Wielu fanów Gwiezdnych Wojen było oszołomionych, gdy zobaczyli pierwszy zwiastun nadchodzącego serialu Andor, którego premiera odbędzie się na Disney+ 21 września. Opowiada nam historię prowadzącą do Rogue One, a dzięki wyglądowi rzeczy efekty specjalne są na innym poziomie niż wszystkie inne projekty Star Wars. Ale dlaczego?
Odpowiedź otrzymujemy z wywiadu w Collider z Adrią Arjoną, która gra postać Bix Caleen w serialu. Okazuje się, że Andor opiera się bardziej na tak zwanych efektach praktycznych niż CGI, co jest bardzo powszechne w Gwiezdnych Wojnach od czasu trylogii prologu. Arjona ujawnia nawet, że całe miasto zostało zbudowane na potrzeby serialu, aby uzyskać wrażenie i wygląd:
"Zbudowali dla nas całe miasto, jak całe miasto. Zgubiłem się w tym. Pamiętam pierwszy dzień, kiedy wszedłem na plan i byłem już w kostiumie, co było zbiegiem okoliczności. Tak się złożyło, że był to dzień, w którym dali mi wycieczkę. Byłem na przymiarce kostiumów i poszedłem tam, i byłem oszołomiony. To było całe miasto na świeżym powietrzu, które istnieje. Ferrix istnieje. To nie jest w studio. To nie są części planu, które nakręciliśmy w studio. To w dużej mierze miasto. Ciągle powtarzam, że trzy do pięciu bloków miejskich. Mogę się mylić. I mógłbym też być może pod, nie jestem pewien, nie jestem dobry z odległościami. "
Czy uważasz, że praktyczne efekty mają znaczenie, czy też użycie CGI dałoby takie samo lub nawet lepsze wrażenia?