Mimo że James Cameron przez ostatnie 30 lat nie zrobił zbyt wiele poza reżyserowaniem niebieskich kosmicznych Smerfów, nie wydaje się być zmęczony Pandorą ani jej mieszkańcami. Jeśli już, to jest bardziej podekscytowany niż kiedykolwiek, co jest imponujące, biorąc pod uwagę, że mniej więcej całe swoje życie poświęcił swojej kosmicznej sadze, odkąd Titanic trafił do kin w 1997 roku.
Pomimo wcześniejszych spekulacji na temat przekazania fotela reżysera, Cameron teraz potwierdza, że planuje pozostać u steru.
– To znaczy, nie ma powodu, żeby tego nie robić. Jestem zdrowy, mogę iść. Nie zamierzam tego wykluczać. Chodzi mi o to, że muszę to zrobić w energiczny sposób, aby poradzić sobie z ilością i energią pracy przez kolejne sześć lub siedem lat".
Mężczyzna ma w końcu 71 lat i już wcześniej wykazał się pewną pokorą, poświęcając kolejne sześć lub siedem lat swojego życia Avatarowi. Ale to nie jest coś, czego się boi. Poprzednie współprace, w których przekazywał stery – jak w przypadku Alita: Battle Angel – według niego szły dobrze.
Nie wiadomo jeszcze, co to oznacza dla planowanego przez niego dramatu w Hiroszimie, ponieważ cała uwaga skupia się teraz na sequelach Avatara.
Czy jesteś podekscytowany Avatarem 3?
