W swoim najnowszym raporcie kwartalnym Ubisoft twierdzi, że mikrotransakcje – te zakupy w grze, które wszyscy znamy i o których uwielbiamy narzekać – nie są tylko źródłem przychodów, ale w rzeczywistości poprawiają wrażenia z rozgrywki. Jak to, pytasz? Cóż, według Ubisoftu pozwalają one na bardziej wyjątkowe wrażenia, pozwalając graczom personalizować swoje postacie lub przyspieszać postępy. Innymi słowy, sprawia, że wszystko jest przyjemniejsze... rzekomo.
Porozumienie w tej kwestii? Powiedzmy, że jest to wątpliwe. To stwierdzenie cuchnie tym samym PR-owym językiem, którego EA używało kiedyś do obrony skrzynek z łupami. Mechanika niespodzianka, ktoś? Nic dziwnego, że stanowisko Ubisoftu wywołało małą burzę na forach internetowych i w mediach społecznościowych.
Podczas gdy mikrotransakcje mogą być uważane za dopuszczalne w grach free-to-play, ogólny konsensus pozostaje taki, że implementacja ich w tytułach w pełnej cenie – takich jak Assassin's Creed Shadows – wydaje się granicząca z rabunkiem w biały dzień. Ubisoft informuje, że około 58% ich przychodów z komputerów PC w zeszłym roku pochodziło z cyfrowych dodatków i pomimo ostrej reakcji, firma utrzymuje, że ten model jest zarówno zrównoważony, jak i przyszłościowy.
Ale co o tym sądzisz? Czy mikrotransakcje naprawdę sprawiają, że gry są bardziej "zabawne"? A może Ubisoft po prostu wymyśla kolejną wymówkę, aby głębiej sięgnąć do portfeli graczy?
