Warhammer 40,000: Fire Warrior - Czy to się trzyma?
Aby rozpocząć naszą nową nostalgiczną serię, wracamy do starej szkoły strzelanki, która wydaje się niezwykle charakterystyczna dla swoich czasów.
Nie ma tak naprawdę innej gry Warhammer 40,000 jak Fire Warrior. Wydana we wrześniu 2003 roku, nie miała w roli głównych bohaterów Space Marines, przynajmniej nie jako głównych bohaterów, i jest jedną z nielicznych gier 40k, w których Imperium nie jest "dobrymi". W rzeczywistości zaczyna się od przedstawienia ich jako złoczyńców, którzy sieją spustoszenie na spokojnym świecie Tau, zmuszając naszego protagonistę do tytułowy Wojownik Ognia, do akcji.
Fire Warrior ukazał się, gdy Tau byli nowi, gdy Warhammer 40,000 dopiero szukał miejsca pod względem lore, a Games Workshop wchodziło w nowe, ekscytujące gatunki poza strategiami z widokiem z góry. To gra tak przestarzała w swojej fabule, że przed grą ostrzega cię nawet przed grą przed nieścisłościami, jak pierwszy odcinek D&D Community czy Mad Men, gdzie John Slattery wykazuje obraźliwą słabość do pasty do butów. Tyle że zamiast niespodziewanego rasizmu, Fire Warrior ma tak dziką fabułę, że jest niemal przeciwieństwem świetnego wprowadzenia do świata. Mimo to uwielbiałem wracać do tej starej strzelanki, ze wszystkimi wadami.
Warhammer 40,000: Fire Warrior pojawiło się w dość dziwnym momencie mojego życia. Nie byłem jeszcze na tyle stary, by grać w gry, gdy gra się ukazała, więc sięgnąłem po nią jakiś czas później, około 2008 roku, jeśli dobrze pamiętam, na PS2, gdy dopiero zaczynałem interesować się Warhammerem. Niewiele wiedziałem o niczym innym, ale akcja przypominała moją pierwszą prawdziwą grę wideo, czyli Halo 3. Nie sądzę, by można powiedzieć, że strzelanka od Kuju Entertainment dorównywała Bungie, ale prostota przejścia w jedno miejsce, strzelania do wszystkich złoczyńców, a potem przejścia do kolejnego, była równie satysfakcjonująca grając niebieskim obcym, jak dla małego Alexa biegającego jako Spartanina.
Fire Warrior to naprawdę bardzo prymitywny Boltgun. Gramy jako ogromnie potężny bohater. Serio, w Fire Warrior wydaje się jeszcze bardziej absurdalne, jak bardzo zdolna jest twoja postać w porównaniu do tego, jak silna powinna być, biorąc pod uwagę ograniczenia fabularne. Pokonujemy Chaos Space Marines, Dreadnoughty, a nawet walczymy z Tytanem w grze. Nie ma tempa strzelania w Boltgun ani różnorodności dostępnych broni, ale jest w niej urok boomerskiej strzelanki z Warhammer 40,000: Fire Warrior, którego trudno się pozbyć, zwłaszcza jeśli grałeś wcześniej.
Jeśli nie grałeś wcześniej w Fire Warrior, to właśnie tam może być trudniej polecić go w porównaniu do innych strzelanek boomerów obecnie. Jest dobrze znana z wielu powodów, z których niektóre do dziś budzą zastrzeżenia wśród graczy. Projekt poziomów jest dość nierówny, a gdy dotrzesz do sekcji Chaos, może stać się prawdziwą udręką. Obrażenia od twojej broni wydają się stagnować później w grze, a od koszenia nieopancerzonych ludzi do walki o życie z późniejszymi wrogami. To chyba odzwierciedla fabułę, ale sprawia, że rozgrywka przechodzi od bezwysiłkowej, nostalgicznej zabawy do przypomnienia, dlaczego nowe gry wyewoluowały z tej tradycyjnej formuły strzelanki. Przypisania klawiatury i myszy też są trochę dziwne, a gra nawet w samouczku nie mówi, który klawisz wykonuje jaką akcję. Łatwo jest używać WSAD do chodzenia i myszy do strzelania, ale spędziłem minutę lub dwie w powyższym filmie, szukając klucza do granatu.
Jeśli chodzi o nowoczesną optymalizację, Fire Warrior działał bez problemu na moim komputerze z Windows 11. Nie ma poważnych awarii ani błędów, ale nie masz zbyt wiele możliwości konfiguracji gry. Jest niesamowicie głośno, gdy się ją uruchamia, tak bardzo, że przez słuchawki wibrowały eksplozje. Jeśli podoba ci się gra taka, jaka jest, to świetnie, ale jeśli chcesz zmienić ogólne doświadczenie, zwłaszcza że jest częścią nowo odświeżonej marki Warhammer Classics, warto rozważyć inne gry.
Biorąc to wszystko pod uwagę, czy Warhammer 40,000: Fire Warrior się sprawdza? Cóż, tak i nie. To gra, która nie ma sobie równych w rosterze Warhammer 40,000. Games Workshop już tak naprawdę nie tworzy gier z obcymi protagonistami, zwłaszcza Tau. W świecie Warhammera rzadko spotyka się też strzelanki z perspektywy pierwszej osoby. Fire Warrior zdecydowanie sprawia wrażenie wyjątkowego doświadczenia. Ma też ten stary urok strzelanki. Postacie biegają w kółko, giną bez trafienia kulą i ryczą w twoją stronę tymi samymi dwoma linijkami, zanim upadną w jednej z trzech animacji śmierci. Czasem potrafi to zamienić Fire Warrior bardziej w slapstickową komedię niż poważną strzelankę, ale na pewno potrafi pocieszyć się i utrzymała uśmiech na mojej twarzy przez cały krótki czas grania.
Gdzie nie odnosi sukcesu, jest jasne. Gra nie jest arcydziełem, które czekało na 20 lat, by pokazać wszystkim, jak naprawdę robi to strzelanka. Projekt poziomów jest trochę nie na miejscu, skalowanie poziomu trudności staje się absurdalne, a jak już mówiłem, nie jest to dobre wprowadzenie do lore czy świata, bo od tamtej pory wiele się zmieniło. Być może to kolejna dla obecnych fanów, którzy albo nie mieli okazji zagrać w Fire Warrior, gdy się ukazał, albo chcą do niego wrócić dla nostalgii. Ktoś zupełnie nowy w tym świecie prawdopodobnie znajdzie kilka wad w tej strzelance boomer, ale jeśli potrafisz je wyrzucić z głowy na 8-godzinną kampanię, na pewno dobrze się bawisz przy Warhammer 40,000: Fire Warrior.



