Kiedy myślimy o aktorze Henrym Winklerze, oprócz jego wielu wspaniałych ról komediowych w ostatnim czasie, myślimy również o nim, gdy był znacznie młodszy i grał słynną postać Arthura "Fonzie" Fonzarellego w sitcomie Happy Days. Ta rola stała się synonimem Winklera i nie wyobrażaliśmy sobie, aby wielu innych grało tę postać, ale tak mogło być.
W rozmowie z "People" Micky Dolenz, znany jako perkusista zespołu The Monkees, ujawnił, że był bardzo bliski zdobycia roli Fonziego w Happy Days, zanim ostatecznie wybrano Winklera zamiast niego.
Dolenz stwierdza: "Prawie mi się udało. Podobno to było między mną a Henrykiem [Winklerem]. On też to pamięta. Historia, którą usłyszałem, jest taka, że był w poczekalni, zobaczył mnie wchodzącego i pomyślał: "O k---, nigdy tego nie dostanę – Micky Dolenz jest tutaj!". Więc teraz się z tego śmiejemy. Jest dobrym przyjacielem i ma genialny talent".
Między obiema gwiazdami nie ma straconej miłości, a Dolenz nawet bardzo chwali Winklera za pracę, którą wykonał w roli Fonziego.
"O mój Boże, on jest po prostu taki dobry. Na pewno nie byłem tak dobry jak on. Daj spokój - on był The Fonz! Miał to coś z Nowego Jorku, New Jersey. Pochodzę z południowej Kalifornii. To nie miało się wydarzyć!"
Czy mógłbyś sobie wyobrazić kogoś innego grającego na Fonz?