Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Gamereactor Polska
zapowiedzi
Anthem

Anthem - wrażenia z VIP-owskiego dema

Uszkodzony javelin.

Anthem

Przez dwa dni gracze z całego świata mogli przetestować demo z nadchodzącego Anthema dla tak zwanych VIP-ów. Aby jednak nie było tak różowo, w testach mogły uczestniczyć jedynie osoby, które złożyły wcześniej zamówienie przedpremierowe na grę. Jak się okazało, szacunek na „dzielni" i przynależność do zacnego grona wybrańców to największe dobra płynące z ogrywania dema.

Nie kupuję tłumaczenia o za dużym zainteresowaniu graczy i słabych serwerach. To trochę tak, jak czytać raz do roku, że zima zaskoczyła kierowców. Takie wymówki słyszymy dosłownie przy każdej becie, tyle tylko, że BioWare nie pokusiło się nawet, by swoje demo nazwać betą, a inaczej, niestety, nie można go potraktować. Pierwszy dzień, a w zasadzie również połowa drugiego, upłynęły nam na walce z serwerami, a raczej na dostaniu się w ogóle do samego dema. Po około czterdziestu próbach zrezygnowaliśmy, uznając, że w tej batalii polegliśmy. Kilka razy co prawda udało nam się przejść po ulicach miasta, ale odpalenie jakiejkolwiek misji nie było możliwe.

Anthem
Piękne, acz sterylne miasto.
Anthem
Modyfikowanie pancerza to świetna zabawa.

Na szczęście z nawiązką odbiliśmy to sobie dnia ostatniego. Choć i tu nie obyło się bez problemów technicznych. Powiedzmy sobie to otwarcie: twórcy nie sprostali i słusznie przeprosili graczy, którzy za dostęp przecież srogo zapłacili. Nie będę tu wdawał się w dokładną analizę - na to przyjdzie czas przy recenzji pełnej wersji gry. Ale mówiąc kolokwialnie, VIP-owskie demo to chodzący koszmarek, choć nawet chodzeniem tego nazwać się nie da. Widzieliście kiedyś małe dziecko stawiające swoje pierwsze kroki? Ja jako ojciec na szczęście miałem taką możliwość. Niestety, demo w przeciwieństwie do dziecka, nie rozczula. Przycinającej się co rusz animacji nie da się nazwać w żadnym wypadku uroczą i aż dziwne, że ma to miejsce nawet w sterylnym, pozbawionym praktycznie interakcji mieście. Nie jest dobrze i modlę się, by w pełnej wersji takich problemów nie było.

Ale skoro już mowa o mieście. Na rzecz dema zostało ono pozbawione większości dialogów, ale nie mogło opuścić mnie wrażenie, że nawet z nimi będzie to jedynie pretekst do założenia pancerza i wyskoczenia na misję z kumplami. Ulice są do bólu sterylne, a postacie niezależne nieciekawe - przynajmniej z wyglądu. Tłumaczę sobie jednak, że nie na tym polega przecież siła Anthema. Warto mimo wszystko brać to pod uwagę, jeśli spodziewacie się kolejnej rozbudowanej fabularnie gry od BioWare. Zaprezentowane w wersji demonstracyjnej misje sugerują, że tu jej nie znajdziecie. Po premierze zweryfikujemy wątpliwości.

Anthem
Świat Anthema podziwiać będziemy z powietrza...
Anthem
..a czasem pod wodą.

Tym, czym Anthem naprawdę błyszczy, są akcje przy użyciu javelinów. Na początku każdy gracz dysponuje jedynie Rangerem, który jest najbardziej zbalansowanym pancerzem. Po skończeniu kilku fabularnych misji otrzymaliśmy jednak możliwość wyboru kolejnego javelina - zdecydowaliśmy się na Colossusa. Różnice są... kolosalne i już oczami wyobraźni widzimy grupę złożoną z różnych javelinów. Rozgrywka poza zmianą widoku nie różni się aż tak bardzo od tej znanej z Destiny, tak więc osoby, które zagrywały się w tytuł od Bungie, powinny być w pełni usatysfakcjonowane. W czasie walki wyraźnie daje się odczuć specyfikę każdej z broni i różnice płynące z posiadania danego pancerza. Gracze otrzymają również wiele możliwości personalizacji. Na odkrycie czeka wielki, pięknie wyglądający świat, który miejscami na myśl przywodzi Pandorę z Avatara. Byłem oczarowany.

Pod technicznymi, GIGANTYCZNYMI wręcz problemami skrywa się naprawdę dobra rozgrywka, która nawet bez przyjaciół potrafi skutecznie wessać na kilka godzin. Czuję w kościach, że jest to świetna alternatywa dla podobnych gier i że BioWare faktycznie stworzyło swoje własne „Przeznaczenie". Czy przekuje się ono na kolejny sukces studia? Jestem dobrej myśli i czekam na premierę, bo klimat kupił mnie z miejsca. Mam również nadzieję, że pełna wersja zostanie znacznie wzbogacona o interakcje, bo nie chciałbym, by świat Anthema był kolejnym pięknym, acz pustym uniwersum.

Anthem
Walki dają satysfakcję. Są esencją Anthema.