Kibice Realu Madryt nie mogą uwierzyć w to, co dzieje się z Kylianem Mbappé: kiedy wydawało się, że w końcu wychodzi z ciemnego miejsca, w którym był psychicznie i sportowo, wrócił do robienia złego wrażenia na boisku, nie wykorzystał nawet rzutu karnego, który mógł zmienić losy meczu.
To było wczoraj wieczorem w Bilbao, przeciwko Athleticowi, jednej z najsilniejszych drużyn LaLiga z "wielkiej trójki" (Real Madryt, Barcelona, Atlético Madryt), ale takiej, której Real Madryt nie wygrał od 2015 roku.
Podobnie jak w przypadku Liverpoolu, wczoraj wieczorem zakończyła się kolejna historyczna passa. Z podobnym skutkiem: 2-1 dla baskijskiej drużyny, po bramkach Berenguera i Guruzety miejscowej drużyny, która wykorzystała błędy Courtois i Valverde.
Jude Bellingham strzelił jedynego gola dla Madrytu: cztery gole w czterech meczach dla angielskiego piłkarza, który wchodzi na boisko po kontuzji Viniego Jr... w przeciwieństwie do Mbappé, który miał gola wykluczonego z powodu spalonego i nie wykorzystał rzutu karnego, rzucając piłkę dokładnie w to samo miejsce, w którym strzelił w meczu z Liverpoolem w zeszłym tygodniu.
"Zły wynik. Duży błąd w meczu, w którym liczy się każdy szczegół. Biorę za to pełną odpowiedzialność. Trudny moment, ale to najlepszy moment, aby zmienić sytuację i pokazać, kim jestem" - napisał francuski zawodnik na Instagramie.
Trener Carlo Ancelotti uważał, że remis byłby sprawiedliwym wynikiem, biorąc pod uwagę możliwości, jakie miały obie drużyny, i ponownie stanął w obronie Mbappé: "Musimy dać mu czas na adaptację. Strzelił już 10 goli i robi wszystko, co w jego mocy, aby się poprawić".