Nie jest tajemnicą, że premiera Xboxa One była jedną z najbardziej kłopotliwych w historii. Sprzęt był mniej wydajny niż PlayStation 4, o 100 euro droższy ze względu na źle działającą kamerę (która zawsze filmowała i zbierała prywatne dźwięki), nie pozwalał na wypożyczanie gier, brakowało mu lokalizacji, a niektóre kraje Europy, w tym Polska, musiały czekać na premierę ponad rok.
Phil Spencer został w tym czasie awansowany na szefa Xboxa i zaczął przywracać markę do stanu, jaki mamy dzisiaj, dzięki wydaniu potężniejszej konsoli niż konkurencja, kupnie wielu dużych programistów, świetnemu wsparciu dla starszych gier i Game Passowi. Kiedy Spencer niedawno udzielił wywiadu redakcji IGN, poruszył temat premiery Xboxa One, którą określił kubłem zimnej wody.
"To był przełomowy moment dla zespołu. O co walczyliśmy? Kim chcieliśmy być? Jak chcieliśmy pracować? Oczywiście dla marki to był trudny rok, wiele musieliśmy się nauczyć.
To, czym jesteśmy i co robimy obecnie - słuchanie społeczności, stawianie sobie wyzwań, niepozostawanie w bańce, próbowanie innowacji i rozwój - jest tak naprawdę zasługą Xboxa One, który był dla nas jak kubeł zimnej wody. Wydawało nam się, że skupialiśmy się na potrzebach klientów, ale może robiliśmy to, co my uważaliśmy za potrzebne. Nie zadziałało".