Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
recenzje filmów

Black Summer

Biegnij, Lance, biegnij!

Black Summer

Produkcji traktujących o żywych trupach jest na rynku co niemiara. Trudno jest też coś nowego w tym temacie wymyślić. Nie chodzi jednak o wynalezienie koła na nowo - to nie jest nikomu potrzebne. Dostarczenie dobrze zrealizowanego i zwyczajnie solidnego serialu jest, jak się jednak okazuje, trudniejsze, niż można by przypuszczać. W chwili, gdy na szczyt po długim leżeniu w dole powraca The Walking Dead, gdy nadal z przyjemnością zerkamy na spin-off serialu, Netflix przedstawia nam straszydło, które choć próbuje z całych sił, nie jest w stanie nas zaskoczyć.

Co ciekawe, pierwsza połowa krótkiego sezonu (ten liczy raptem osiem odcinków) jest całkiem udana i potrafi wciągnąć. Konstrukcja serialu sprawia, że zaczynamy nawet oglądać go z przyjemnością, śledząc poszczególne wątki, które nie należą do wybitnie głupich. No, może poza Lance'em, z którym sceny wywołują bardziej salwy śmiechu i nie jestem pewny, czy taki był zamysł twórców. Dosłownie cały serial podzielony został na mniejsze lub większe sekwencje i przez pewien czas to całkiem nieźle się sprawdza. Poznajemy poszczególne postacie, wątki zazębiają się w sposób niechronologiczny i ma to wszystko ręce i nogi, które, niestety, im dalej, tym bardziej zostają z impetem wyrywane, aż do momentu gdy nie zostaje już żadna kończyna.

Black Summer
Black Summer

Całość sypie się niczym domek z kart w momencie, gdy ocaleli spotykają się i, co za tym idzie - tworzą grupę. Konstrukcja pojedynczych historii była jak najbardziej potrzebna, gdyż i tak przez większość czasu mamy tutaj do czynienia z milczącymi, nie wiadomo dlaczego, postaciami. Postaciami, w które niestety trudno uwierzyć, których wiarygodność coraz bardziej znika, im dalej zagłębiamy się w historię.

A wszystko sprowadza się w każdej z opowieści do dotarcia do magicznego stadionu, w którym, jak wieść niesie, czeka wybawienie. Już w pierwszej chwili wiemy, że łatwo nie będzie. Zwłaszcza z tak dziwacznie dobraną ekipą, która spotkała się chyba poprzez pstryknięcie magicznej różdżki, bo w realnym świecie znalezienie tylu specyficznych osób w jednym miejscu nie byłoby możliwe - no, chyba że na konwencie fantastyki. Koreańska turystka Sun, chyba turystka, bo przez cały sezon nauczyła się raptem kilku amerykańskich zwrotów; wiecznie umalowana dumna matka szukająca córki, której emocje zmieniają się zależnie od powiewu wiatru; uciekający przed prawem przestępca; milczący bezdomny, który najwyraźniej sam nie rozumie, dlaczego dołączył się do grupy - to tylko nieliczne przykłady person, które napotkacie w serialu. Co zabawne, większość z nich jest znacznie ciekawsza na samym początku, w chwilach gdy jeszcze ich dobrze nie zdołaliśmy poznać.

Black Summer
Black Summer

Oddzielne miejsce pozostawiłem sobie na Lance'a, którego trudno traktować poważnie, a niestety poświęcono mu w serialu całkiem sporo czasu. Nie mam pojęcia, czy miał on być humorystycznym akcentem w poważnym, zdawać by się mogło, projekcie, czy po prostu na linii produkcyjnej coś nie wyszło, jednak jego wątki są zwyczajnie durne i potwierdzają stare przysłowie, że niektórzy mają więcej szczęścia niż rozumu. Oglądanie nieudolnej postaci uciekającej przed jednym trupem przez cały odcinek w pewnym momencie, jakkolwiek głupich akcji nie robi - a wierzcie mi na słowo, Lance jest królem głupich akcji - staje się zwyczajnie nudne. Modlimy się, by ten horror już się zakończył, jednak twórcy, znając najwyraźniej jakiś boski plan, nadal na siłę go rozciągają i eksploatują aż do granic możliwości. W rezultacie, widząc ponownie bohatera na ekranie, jedynie wzruszamy ramionami, zobojętniali na jego zachowanie.

Trudno się tu zresztą do kogokolwiek przywiązać. Na początku uważałem, że oszczędnie prowadzone dialogi i narracja mają swój urok. Dzięki temu poszczególne postacie nie były bohaterami, lecz zwyczajnymi ludźmi, dziwnymi, bo dziwnymi, ale ludźmi. Niestety, w chwili gdy ta, nie oszukujmy się, słabo zorganizowana grupa postanawia przeprowadzić niemal szpiegowską akcję, postanowiłem zawiesić sobie na czole białą flagę. Poddałem się i dalej sensu nie szukałem. Sami twórcy najwyraźniej zrobili to samo, gdyż ostatnie epizody są coraz to krótsze, by ósmy trwał zaledwie dwadzieścia minut. Choć może to i lepiej, bo koniec męki następuje znacznie szybciej, niż zakładaliśmy.

Black Summer
Black Summer

Finał nie tylko rozczarowuje. Przede wszystkim skreśla szansę na reanimację trupa w kontynuacji. Gdyby narracja była prowadzona tak, jak w pierwszych odcinkach, można by przymknąć nawet oko na głupoty w scenariuszu, bo i faktycznie przez cztery odcinki bawiłem się całkiem nieźle. Niestety, przewrócenie do góry nogami całej koncepcji i sprowadzenie jej do bezmyślnej strzelaniny - tak, pod koniec ni stąd, ni zowąd wszystkie postacie są uzbrojone po zęby i do tego potrafią korzystać z broni niczym przeszkoleni żołnierze - to jawny dowód, że scenarzyści mieli jakiś pomysł, ale nie potrafili poprowadzić go zręcznie do końca. Być może zabrakło im chęci lub czasu, a może najzwyczajniej spartolili sprawę z nadzieją, że temat i tak się sprzeda. Wyjaśnienie nie jest tu ważne, nawet nie zamierzam go szukać. Bo i w chwili, gdy malarz rwie na części swój własny obraz, przestaje mnie interesować zarówno on sam, jak i jego dzieło.

Ten trup zgnił bardziej niż pozostałe, a smród unosi się na wiele mil. Jednak fani zombie najpewniej i tak sięgną po jego truchło, chociażby z ciekawości. Moim zdaniem nie warto, bo choć sam serial do najdłuższych nie należy, to czas lepiej spożytkować na cokolwiek innego. Nawet jeśli tematyka żywych trupów, podobnie jak mi, jeszcze Wam nie zbrzydła, nie odnajdziecie tutaj niczego nowego czy interesującego. Szczerze mówiąc, po stokroć wolałbym obejrzeć ponownie The Walking Dead i to w momencie największych upadków serialu, bo przynajmniej tam byłem w stanie polubić niektórych bohaterów. Tymczasem słoneczne lato najwyraźniej komuś przygrzało za mocno, bo Black Summer to twór pozbawiony najmniejszego sensu, bezmiernie głupi i pusty. Mam szczerą nadzieję, że Lance nie dobiegnie do drugiego sezonu...

04 Gamereactor Polska
4 / 10
+
Całkiem dobre wprowadzenie; tylko osiem odcinków; podział serialu na mniejsze rozdziały...
-
...które, niestety, z czasem zaczynają być pozbawione sensu; kreacja postaci i gra aktorska; głupota głupotę głupotą pogania; nazwać finał rozczarowaniem to komplement.
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju