Timothée Chalamet porównuje się do Marlona Brando, Matthew McConaugheya i Heatha Ledgera za swoją rolę w Dune: Part Three
Chalamet uważa, że jest bardziej zaangażowany niż kiedykolwiek i chciał dostarczyć kreację godną ostatniej adaptacji Diuny Denisa Villeneuve'a.
Trudno nie mieć trochę ego, jeśli jesteś Timothée Chalamet. Dawanie kolejnych ról, które przynoszą nominację do Oscara, to na pewno nie jest doświadczeniem pokornym, i niezależnie od tego, czy uważasz, że przechwałki są zbyt duże, czy nie, widać, że 30-letni aktor daje z siebie wszystko w filmy, które tworzy.
Ponieważ Dune: Part Three był ostatnim razem, gdy wcielił się w rolę Paula Muad'Diba Atreidesa, Chalamet chciał, by to było coś wyjątkowego. "To, co chyba widzisz na końcu drugiego filmu, a po drugiej stronie trzeciego, to siebie w Interstellar i Heatha Ledgera w Mrocznym Rycerzu, Marlona Brando w Apocalypse Now i tym podobne," Chalamet powiedział Matthew McConaugheyowi podczas niedawnego spotkania w Teksasie (za pośrednictwem Variety). "Właściwie, chwila, pozwól, że to wszystko inaczej sformułuję! Poczekaj. Nie mogę się w tym samym wpakować. Powiedzmy, że to są te wielkie filmy, gdzie można coś przemycić. Niespodziewany zwrot."
W porównaniu do pierwszego filmu Diuny, gdzie Chalamet był nieco przytłoczony skalą ożywionego uniwersum science fiction, teraz czuje, że jest znacznie bardziej wyczulony na taką rolę. "Na pierwszej Diunze mieliśmy sekwencję ornitoptera, którą miałem okazję powtórzyć w trzeciej, ale tym razem byłem znacznie lepiej przygotowany," opisał. "W Diunie 3, w przeciwieństwie do pierwszego filmu, wyszedłem wcześniej i studiowałem panel sterowania — wszelkiego rodzaju hieroglify i rzeczy, które nie są powiązane z rzeczywistością. Chciałem wiedzieć, co robi każdy przycisk i wymyślić sobie z nim własną dynamikę."
Dlaczego Chalamet chce być tak zaangażowany w trzeci film Diuna? Nie chce przepuścić tej okazji, bo to ostatni raz, gdy zagra rolę Paula Atrydesa. "Nie chciałem być zbyt zadowolony z choćby jednej chwili. Wszystko było święte, a to był mój ostatni raz, gdy robiłem film "Diuna", więc naprawdę chciałem traktować to jako świętość. Bo ludzie potrafią się rozluźnić, ale ja byłem bardziej intensywny przy trzeciej części. Czułem, że to naturalny impet, więc chciałem się temu przeciwstawić jak najmocniej," powiedział Chalamet.






