Primate
Małpa widzi, małpa zabija.
Horror to doskonały gatunek, bo może żyć dzięki prostocie. Nie musi istnieć wielki i rozległy świat związany wieloma projektami, filmy z tego gatunku zazwyczaj nie wymagają ogromnych budżetów, a horrory często mają bardziej zwięzłe czasy trwania, które wymagają mniej uwagi i czasu widza. Pod wieloma względami horror może wydawać się ostatnią twierdzą dawnego Hollywood, a filmy takie jak Primate wciąż utrzymują ten standard.
Primate nie jest ani skomplikowany, ani szczególnie pomysłowy, ale to w porządku, bo to, co oferuje, po prostu działa. Założenie jest niezwykle proste. Wakacje grupy przyjaciół zostają zrujnowane, gdy zwykle życzliwy i czarujący szympans staje się dziki po zachorowaniu na wściekliznę, co prowadzi do walki o przetrwanie z byłym "członkiem rodziny". To wszystko. Nie ma tu zbędnych elementów ani dodatkowych zastrzeżeń, to prosta walka o przetrwanie z elementami przypominającymi slasher, gdzie złowieszczy zabójca czai się i poluje na bezbronne ofiary, zabijając je metodycznie w najbardziej makabryczny i brutalny sposób.
To film z konfliktem, bo nie ma w Primate żadnego wyróżniającego się złoczyńcy. Ben, szympans, jest zabójcą i nie da się tego zaprzeczyć, ale pierwsze 20 minut pokazuje, jak bardzo to zwierzę jest kochające i jak od lat jest częścią rodziny – kreatywny wybór, który sprawia, że jego upadek w szaleństwo i morderstwo jest jeszcze bardziej niekomfortowy. Podobnie, podobnie jak w większości slasherów, Ben nie jest głośnym mordercą, lecz pokręconym psychopatą, który bawi się emocjami swojej ofiary. Szympans nie ma żadnych dialogów i po prostu nawiedza swój dom, eliminując ocalałych, gdy tylko nadarzy się okazja, i brutalnie ich mordując w kreatywny, przyprawiający o mdłości sposób. Pod wieloma względami Primate wpisuje się w formułę Halloween czy Piątku trzynastego, gdzie zabójca po prostu zabija, a ocalałe robią wszystko, by dożyć wschodu słońca.
Rozwijając to, pojawia się mnóstwo tropów gatunku horroru, które pojawiają się w Primate, czy to radosny i uroczy akt otwierający pełen seksownych sesji w basenie kąpielowym i emocjonalnych rodzinnych relacji. Wkrótce dynamika się zmienia, gdy Ben zaczyna rozdzierać ciało z kości, rozbijać czaszki kamieniami, wyrywać dolne szczęki z czaszek, i tak dalej. Mamy nawet momenty, gdy ocalałych chowają się zaledwie kilka centymetrów od morderczego szympansa, momenty napięcia, które, jak zawsze, potęgują się, gdy sterta książek przewraca się lub włącza się telewizor, odwracając uwagę bestii, jakby była uporczywym prześladowcą w horrorze. Jeszcze raz, nie mówimy tu o filmie, który przepisuje scenariusz horroru, ale to w porządku, bo Primate wie, czym jest i po prostu wykorzystuje swoje mocne strony.
A te zalety opierają się na krótkim, 80+ minutowym czasie trwania, który nie sprawia wrażenia, że film marnuje czas, skupieniu się na efektach praktycznych, w tym na przełożeniu Miguela Torresa Umby w szympansie i przemianie Bena oraz zapewnieniu, że nie użyto tanich efektów cyfrowych dla kluczowego zabójcy. Cały film rozgrywa się praktycznie w jednym domu, co oznacza, że uwaga nie musi odchodzić od kilku kluczowych planów scenografii, pozwalając groze i strachowi stopniowo się tlić, a potem wybuchać, gdy dochodzi do morderstwa lub łamią się kości.
Nie będziesz oglądać Primate i być oszołomionym tym, co reżyser i scenarzysta stworzył Johannes Roberts, ale sprawi ci przyjemność z tego filmu, a dla mnie to wszystko, czego możesz oczekiwać od tak prostego i bezpośredniego horroru. Wyraźnie nie kosztował dużo, ale pieniądze zostały dobrze wydane, co ostatecznie doprowadziło do filmu zabawnego, łatwego do przyswojenia i solidnie zapakowanego. Przy mniej niż 90 minutach rozrywki nie popełnisz wielkiego błędu z Primate.



