Kiedy po raz pierwszy pobrałem Red Bull Playgrounds, poczułem się, jakbym był grupą docelową reklamy. Wiesz, te reklamy, w których wszyscy są młodzi, świeżsi i przystojni, skaczą z dachu na dach, robią backflipy na rowerach BMX i lądują w zwolnionym tempie, podczas gdy tłum wiwatuje i spada konfetti. Tutaj BMX, jazda na deskorolce i parkour są wymieszane w systemie opartym na fizyce, a Ty możesz budować własne poziomy, rywalizować w ograniczonych czasowo wydarzeniach, a nawet odblokować prawdziwych profesjonalistów sportów ekstremalnych jako mentorów. To prawie tak, jakby ktoś wziął Trials, Tony Hawk i Mirror's Edge, wrzucił je do blendera i przelał wynik do puszki z oznaczeniem Red Bull.
Jedyny problem polega na tym, że kiedy zacząłem grę, czułem się bardziej tak, jakby puszka była otwarta przez dwa dni i straciła całe swoje nasycenie dwutlenkiem węgla. Tworzenie pierwszego poziomu zaczęło się obiecująco, a ja kliknąłem na element, umieściłem go i... Bang, cała gra się zamknęła. Pomyślałam, że to pewnie tylko jednorazowa sprawa. Ale hej, zdarzyło się to trzy razy z rzędu i musiałem ponownie zainstalować grę, aby rozkręcić imprezę.
Kiedy już zacząłem stukać w ekran i brać udział w pakiecie sportów ekstremalnych, też nie byłem pod szczególnym wrażeniem. To było trochę tak, jakby zacząć budować zamek z klocków Lego i odkryć, że ktoś ukrył połowę elementów, a resztę skleił ze sobą. To niewiele więcej niż prosta mała konstrukcja, w której napotykasz z góry określone sztuczki i naciskasz ten sam przycisk na ekranie w kółko, a jedyne, na czym musisz się skupić, to nie wylądować na głowie lub nie zrobić sztuczki zbyt późno. Jest bardzo "na szynach" i całkowicie brakuje mu wolności, która przynajmniej ja kojarzy mi się ze sportami ekstremalnymi, takimi jak parkour, BMX i jazda na deskorolce.
Kiedy to działa, sama rozgrywka nie jest przynajmniej do końca zła. Przeskakiwanie między różnymi sportami w tym samym wyścigu jest zabawne i zapewnia pewien efekt "wow". Przynajmniej na tyle, aby stworzyć krótką chwilę "och, proszę bardzo". Momenty parkour, w których odbijasz się między ścianami i robisz salta, są dość satysfakcjonujące, gdy fizyka faktycznie współpracuje, a część BMX wydaje się nieco bardziej dopracowana niż jazda na deskorolce, co czasami sprawia, że koła zacinają się, jakbyś jechał w syropie. Ponadto odblokowywanie prawdziwych profesjonalistów jako mentorów to zabawna sztuczka, nawet jeśli jest głównie kosmetyczna i nie rewolucjonizuje gry.
Ale potem dochodzimy do pieniędzy, które Playgrounds chce ode mnie. Gra posiada "Superpass" (własną wersję przepustki bojowej) i darmową ścieżkę. Na papierze brzmi to doskonale. Na czym polega problem? Darmowa ścieżka prowadzi aż do poziomu 99, podczas gdy płatna przepustka kończy się na poziomie 50. Tak, dobrze przeczytałeś: opcja płatna ma mniej poziomów niż bezpłatna. To tak, jakby kupić droższy bilet kolejowy i odkryć, że zabierze Cię on tylko do połowy drogi do celu, podczas gdy darmowy autobus jedzie całą drogę. Jasne, masz szybszy dostęp do niektórych trików i tras, ale konfiguracja nadal wydaje się... wstecz.
Postęp nie jest zbyt hojny. Jeśli chcesz odblokowywać rzeczy w rozsądnym tempie, musisz albo poświęcić nierozsądną liczbę godzin, albo zacząć wprowadzać dane swojej karty. Nie jest to nic nowego w świecie gier mobilnych, ale tutaj staje się to bardziej jasne, ponieważ gra jest tak wciągająca, gdy działa. To tak, jakby wiedzieli, że chcesz "po prostu zagrać jeszcze jeden poziom", a następnie postawić małe murki do grindowania na swojej drodze, tylko po to, aby skusić cię do zapłacenia za ich ominięcie.

A mówiąc o tym, "kiedy to działa", stabilność jest nadal czerwoną flagą. Zdarzało się, że gra zawieszała się na ekranach ładowania, przyciski znikały w środku wyścigu, a czasami gra całkowicie traciła mój wkład, co powodowało, że moja postać stała w miejscu, podczas gdy zegar tykał. Niewiele jest rzeczy, które sprawiają, że czujesz się bardziej bezsilny niż obserwowanie, jak twój awatar powoli zsuwa się po rampie, jakby nagle uderzył go egzystencjalny niepokój.
Ironia polega na tym, że gra ma obecnie średnią ocenę około 4,8 na 5 w App Store. Zdecydowanie rozumiem, skąd biorą się te wysokie oceny: dla graczy, którym udaje się uniknąć awarii i mają cierpliwość, aby znosić grind i monetyzację, mamy tu do czynienia z całkowicie przyzwoitą i w miarę kreatywną grą. Ale z mojego doświadczenia wynika, że to trochę tak, jakby dać restauracji pięć gwiazdek, ponieważ ich menu dobrze wyglądało na stronie internetowej, mimo że połowy dań brakowało, gdy się usiadło.

Więc co o tym myślę? Myślę, że Red Bull Playgrounds to gra, która jednocześnie mnie zachwyca i irytuje. Pomysł jest na miejscu: połącz trzy pełne akcji sporty, daj graczom swobodę tworzenia własnych poziomów, dodaj społeczność, w której możesz rywalizować ze sobą, a do tego dodaj odrobinę profesjonalnego splendoru. Ale wykonanie... Cóż, to tak, jakby wygrać zawody sportów ekstremalnych, a następnie potknąć się na podium. Dzięki odpowiednim łatkom i bardziej przyjaznemu dla graczy modelowi ekonomicznemu może to być stały bywalec w moim telefonie. Jednak w tej chwili jest to bardziej doświadczenie typu "graj, gdy jesteś w dobrym nastroju i masz cierpliwość do błędów".
Dlatego moja końcowa ocena to trzy, nie więcej, nie mniej. Dostaje jednak jedną gwiazdkę za pomysł, jedną za sekwencje BMX, kiedy faktycznie działają, i pół gwiazdki, ponieważ i tak czasami śmiałem się z tego nieszczęścia. Red Bull mogą zatrzymać resztę, dopóki nie udowodnią, że Playgrounds to coś więcej niż tylko stosunkowo ładnie wyglądający, niedokończony pokaz sztuczek z drogimi biletami wstępu.