Elevation
Ogromne roboty (z ogonami skorpionów) zaatakowały Ziemię i, niestety, zmiotły z powierzchni ziemi 96% ludzkości. Gdyby tylko skończyli robotę...
Świat jest zniszczony, 96% populacji Ziemi zostało zmiecione z powierzchni ziemi przez podziemne, pozaziemskie zagrożenie, które wypełzło z ogromnych kraterów i wymordowało miliardy. Robotyczne bestie o anatomii gigantycznego Transformers lwa (z ogonem skorpiona) rządzą planetą, gdy zaczyna się Elevation, a jedynym ratunkiem dla zaledwie 4% osób, którym udało się przeżyć, jest pozostanie powyżej 2400 metrów nad poziomem morza, gdzie mordercze super bestie nie mogą ich dosięgnąć. Nie dowiadujemy się dlaczego, jak to wszystko do siebie pasuje, ani dlaczego astmatyczny syn głównego bohatera (Will) potrafi biegać jak szaleniec, ale nagle nie może oddychać, gdy kładzie się do snu w łóżku. To początek filmu, w którym nie ma żadnej logiki, słaba dramaturgia, słaba gra aktorska i bardzo mało prawdziwego suspensu.
Historia jest prosta i mogłaby się udać, gdyby scenariusz został jeszcze bardziej dopracowany, a inny reżyser podjął się tego zadania. Will (Anthony Mackie) musi przebyć podróż poniżej limitu wysokości, na którym szaleją mordercze potwory, aby znaleźć nowy filtr do aparatu oddechowego swojego ośmioletniego syna. Wie, że najprawdopodobniej jest to misja samobójcza, ale musi spróbować, i zabiera ze sobą byłą badaczkę Ninę (pijaną, ale genialną), która twierdzi, że jest o krok od znalezienia sposobu na zabicie ogromnych obcych żniwiarzy.
Wiosną 2018 roku na ekrany kin wszedł głośny, niezwykle udany A Quiet Place Johna Krasinskiego i, jak wszyscy wiemy, wywołał falę podobnych filmów, które po prostu próbują płynąć na tej fali. Netflix szybko wypuścił bezwstydne zdzierstwo w The Silence, film Sandry Bullock Birdbox zamienił ciszę na wzrok, podczas gdy film Nicolasa Cage'a Arcadian zamienił słuch/wzrok na światło. Jednak podstawowe założenie było takie samo we wszystkich tych filmach i Elevation należy oczywiście wrzucić do tej samej kategorii.
To jest A Quiet Place z Temu, z całym pozbawionym wyobraźni projektem potwora i cienkimi jak papier znakami, które się z tym wiążą. Niezależnie od tego, czy Will ucieka przed absurdalnie szybkimi obcymi potworami, czy wysadza w powietrze butlę z tlenem, aby zabić jednego z nich, nigdy nie ma napięcia, napięcia ani tempa. Nigdy nie staje się porywający ani wiarygodny, a kiedy Will i Nina zbiegają do kopalni, aby uciec - mimo że wiedzą, że potwory Reaper żyją pod ziemią – nie ma nic innego do roboty, jak tylko się śmiać.
Mackie oczywiście nie jest Tomem Cruise'em, ale ma w sobie coś, co trudno wskazać palcem. W Elevation nie gra roli wielkiego mistrza, ale jednocześnie spaja kilka scen, które bez niego nigdy by się nie udały, bo reszta zespołu jest godna pożałowania, autentycznie godna pożałowania. W tym sensie można tu znaleźć pewne okoliczności łagodzące lub drobne przebłyski światła, ale ogólnie rzecz biorąc, Elevation jest, jak powiedziałem, po prostu kolejną złą kopią A Quiet Place.




