Road House
Kultowy klasyk z 1989 roku, z nieżyjącym już Patrickiem Swayze w roli bramkarza Daltona, został przerobiony i jesteśmy stosunkowo zadowoleni z tej zaktualizowanej wersji.
Film akcji z 1989 roku, w którym główną rolę zagrał studiujący filozofię, twardogłowy i niedawno zmarły Patrick Swayze, to kultowy klasyk. Kultowy, ale gówniany film przesiąknięty wyświechtanymi kliszami, głupimi postaciami i super absurdalną choreografią walki. Jeszcze... Kocham to, podobnie jak wielu. Road House (1989) to jeden z moich ulubionych filmów z dzieciństwa i chyba nie przesadzę, gdy powiem, że widziałem go 30 razy na przestrzeni lat. Podoba mi się założenie, że niski i szczupły tancerz jazzowy bije całą społeczność i w pojedynkę, bez broni i narzędzi, miażdży syndykat przestępczy i zabija wszystkich, po czym wraca, zakrwawiony i zmęczony, by kochać się ze swoją prywatną kochanką-pielęgniarką. Road House jest zasadniczo złym filmem, śmieciem z lat 80., a ja nadal kocham go głęboko, namiętnie i na zawsze.
Kiedy reżyser The Bourne Identity /Edge of Tomorrow Doug Liman ogłosił, że on i producent Joel Silver (Die Hard, The Matrix, Lethal Weapon, The Predator ) planują reboot Road House z udziałem byłej gwiazdy UFC (obecnie supergwiazdy WWE) Rondy Rousey, byłem mniej skłonny do ekscytacji, ale kiedy plany się zmieniły i Jake Gyllenhaal podpisał kontrakt na rolę Daltona, Z bardzo sceptycznego stałem się całkiem podekscytowany. Teraz Road House (2024) jest już dostępny i jest to bez wątpienia najbardziej brutalny film akcji tego roku. Zapomnij o powolnej walce tanecznej Swayze i kopnięciach z półobrotu na wysokości pasa.... Mówimy o szybkiej, ultra-przemocy w postaci połamanych kończyn i zakrwawionych nosów na co dzień, i chociaż ten film raczej nie zdobędzie żadnych nagród - jest to przyjemnie martwa mózgowo, ekscytująca rozrywka.
Historia jest w zasadzie taka sama, choć oczywiście wprowadzono pewne zmiany. Dalton nie jest tancerzem ze studiów filozoficznych, który chodzi od klubu nocnego do klubu nocnego tylko po to, by szkolić bramkarzy i "sprzątać" teren, w którym znajdują się bary. To założenie należy do lat 80-tych. Zamiast tego Dalton Gyllenhaala jest niechlujnym, zagubionym, niespokojnym byłym zawodnikiem UFC, który podczas swojej kariery MMA i podczas walki o pas wagi średniej w największej na świecie organizacji mieszanych sztuk walki pobił swojego przeciwnika na śmierć i tym samym został zawieszony w sporcie na zawsze. Dalton, którego poznajemy w pierwszych minutach, jest ospały i ma myśli samobójcze, a kiedy dostaje propozycję podróży autobusem do Florida Keys, aby pomóc posprzątać przydrożną knajpkę, postrzega to jako swoją ostatnią podróż.
Na miejscu szybko staje się jasne, że podobnie jak w oryginale, istnieje interes finansowy w ziemi, na której stoi wspomniany bar, a także tutaj, gdzie burzliwy szef mafii, który za pośrednictwem stad wynajętych zbirów straszy miejscowych, aby dostać to, czego chce. Nikt nie ośmiela się stawiać oporu, każdy robi to, co mu się każe, a policja jest oczywiście na tyle skorumpowana, że odwraca wzrok. Jedyną istniejącą nadzieją, jaką ma teraz właściciel baru Frankie, jest emerytowany wojownik Dalton, który dzięki swojemu spokojnemu i metodycznemu sposobowi bycia wykonuje początkowo skuteczną pracę polegającą na oczyszczeniu knajpy. Rozdawanych jest wiele ciosów. Wiele rąk, nadgarstków i palców jest złamanych, a krew tryska z ust, uszu i nozdrzy i szybko staje się to bardzo zabawne. W ten stary, bez wysiłku głupi, czarujący sposób, w którym jest samoświadomość i pewna doza ironii, dzięki czemu jako widz naprawdę się odprężam i po prostu pozwalam sobie na rozrywkę.
Doug Liman zmieszał tutaj oryginalny film z Into the Blue, trochę Equalizer, trochę Nobody i trochę Warrior, co ostatecznie skutkuje filmem przesiąkniętym charakterem, który nigdy nie ukrywa faktu, że jest głupi, typowy, przewidywalny i brutalny w sposób, który sprawia, że ja jako kochanek lat 80. jestem szczęśliwy i usatysfakcjonowany. Gyllenhaal, jak zawsze, świetnie radzi sobie jako Dalton, którego życie nie ma sensu i motywacji i który pozwala, by przemoc w nim wzięła górę, podczas gdy Conor McGregor (debiutujący jako aktor) wyróżnia się jako gwiazda filmu. Conor z pewnością gra jednowymiarowego psychopatę, który zostaje wynajęty do zabicia Daltona, ale robi to z charyzmą i charyzmą, której bym się nie spodziewał, a to sprawia, że każda scena, w której jest, jest czystą rozkoszą.
Brakuje mi jednak kilku rzeczy. Rzeczy, które były w oryginale, a których Liman & Silver absolutnie nie musieli usuwać. Nie do końca rozumiem, dlaczego pasek "Road House " nie mógł zostać odnowiony po początkowej pracy Daltona i przemianowany na The Double Deuce, tylko po to, aby uspokoić fanów. Nie do końca rozumiem też, dlaczego postać Conora nie jest lepiej powiązana z innymi złoczyńcami i nie rozumiem, dlaczego najlepszy przyjaciel Daltona, Wade (który przychodzi do The Double Deuce w oryginale, aby pomóc) nie został uwzględniony. Na minus to, nie mam tu żadnych zastrzeżeń. Road House (2024) nie jest bynajmniej żadnym arcydziełem i pod wieloma względami jest prawie głupszy od oryginału. To powiedziawszy, dobrze się bawiłem oglądając go, a dla mnie, jako wielkiego fana MMA i McGregora, łatwo jest polubić to na tyle, aby go polecić.




