Skip to main content
Gamereactor Recenzje Tales of the Neon Sea
Recenzje Tales of the Neon Sea

Tales of the Neon Sea

Detektyw Rex i kot William na tropie.
Bartosz Witoszka 8 maja 2019

Przeglądając zapowiedzi Tales of the Neon Sea, nowej produkcji chińskiego studia Palm Pioneer, od razu pomyślałem sobie: "To jest gra, w której zanurzę się bez reszty". Cyberpunkowa, klasyczna przygodówka point-and-click, w której wcielamy się w detektywa, przemierzającego wiecznie ciemne miasto rozświetlone jedynie neonowymi szyldami sklepów, barów czy burdeli. A to wszystko podane w naprawdę ładnej, pixel artowej grafice, której paleta barw jest niezwykle bogata. No czy to się może nie udać?

Nazwać Tales of the Neon Sea klasyczną opowieścią neo-noir to zdecydowanie za mało - nawiązań do Blade Runnera, Ghost in the Shell czy innych dzieł kultury osadzonych w tych realiach jest zwyczajnie tak wiele, że szybko zacząłem wychwytywać dobrze znane motywy, na których zbudowana jest cała gra. Głównym bohaterem jest bowiem Rex, prywatny detektyw, który zrezygnował z pracy w policji, by zająć się "czyszczeniem" miasta na własną rękę. Oczywiście nie dlatego zrezygnował - nie z powodu konieczności przestrzegania policyjnych przepisów - ale przez całą grę robi dokładnie to. Pomaga przypadkowym osobom, wykonuje różne przysługi i generalnie szerzy pokój i miłość w świecie pełnym rasizmu, uprzedzeń czy gangów. Do tego nosi prochowiec i charakterystyczny kapelusz, żeby było jasne, iż jest on detektywem, a tak w ogóle towarzyszy mu kot, William, który zdaje się wiedzieć więcej, niż wygląda to na pierwszy rzut oka.

Mnie to totalnie kupiło; to przerysowanie i wyeksponowanie niektórych elementów, co czasami zakrawało o pastisz, wyszło naprawdę uroczo i zwyczajnie zadziałało, czego nie mogę powiedzieć o wszystkich aspektach tej gry, ale do tego jeszcze wrócimy. Ważne jest jednak to, że atmosfera i wszystko, co udało zbudować się twórcom, sprawia, że naprawdę chce się przebywać w tym świecie, czytać zapiski, które zbieramy po drodze czy rozmawiać z każdym napotkanym przechodniem. No właśnie, ale ile w tym własnych pomysłów twórców, a nie utartych schematów, z których korzystają? Niewiele, produkcja Palm Pioneer jest zlepkiem wielu koncepcji z innych dzieł w podobnej stylistyce, ale szczerze powiedziawszy nie przeszkadza mi to - dostałem więcej tego samego, co lubię i w czym czuję się dobrze, więc jestem w pełni usatysfakcjonowany.

Na brak nowości nie można za to narzekać w kwestii rozgrywki. Oczywiście dalej głównie chodzimy od lokacji do lokacji w poszukiwaniu przedmiotów i interaktywnych elementów, ale na szczęście nie ma za dużo lizania ścian czy przestojów. W ogóle, skoro jesteśmy już przy przedmiotach, to warto wspomnieć o stole narzędziowym, na którym możemy je łączyć - mała rzecz, ale jakże pasująca do tej cyberpunkowej otoczki gry. Inną rzeczą, której nie spodziewałem się w Tales of the Neon Sea, były śledztwa, co na początku lekko skojarzyło mi się z Return of the Obra Dinn. Potem okazało się jednak, że deweloperzy z Palm Pioneer mają na ten aspekt swój własny pomysł; przeszukując okolice trafiamy na ślady pozostawione przez napastnika. Dodatkowo, ważnym elementem śledztwa jest skan zwłok i znalezienie możliwie jak najwięcej poszlak, które potem połączą się w trybiki. Tak, dobrze przeczytaliście, bowiem gdy zbierzemy ich odpowiednią ilość, to będziemy mogli dokładnie prześledzić przebieg zbrodni. Od razu przypomniało mi to zdolności psychoanalityczne Williama Grahama z serialu Hannibala, gdzie w trakcie transu wcielał się w mordercę i przeżywał całą sytuację z jego perspektywy.

Tales of the Neon Sea podzielone jest na trzy rozdziały i mam wrażenie, że każdy kolejny przygotowywała inna ekipa bez konsultacji z tą poprzednią. Bardzo często zdarzało się, że wątki ledwie napoczęte w poprzednim etapie nie były rozwijane i w ogóle, jakby tamte wydarzenia nie miały znaczenia. Teoretycznie ma to sens - w końcu, jak sugeruje tytuł, mamy do czynienia z "opowieściami" - ale rozpoczynanie, a później niedomykanie konkretnych wątków (jak choćby tego z małą dziewczynką w pierwszym rozdziale) świadczy raczej o kiepskim scenariuszu. Oczywiście wszystko spaja jedna, nierozwiązana sprawa sprzed lat, ale szczerze powiedziawszy bardzo szybko o niej zapomniałem. Została wyraźnie zarysowana w pierwszym rozdziale, ale potem jakby ktoś zapomniał rozwinąć ją w jakąkolwiek stronę, przez co pod koniec gry totalnie nie wiedziałem, dlaczego znalazłem się w opuszczonym porcie.

