Pięć lat po premierze No Time To Die, która już była opóźniona z powodu pandemii, nowy James Bond wciąż nie został obsadzony. Jednak Amazon MGM Studios ogłosiło na początku tego miesiąca, że rozpoczęły się poszukiwania kolejnego brytyjskiego superszpiega, a jednym z nazwisk, na które liczyło wielu fanów, jest Idris Elba.
Jego nazwisko często pojawia się w spekulacjach obok Jacoba Elordiego, Aarona Taylor-Johnsona, Calluma Turnera i Toma Hollanda, między innymi. Ale... według Elby nie będzie kolejnym Jamesem Bondem. Twierdzi, że wcale nie jest typem, którego szukają, mówiąc magazynowi People:
"Moje imię nie zostanie wyrzucone, nie ma mowy. Idą młodzej. I życzę im wszystkim powodzenia na świecie. Nie mogę się doczekać – będzie niesamowicie."
Chociaż niektórzy kibicują mu od około dziesięciu lat, w 2026 roku skończy 54 lata, co zrozumiale jest starszym okresem niż studio oczekuje od kogoś, kto będzie musiał powtórzyć tę rolę przez co najmniej dziesięć lat. Elba mówi też, że nigdy nawet nie był brany pod uwagę.
"Szczerze mówiąc, nigdy nie biorę udziału w wyścigu. Nie brałem udziału w wyścigu na początku."
Na szczęście są inne sposoby, by złapać tego fenomenalnego Brytyjczyka – 5 czerwca zagra w Masters of the Universe, a w przyszłym marcu usłyszymy go jako Knucklesa w Sonic the Hedgehog 4 (który niedawno zakończył zdjęcia).
