Wszyscy znamy dziś The Godfather. To jeden z najbardziej uznanych i lubianych filmów, jakie kiedykolwiek powstały, a także uderzający przykład kina w najlepszym wydaniu. Ale najwyraźniej nie zawsze tak było.
W nowej książce zatytułowanej Sonny Boy (dzięki, The Guardian) Al Pacino opowiedział trochę o swoim czasie spędzonym na planie filmowym The Godfather i o tym, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Wspomina, że uważał, że nie radzi sobie wystarczająco dobrze i bał się, że zostanie zwolniony z roli, w co naprawdę wierzył, gdy doznał kontuzji stopy i pomyślał, że odejście z filmu będzie jego zbawienną łaską.
Pacino wyjawił, że odbył rozmowę z reżyserem Francisem Fordem Coppolą, który powiedział mu, że nie zamierza tego "ciąć" i że jedynym ratunkiem jest słynna scena, w której Michael Corleone mści się na Sollozzo i McCluskeyu.
"Skręciłem kostkę tak mocno, że nie mogłem się ruszyć. Wszyscy członkowie załogi tłoczyli się wokół mnie. Próbowali mnie podnieść, pytając: Czy mam złamaną kostkę? Czy mógłbym chodzić? Nie wiedziałem.
"Leżałam tam i myślałam, że to jest cud. O Boże, ratujesz mnie. Nie muszę już robić tego zdjęcia. Byłem zszokowany uczuciem ulgi, które mnie ogarnęło. Codzienne pojawianie się w pracy, poczucie bycia niechcianym, czucie się jak podwładny, było przytłaczającym doświadczeniem, a ta kontuzja mogła być moim uwolnieniem z tego więzienia. Przynajmniej teraz mogli mnie zwolnić, obsadzić w roli Michaela innego aktora i nie stracić ani grosza, który już włożyli w ten obraz.
"Ze względu na tę scenę, którą właśnie zagrałem, zatrzymali mnie w filmie. Nie zostałem więc zwolniony z "Ojca chrzestnego", miałem plan, kierunek, w który naprawdę wierzyłem, że jest właściwą drogą dla tej postaci. I byłam pewna, że Franciszek czuł to samo".
Na szczęście Pacino nie został zwolniony, ponieważ The Godfather doprowadził do powstania The Godfather Part II, gdzie Pacino zajął centralne miejsce i dał ponadczasowy występ, który wyróżnia się do dziś.