Po zwolnieniu Justina Roilanda na początku roku, showrunnerzy Ricka i Morty'ego mieli nie lada zadanie. Znalezienie zastępstwa dla Roilanda – który do tej pory był jedynym głosem, jaki fani myśleli, że kiedykolwiek usłyszą za postaciami – nie było łatwym zadaniem.
Jak donosi The Hollywood Reporter, znalezienie nowych głosów w Harrym Beldenie (Morty) i Ianie Cardonim (Rick) zajęło 6 miesięcy. Showrunner Scott Marder powiedział w wywiadzie, że słyszeli tysiące potencjalnych aktorów.
"Prawie poszło tak szeroko, że zastanawialiśmy się nad uruchomieniem globalnej infolinii, chociaż wiedzieliśmy, że skończy się to na linii żartów" — spytał Marder. "Czuliśmy, że musimy zajść tak daleko i szeroko. To było trudniejsze niż myśleliśmy. Myślałem, że będzie łatwiej. Rick był o wiele trudniejszy, niż się spodziewałem; wszyscy brzmieli jak macho Randy Savage albo jak jego kuzyn. Nikt nie brzmiał dokładnie tak jak Rick.
Współtwórca serialu, Dan Harmon, opowiedział o wyzwaniach związanych z obsadzeniem kogoś, kto brzmiałby dokładnie jak Rick, nie będąc w stanie napisać tylko jednej lub dwóch kwestii.
"Jedną rzeczą jest dorównanie wrażeniu – czy możesz zrobić George'a W. Busha tak dobrze, jak Dana Carvey, ale czy możesz to zrobić, jeśli nie powiesz: 'Nie zrobię tego'. Próbował osiągnąć tę szaloną równowagę; Ta postać musi być zła, smutna, przygnębiona i tak dalej".
Cardoni został odkryty wcześnie, ale Beldenowi zajęło to znacznie więcej czasu. Tak czy inaczej, wydaje się, że większość fanów jest zadowolona ze zmiany lub jej nie zauważyła.
Co sądzicie o nowych głosach Ricka i Morty'ego?
