Gamereactor



  •   Polski

zaloguj się
Gamereactor
recenzje filmów
Wallace & Gromit: Vengeance Most Fowl

Wallace & Gromit: Vengeance Most Fowl

Druga pełnometrażowa przygoda Wallace'a i Gromita umacnia dalsze panowanie Aardmana jako królów animacji poklatkowej.

HQ

Przed szerszą premierą w serwisie Netflix, która odbędzie się 3 stycznia, my, Brytyjczycy, zostaliśmy uraczeni premierą telewizyjną Wallace & Gromit: Vengeance Most Fowl, która dała nam prezent świąteczny lepszy niż wszystko, co moglibyśmy mieć nadzieję znaleźć pod choinką. Duet najlepszych pomysłowców w Anglii powraca ze swoim drugim filmem pełnometrażowym, a Aardman ożywił postać, która po raz pierwszy pojawiła się w filmie krótkometrażowym sprzed ponad 30 lat.

Nie musisz być zbyt dobrze zorientowany w historii Wallace'a i Gromita, aby zrozumieć motywacje złoczyńcy Feathersa McGrawa, ponieważ przed otwarciem filmu jest fajna retrospekcja, która bardzo krótko wyjaśnia, kim był ten pingwin w przebraniu i jak znalazł się w "więzieniu", które okazuje się być po prostu zaniedbanym zoo. Przede wszystkim jest to zupełnie nowa historia, w której pojawia się Feathers, a nie bezpośrednia kontynuacja The Wrong Trousers, w której zadebiutował. Mimo to, obecni fani rozpoznają stare miejsca, do których powraca Vengeance Most Fowl.

Wallace & Gromit: Vengeance Most Fowl

Wynalazki Wallace'a po raz kolejny okazują się niezwykle użyteczne, ale też dość toporne. Jego najnowsze dzieło, Norbot, z łatwością mogłoby zostać wykorzystane w roli głównego złoczyńcy filmu, ponieważ jego wygląd i fabuła po raz kolejny wydają się być dziełami Wallace'a. Ale gdy złowrogi cień Feathers unosi się nad pierwszym i drugim aktem filmu, Aardman podkręca akcję. Nie mówimy tutaj o wyczynach kaskaderskich z Mission: Impossible, ale jest dużo emocji, z mnóstwem genialnie animowanych scen akcji, które łączą komedię tak samo dobrze, jak robił to Aardman w ciągu ostatnich ponad pięćdziesięciu lat.

To jest reklama:

Z wiekiem animacja poklatkowa, taka jak Wallace i Gromit, staje się coraz mniej związana z cudem postaci i ich przygód, a bardziej z cudem tego, jak jest zrobiona. To, ile czasu zajmuje nakręcenie nawet krótkiego filmu, dowodzi, że Aardman jest rzadkim przypadkiem we współczesnej kinematografii, gdzie wysiłek i cierpliwość triumfują nad szybkimi pieniędzmi. Nie ma w tym filmie sekwencji takiej jak pościg kolejowy w The Wrong Trousers, ale zamiast jednego momentu, który pamiętasz w dającej się przewidzieć przyszłości, Vengeance Most Fowl jako cały film jest czymś, czego szybko nie zapomnę. Cały film jest zaśmiecony wielkością animacji, która sprawia, że żałuję, że nie mogłem zobaczyć go w kinach, a nie w salonie.

HQ

Żarty są - jak to zwykle bywa w przypadku Aardmana - bardzo mocne, a legenda brytyjskiej komedii Peter Kay wraz z aktorem Wallace'a, Benem Whiteheadem, wykonuje sporą część ciężkiej pracy z żartami w dialogach. Ale, jak zawsze, ciche żarty są tymi, które lądują najlepiej, a Feathers i Gromit są gwiazdami, którymi mieli być. Ten mały pingwin - bez ani jednej kwestii w filmie - jest urzekającą postacią, bogatą w potencjał komediowy, ale zamiast nadużywać go jak coś w rodzaju Minionków, jego najlepsze fragmenty są zachowane na czas, kiedy będą miały największy wpływ. Zamiast po prostu rzucać mazią w ścianę i mieć nadzieję, że się przyklei, Vengeance Most Fowl ma w sobie aurę pewności siebie, jakby wiedziała, zanim jeszcze przeczytasz kartę tytułową, że spodoba ci się ten film.

Nie chodzi jednak tylko o żarty, a Wallace & Gromit: Vengeance Most Fowl ma swoje emocjonalne szczyty tu i ówdzie. Być może trochę za bardzo opiera się na starej kuli Wallace'a, który jest nieudolnym idiotą, co prowadzi do tego, że Gromit staje się smutny i przydarzają mu się okropne rzeczy, gdy stara się powstrzymać swojego pana przed wylądowaniem w więzieniu lub gorzej, ale jest to łatwy do wybaczenia grzech pod koniec filmu, gdzie po prostu cieszysz się, że przyszedłeś na przejażdżkę. W tym filmie jest też sporo niespodzianek fabularnych. Nie w wielkich zwrotach akcji, ale właśnie wtedy, gdy myślałem, że wszystko pójdzie przewidywalną, oczywistą drogą z czymś takim jak Norboty, Aardman nieco odwraca scenariusz, spłacając większe momenty fabularne nieoczekiwanymi rozwiązaniami, które są równie ustawione, co oczywiste.

To jest reklama:
Wallace & Gromit: Vengeance Most Fowl

Podsumowując, oglądanie Wallace & Gromit: Vengeance Most Fowl jest jak otulenie się ciepłym kocem w mroźną zimową noc. To piękny, wygodny film, którego jedyną prawdziwą słabością jest jego krótkość. Ale kiedy zobaczysz jakość, jaką Aardman wkłada w każdą klatkę, możesz zmniejszyć ich trochę luzu na 80-minutowy czas pracy. Nawet dziesiątki lat po tym, jak dowiedzieli się, że Księżyc jest zrobiony z sera, Wallace i Gromit udowadniają, że w baku zostało im tyle paliwa, a w 2024 roku możemy dodać kolejny klasyk do ich listy wielkich przygód.

09 Gamereactor Polska
9 / 10
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju

Powiązane teksty



Wczytywanie następnej zawartości