Exit 8
Film oparty na niezależnej grze horrorowej, która od dawna jest sensacją w całym kraju, wreszcie się pojawił.
Jeśli mnie znasz, wiesz, że uwielbiam horrory, a do pewnego stopnia także gry grozy. Dzięki tej podwójnej miłości do gatunku ponad interaktywną granicą, faktycznie próbowałem The Exit 8 w jego początkach, głównie dlatego, że to konkretne otoczenie przemawiało do tej części mojego mózgu, która wielokrotnie grała w P.T. Kojimy i opłakiwała utratę gry, którą mogła być.
Jeśli nie znasz The Exit 8, założenie jest proste: człowiek korzysta z podziemia, jak każdego innego dnia, ale zamiast tradycyjnej drogi w dół i w górę kończącej się na klatce schodowej, to... kręci się w kółko. Nagle jesteś uwięziony, uwięziony w okrągłym supecie, i nie tylko to; W pewnym sensie nie jesteś sam w tych klinicznych, białych podziemnych ścianach.
Tutaj nasz główny bohater, "Zagubiony człowiek", gorączkowo próbuje zachować spokój, gdy to wyraźnie paranormalne doświadczenie się rozwija, ale jednocześnie, podobnie jak gracz w interaktywnej wersji, chodzi o zachowanie spokoju, pragmatyzmu i konsekwencji w zadaniu, które jest tak bezpośrednio przedstawione na początku każdej pętli. Chodzi o dostrzeganie nieprawidłowości, a jeśli jakieś znajdziesz, o zawrócenie. Jeśli nie, jedź prosto.
To dziecinna zabawa, jeśli potrafisz je dostrzec, a film pokazuje dwoistość między wykonywaniem tego zadania w stosunkowo kliniczny sposób, zgodnie z naszym coraz bardziej zestresowanym protagonistą, a jednocześnie zastanawianiem się i strachem, że to jest nawet... no cóż, dzieje się.
Reżyser i scenarzysta Genki Kawamura wyraźnie chciał, by interaktywne, strukturalne cele gry były sercem narracyjnym filmu, i zamiast nadać temu enigmatycznemu, ale wciągającemu założeniu trochę kontekstu, skupia się całkowicie na jednym, bezpośrednim założeniu, zgadliście, "wykrywaniu nieregularności i jeśli go znajdziesz"... wiesz, o co mi chodzi.
To trochę miecz obosieczny, bo choć The Exit 8 nie jest szczególnie straszna (podobnie jak gra), to pozostaje wrażenie, że mogłaby być skuteczniejsza, gdyby odważyła się zaryzykować z materiałem źródłowym. Może trochę cienia tu, para wpatrujących się oczu tam, trochę więcej napięcia narastającego między tymi systematycznymi spacerami po klinicznie białym korytarzu metra.
Ale jednocześnie trzeba przyznać Kawamurze zasługi za wierność i ślepe zaufanie, że innowacyjny pomysł, estetyczny profil i język projektowy tej jednej lokalizacji same w sobie wystarczają, i to rzeczywiście prawda. Film jest dobrze zagrany, solidnie skonstruowany i zaaranżowany, a jak zapewne można wyczuć, nie ma ani jednego dodatkowego grama do wycięcia. To minimalistyczne kino, nawet jeśli momentami bywa trochę nudne.
Jednak The Exit 8 powstało w ślad wielu innych mocnych adaptacji filmowych gier, które nie tylko szanują materiał źródłowy, ale wręcz ufają, że tylko on może przekonać widza. To całkiem fajne, chociaż chciałbym, żeby odważyło się być czymś więcej.



