Liverpool zachwycił swoich kibiców kolejnym uderzeniem, umacniając się jako tytuły Premier League. Pierwsza połowa sezonu jest już almot zakończona (19. tydzień rozgrywek zostanie zamknięty przez Brentford i Arsenal 1 stycznia) i mało kto może twierdzić, że faworytem do tytułu jest Liverpool, który ma na koncie 45 punktów, z czego siedem punktów ma nad Nottingham Forest mecz w ręku.
Wczoraj Liverpool rozgromił West Ham United 0-5 po bramkach Díaza, Gakpo, Salaha, Alexandra-Arnolda i Joty. Dzięki temu zwycięstwu Egipcjanin przedłużył kolejny rekord Liverpoolu: osiem kolejnych sezonów, w których strzelił ponad 20 goli.
Poprzednim rekordzistą był Ian Rush, który zarządzał nim w latach 1981-82 i 1986-87. Rush zdołał również rozegrać łącznie dziewięć sezonów, w których strzelił ponad 20 goli. Nie wiadomo jednak, czy Salah będzie w stanie przejąć ten rekord od Rusha, biorąc pod uwagę niepewność co do jego kontraktu.
Salah dołączył do Liverpoolu w 2017 roku, ale jego kontrakt kończy się w 2025 roku. Wyraził chęć przedłużenia kontraktu, ale angielski klub waha się, czy przedłużyć kontrakt z 32-letnim zawodnikiem. Wciąż jest w swoim "kwiecie wieku", ale być może Liverpool obawia się, że jego najlepsze dni wkrótce się skończą i nie chce ryzykować dużej pensji.
Po meczu, w którym asystował również przy golu Gakpo, rozmawiał z prasą z mieszanymi uczuciami, zaczynając od okazji, które przegapił wcześniej, a także przyznając, że "jesteśmy daleko od tego", gdy pytano go o potencjalne przedłużenie kontraktu. "Nie chcę, żeby ludzie o tym mówili w mediach".