Gamereactor



  •   Polski

zaloguj się
Gamereactor
recenzje filmów
Avatar: Fire & Ash

Avatar: Fire & Ash

Jeśli to ostatni film w epickim filmie o kosmitach Jamesa Camerona, to naprawdę zmarnowana szansa.

HQ

James Cameron był bardzo otwarty na temat przyszłości serii filmowej Avatar w tygodniach poprzedzających premierę Avatar: Ogień i Popiół i jasno dał do zrozumienia jedno: jeśli ten trzeci film nie odniesie sukcesu kasowego, to będzie koniec całej serii. Avatar 2 i 3 zostały nakręcone jednocześnie; niektóre części Avatara 4, a może nawet 5 (kto wie na tym etapie) zostały już nakręcone, ale większość produkcji (i kosztowna postprodukcja) wciąż czeka na zrealizowanie i opłacenie przed premierami w 2029 i 2031 roku. Naprawdę mam nadzieję, że widzowie zareagują, bo gdyby stało się najgorsze, "Avatar 3" byłby bardzo niedorównany godnemu zakończeniu dla tak ikonicznej serii filmowej.

HQ

Cameron stwierdził też, że Avatar: Fire & Ash oznacza koniec mini-sagi, a drugi film (Avatar: Droga wody) i trzeci to w rzeczywistości dwie części tej samej historii. Już w drugim filmie było to czuć, który mimo że trwał ponad trzy godziny, poświęcił większość czasu na przedstawianie postaci i miał nagły trzeci akt z bardzo "ciąg dalszej nastąpienia".

Avatar: Fire and Ash ma różne, ale powiązane problemy: fabuła toczy się znacznie szybciej, łuki postaci zostały zrealizowane, a każdy członek rodziny: Jake Sully (Sam Worthington), Neytiri (Zoe Saldaña) i ich trójka starszych dzieci: Lo'ak (Britain Dalton), Kiri (Sigourney Weaver) i Miles (Jack Champion) dzielą niemal równy czas ekranowy i główną rolę, co jest godne podziwu. Jednak mimo wielu mocnych momentów (jedna scena jest szczególnie emocjonalna w serii, nawet jeśli ostatecznie rozmywa ją szokująco słaba gra aktorska), scenariusz ostatecznie boi się podejmować odważne decyzje i zamiast tego podąża za tymi samymi schematami narracyjnymi co w poprzednich dwóch częściach, czasem aż do niepokojącego stopnia.

To jest reklama:
Avatar: Fire & Ash

Krótko mówiąc, Avatar: Ogień i Popiół sprawia wrażenie zbyt podobnym do poprzednich filmów, a zwłaszcza do Drogi wody, z ciągłym uczuciem déjà vu, zarówno narracyjnym, jak i, co bardziej zaskakujące, wizualnie. Choć film z 2022 roku spotkał się z mieszanymi reakcjami fanów, ci, którym się podobał, naprawdę się spodobali, ponieważ przeniósł widzów do nowej krainy na granicach Pandory, pokazał nam nowe plemię Na'vi, nowe i piękne miejsca oraz natychmiast ikoniczne stworzenia takie jak Tulkuns (wieloryby) i gigantyczne latające ryby, na których Na'vi jeżdżą jak konie (karabiny maszynowe opcjonalnie). Nie miało znaczenia, że scenariusz nie był najlepszy – to była czysta filmowa magia na skalę, której niewiele filmów ostatnio zdołało dorównać: może tylko Diuna zdołała stworzyć tak przekonujący i budzący pochwałę świat fantasy na dużym ekranie.

Oczywiście Avatar: Ogień i popiół to spektakularny film, wart obejrzenia w 3D. Ale jeśli spodziewasz się, że Fire and Ash zabierze cię w podobną podróż głębiej w cuda Pandory i znów zostaniesz zachwycony wyobraźnią Camerona i jego działu artystycznego, warto sprawdzić swoje oczekiwania...

Avatar: Fire & Ash
Empire Magazine
To jest reklama:

Avatar: więcej dymu niż ognia

Większość marketingu filmu poświęcono nowemu plemieniu "Popiołu" mieszkającemu w wulkanie oraz ich bezwzględnemu przywódcy Varangowi, granemu przez Oonę Chaplin. Z pewnością jest jedną z najlepszych postaci filmu, ze swoimi sadystycznymi rytuałami i zdolnościami psychicznymi, ale ma znacznie mniejszy wpływ na fabułę i obecność niż sugerują zwiastuny i plakaty skupione na Varangu. Zamiast tego wszystko wciąż kręci się głównie wokół konfliktu między Jake'em Sullym a odrodzonym marines Na'vi, Quaritchem (Stephen Lang), w wymianie zdań, które zaczynają się męczyć.