<newpage>

Mam wrażenie, że pierwszy rozdział jest najlepiej przemyślany z całej dostępnej na razie trójki - jakby wszystko, co twórcy chcieli pokazać, upakowali właśnie do niego, a potem tylko zarzucali gracza toną tych samych zagadek czy backtrackingiem. Niemiłosiernie wydłuża to całą grę i myślę, że z tych osiemnastu godzin, które poświęciłem na Tales of the Neon Sea, spokojnie odpadłyby ze dwie, gdyby nie błądzenie po kanałach drugiego rozdziału. Nie wspominając już o zagadkach z bezpiecznikami (są aż dwie!), w których należało ustawić je w odpowiedniej kolejności. Problem w tym, że wszystkie wyglądały tak samo i równie dobrze można było spędzić nad tym godzinę albo pięć minut w zależności od tego, czy mieliśmy szczęście. I tak jednak najgorszy cios nadszedł pod koniec gry...

W tych wszystkich narzekaniach na niektóre rozwiązania związane z rozgrywką czy scenariuszem jest jednak jedna rzecz, dla której warto Tales of the Neon Sea sprawdzić. A przynajmniej byłoby tak, gdyby twórcy nie zdecydowali się porzucić tej części gry. W grze, oprócz Rexem, od czasu do czasu przyjdzie nam pokierować jego towarzyszem w niedoli, czyli kotem Williamem. Oczywiste skojarzenie to genialne 11-11: Memories Retold, gdzie można było sterować kotem lub gołębiem, ale w produkcji studia Palm Pioneer jest to jednak nieco inaczej rozwiązane. Zwierzęta, a w szczególności koty, mają swój własny świat, w którym panują zasady podobne do tych ze świata ludzi. Mają własne społeczeństwo, hierarchię, problemy, konflikty czy... imprezy. Tak, impreza kotów w domu głównego bohatera jest czymś absolutnie genialnym. Niestety, w dalszych rozdziałach twórcy w ogóle zapominają o tym, co udało się im stworzyć i nie rozwijają wątku związanego ze społecznością kotów, choć, znów, pozostało tam jeszcze wiele do powiedzenia. William od czasu do czasu potowarzyszy nam jeszcze, ale z rozdziału na rozdział jest go coraz mniej. Naprawdę jest mi przykro, że nie dowiedzieliśmy się nic więcej o tym kocim świecie, bo zapowiadał się z tego jeden z lepszych elementów całej gry.

I w ocenie, którą widzicie na dole, utwierdziła mnie jedna z ostatnich zagadek. Spędziłem nad nią bite dwie godziny robiąc dokładnie to, co powinienem zrobić. Gdy jednak moje rozwiązanie nie zadziałało, to sfrustrowany zajrzałem do filmiku z internetu i okazało się, że wszystko zrobiłem jak należy - problem w tym, że coś zmieniło się w grze i sugerowane rozwiązanie nie miało już racji bytu. Trudno powiedzieć, czy zagadka została zmieniona w jednej z aktualizacji i zwyczajnie zapomniano o odpowiednim dostosowaniu podpowiedzi. Niemniej, moje rozwiązanie było dobre, czego potwierdzenie uzyskałem oglądając filmik, ale gra z jakiegoś powodu nie chciała go uznać. Tak się zwyczajnie nie robi...

Szczerze powiedziawszy, to nie wiem, czy jestem w stanie polecić tę grę - nawet fani przygodówek poczują się zwyczajnie oszukani przez zagadkę z trzeciego rozdziału. Czuję zwyczajny zawód, bo przez te osiemnaście godzin spędzone z Tales of the Neon Sea naprawdę bawiłem się dobrze, nawet pomimo braków czy błędów, o których pisałem wcześniej. Samo zakończenie również pozostawia niedosyt i w zasadzie gra kończy się w trakcie sceny (dosłownie), a jedyne, co dostajemy, to obietnicę, neonowy napis na czarnym tle: "To be continued...". Zgodnie z tym, co sugeruje Steamowa karta gry, dalsze rozdziały mają pojawić się dopiero jesieni i szczerze polecam wstrzymać się na razie z zakupem gry.

5
Przeciętna na 10 · Gamereactor Polska
Plusy Wątek Williama i kociego świata; możliwość przełączania się pomiędzy Rexem a Williamem urozmaica rozgrywkę; satysfakcjonujące i wyważone zagadki (przynajmniej na początku).
Minusy Wiele niedomkniętych wątków; drugi i trzeci rozdział napisane i zbudowane jakby na siłę; backtracking; zepsuta zagadka z końcówki gry uniemożliwiająca jej ukończenie.
Ocena sieci Średnia z 2 edycji Gamereactor
6,5 rozpiętość 5–8
Gamereactor España 8
Gamereactor Polska 5
Pełny profil 146 opublikowanych artykułów
5
Przeciętna Ocena sieci z 2 edycji
Informacje o grze
Deweloper Palm Pioneer
Wydawca Zodiac Interactive
Data wydania 30 kwietnia 2019
Gatunek Adventure
Platformy
PC Nintendo Switch PS4 Xbox One
Dlaczego warto ufać Gamereactor
23 Wydania Każde z własną redakcją i własnymi ocenami.
1998 Publikujemy od Niezależni właściciele przez cały ten czas.
100% Z własnego doświadczenia Pisane po czasie spędzonym z grą, nigdy z materiałów prasowych.
1–10 Ocena sieci Ocena każdego wydania, uśredniona i pokazana.