Po gigantycznym zadaniu, jakim było nakręcenie filmu "Zabójcy kwiatowego księżyca", Martin Scorsese wkracza teraz na jeszcze bardziej chwiejny grunt, mierząc się z filmem o Jezusie.
W rozmowie z LA Times, Scorsese opowiedział nieco bardziej szczegółowo o tym, czego możemy się spodziewać po tym filmie i jak, miejmy nadzieję, nie zmusi on chrześcijan na całym świecie do powstania przeciwko niemu.
"Próbuję znaleźć nowy sposób, aby uczynić ją bardziej dostępną i zdjąć negatywny ciężar tego, co było związane ze zorganizowaną religią" – powiedział Scorsese. "W tej chwili słowo "religia" jest wypowiadane i wszyscy się buntują, ponieważ zawiodło na tak wiele sposobów. Nie oznacza to jednak, że początkowy impuls był zły. Wróćmy. Pomyślmy o tym. Możesz go odrzucić. Ale może to mieć wpływ na to, jak żyjesz swoim życiem – nawet jeśli je odrzucasz. Nie odrzucaj tego od razu. To wszystko, o czym mówię. I mówię to jako osoba, która za kilka dni skończy 81 lat."
Ujawnił również, że akcja będzie rozgrywać się głównie współcześnie i będzie oparta na książce Shūsaku Endō A Life of Jesus. Ten sam autor napisał Milczenie, które Scorsese wykorzystał do innego scenariusza.
Film będzie trwał około 80 minut i będzie najkrótszym filmem reżysera. Nie ma też dużo czasu, zanim będzie musiał zmierzyć się z tym wyzwaniem, ponieważ produkcja ma rozpocząć się jeszcze w tym roku.