Franczyza potrzebowała nowej krwi i nowych pomysłów, teraz bardziej niż kiedykolwiek. Jeśli drugi film nie był narracyjnie ekscytujący, to i tak miał przepustkę, bo minęło 13 lat od pierwszego (co oznaczało duży nostalgiczny czynnik), a podwodne widoki były spektakularne. Oprawa wizualna w Fire and Ash jest równie piękna, ale w większości... Identyczne. Nawet sceny akcji, których jest mnóstwo, rozgrywają się w większości tak samo: te same typy walk, te same typy pościgów, te same typy stworzeń zabijających się nawzajem... większość ujęć jest nie do odróżnienia między filmami.

Mówiąc to z metaforą gier, bo czytasz Gamereactor, to jak grać The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom po Breath of the Wild: tu i ówdzie pojawiają się nowe miejsca, ale mapa Hyrule jest taka sama i raczej nie poczujesz tych samych rzeczy, co za pierwszym razem. W przypadku filmu skupionego na CGI nie zdziwiłbym się, gdyby oszczędności budżetowe miały wpływ na to, że film jest wizualnie tak podobny, tak bardzo bał się oddalać od raf Metkayina, nie chcieli nas zachwycić tak jak pierwsze dwa filmy.

HQ

Dla serii filmowej, która narodziła się z celem pchania futurystycznej technologii cyfrowej do przodu i wyświetlania na ekranie rzeczy, których nikt wcześniej nie potrafił, utrata efektu "wow" to największy grzech. Ale intencje Jamesa Camerona są szlachetne: chce, by widzowie naprawdę dbali o postacie, które stworzył, by nadać filmom prawdziwą głębię wykraczającą poza obrazy 3D.

I nie tak, że film nie jest pod tym względem ambitny: choć trwa 197 minut (i naprawdę czujesz każdą z nich), czasem sprawia wrażenie 8-9 godzin serialu skondensowanego w trzy godziny. Dzieje się tu wiele rzeczy jednocześnie, każda postać rozwija się i ma swoje momenty, by zabłysnąć, a nawet pojawiają się dziwne elipsy ważnych rzeczy, które brzmią fajnie i pewnie będziesz żałować, że nie zostały w filmie, nawet jeśli czas trwania jest już nieproporcjonalny. Jednak wiele wątków fabularnych to bezpośrednie powtórzenia z poprzedniego filmu, bez niczego nowego do dodania (niektóre wątki powinny były zostać rozwiązane w poprzednim filmie, by zrobić miejsce na coś nowego), podczas gdy nowe postacie (głównie Varang i plemię popiołu) nie mają większego znaczenia dla głównej historii.

Avatar: Fire & Ash
Empire Magazine

Efektem jest film, który ogólnie jest lepiej rozważony niż drugi, bardziej wciągający, z większą ilością akcji, ale znacznie mniej zaskakujący. Fabuła toczy się znacznie szybciej i idą dalej... Ale tak naprawdę nie aż tak daleko. Z pewnością nie tak daleko, jak powinni byli pójść, jeśli to ma być potencjalne zakończenie serii.

Nawet jako rzekoma "część 2 części drugiej" całej serii Avatar, fabuła nie prowadzi nas nigdzie nowego po trzech latach i trzech godzinach, co jest rozczarowujące. Czujemy, że to tylko jeden rozdział w znacznie większej i ambitnej, ogólnej historii... Bo musi tak być, prawda? Jeśli coś się pojawi, nie dostajemy tu wielu wskazówek, zamiast tego otrzymujemy całkiem przyzwoity, ale w dużej mierze zapomniany wpis serii, która powinna aspirować do znacznie więcej, jeśli chce każda nowa produkcja być ważnym wydarzeniem filmowym. Jeśli Cameron naprawdę obawia się, że to może być koniec franczyzy, zacznę modlić się do Eywy, by miał plan B, jak zakończyć to w bardziej przystępny i ekscytujący sposób.

Avatar: Fire & Ash

06 Gamereactor Polska
6 / 10
+
Wszystkie postacie mają znaczenie dla fabuły (nawet jeśli niektóre powinny być ważniejsze niż inne), a sceny akcji są oczywiście spektakularne.
-
Pomimo ogromnej długości filmu, wydaje się zbędna w porównaniu do drugiego filmu, a nowe postacie są mocno niewykorzystane.
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju

Powiązane teksty

Avatar: Fire & Ash Score

Avatar: Fire & Ash

RECENZJA FILMU. Przez Javier Escribano

Jeśli to ostatni film w epickim filmie o kosmitach Jamesa Camerona, to naprawdę zmarnowana szansa.



Wczytywanie następnej zawartości