej frakcji. Gdy sesja się skończyła, musiałem zostać poklepany po ramieniu i powiedziane, że czas zakończyć rozgrywkę. Gdy się odwróciłem, zobaczyłem, że prawie wszyscy oprócz mnie już odeszli, a ja wciąż byłem w trakcie walki, próbując wyeliminować ostatnich orków na ekranie tym, co zostało z mojej elitarnej siły Space Marines. Taki rodzaj immersji jest rzadki w chaosie wydarzenia takiego jak Gamescom, ale fakt, że Total War: Warhammer 40,000 osiągnęło to w zaledwie godzinę rozgrywki, pokazuje, jak bogata jest ta gra pod względem zawartości i grywalności.
Total War: Warhammer 40,000 może nie był planem od samego początku, ale zdecydowanie czuć grę tworzoną przez dekadę, biorąc pod uwagę ilość pracy, jaką Creative Assembly włożyło w przeniesienie mrocznej dalekiej przyszłości na taką skalę do gry wideo. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek był lepszy czas, by być hobbystą Warhammera, a dużą część tego zasługuje na trzy znakomite ciasta, które wkrótce zjemy w RTS Dawn of War IV, wielka strategia Total War: Warhammer 40,000 oraz kontynuacja strzelanki, o której wspomniałem na początku tego tekstu, Boltgun II. Jeśli jednak jest gra, która naprawdę oddaje epicką skalę najdzikszych bitew Warhammera naszej wyobraźni, to właśnie Total War. Jeśli gra dobrze sobie poradzi na premierze, ma dużą szansę stać się jedną z najlepszych gier Warhammera i najlepszych strategicznych, w jakie grałem.









