Polski
Gamereactor
recenzje
Biomutant

Biomutant

Sierściuch, którego nie każdy zechce przytulić.

Biomutant to przedziwny eksperyment, z którego narodził się potworek pełen skrajności. Autorzy gry zaserwowali nam piękny i przemyślany świat, a jednocześnie skrajnie męczącą narrację. Skrajność jest tu bowiem idealnym określeniem całego projektu, na który zdecydowanie czekaliśmy zbyt długo. Jak dobrze wiemy, długie tworzenie gry może odbić się czkawką zarówno graczom, jak i samym twórcom. Nie inaczej jest z włochatym dzieckiem studia Experiment 101, które bardzo próbuje, ale nie potrafi wypluć uwierającego mu kłaczka.

Na początku warto podkreślić, że wersja gry, którą recenzowałem, nie posiadała jeszcze finalnej łatki, a - jak zapewniają wydawcy - wiele bolączek tytułu zostanie przy niej zażegnanych. Podobno poprawie ulegnie również grafika. Trudno jednak oceniać przez pryzmat obietnic czy też na ładne oczy, dlatego skupmy się na tu i teraz i pomówmy o Biomutancie, jakiego mogłem głaskać przez ostatnie tygodnie.

BiomutantBiomutant

To nieco czerstwy kawałek chleba, bo - jak już wspominałem - tytuł stanowi istny spektakl skrajności. Trudno mi uwierzyć, że tworzony tak wiele lat zawiera w sobie aż tyle niedociągnięć i mechanik, które już dawno temu wyszły z obiegu. W założeniu wszystko jest na swoim miejscu i skacze na włochatych nóżkach aż miło. W nasze ręce trafia całkiem przemyślany, a przy tym pięknie wyglądający otwarty, postapokaliptyczny świat, który można porównać do kombinacji Kung Fu Pandy z Mutant Year Zero. Niestety już od początku naszej przygody w jego odkrywaniu przeszkadza nużąca fabuła, na czele z mało charakterystycznym, wręcz usypiającym głosem narratora (David Shaw Parker), który jedno krótkie zdanie przeciąga do granic możliwości. Tu, o dziwo, muszę pochwalić polską lokalizację, gdyż rodzimy aktor (Aleksander Wysocki) radzi sobie znacznie lepiej i przynajmniej próbuje wnieść w wypowiadane kwestie nieco emocji. Mam też dziwne wrażenie, że sami twórcy zdawali sobie sprawę z problemu, bo nawet w opcjach dali możliwość wyciszenia narratora. Powiedzmy, że częściowo pomaga.

Kolejną bolączką tytułu jest usilne staranie się połączenia kilku gatunków i niestety w przypadku Biomutanta na samych staraniach się kończy. Walka potrafi sprawić przyjemność, ale co najwyżej jest jedynie poprawna i w rezultacie nie tak rozbudowana, jak może się to wydawać przez pierwsze minuty rozgrywki. Na swojej drodze napotykamy także wiele wyborów moralnych, które ponownie są bardzo skrajne i wyjątkowo niejasne. Odmawiając pomocy mieszkańcowi wioski, moja postać z niewiadomych przyczyn go zabiła, a gdy zgodziłem się pomóc, podałem mu tylko dłoń, by mógł wstać. Trudno też doszukiwać się w tych decyzjach odcieni szarości. Już przy pierwszym sojuszu gra informuje, że zaważy on na finale i zdefiniuje przyszłą rozgrywkę. Nie ma tu miejsca na wyobraźnię, nie da się załatwić spraw po swojemu na kilka sposobów. Ot, zostajemy postawieni pod ścianą i próżno szukać tu jakiegokolwiek odgrywania postaci. W tym ostatnim zresztą ponownie przeszkadza koszmarny narrator, który nie wiedzieć czemu opisuje zachowanie każdego zwierzaka. Być może są to kwestie finansowe, ale tytułowi naprawdę przydałoby się chociażby kilku aktorów głosowych.

BiomutantBiomutant

Ale Biomutant ma też swoje mocne strony. Kreowanie naszego sierściucha jest całkiem rozbudowane, aczkolwiek nie tak, jak prezentowano to na pokazach. Możemy nie tylko zdecydować o jego rasie i profesji, ale także pobawić się długością i kolorem futra. Nie ma w tym temacie być może rewolucji, ale nie da się ukryć, że patrzenie na naszego spersonalizowanego zwierzaka bardzo cieszy. Co do samych profesji, czy jak kto woli klas postaci, możemy wybrać spośród pięciu dostępnych, które bardzo się od siebie różnią. Biorąc pod uwagę, że już na starcie możemy modyfikować także odporności i statystyki bohatera, z łatwością da się wypracować swój własny styl gry. Przykładowo, Psioniczny Maniak skupia się głównie na wykorzystywaniu ataków Ki, ale równie dobrze może być przy tym chodzącym tankiem. Warto przemyśleć swoje potrzeby i zwrócić uwagę na pasywne oraz aktywne bonusy każdej z klas, bo zostajemy z nimi do końca. Mnie najbardziej spodobała się nieco myląca z nazwy klasa snajpera, która opiera się na łączonych atakach broni dystansowej oraz różnego rodzaju oręża tradycyjnego, takiego jak miecz czy buława. Myślę, że każdy spędzi nieco czasu na kreacji swojego zwierzaka, by być z niego w pełni zadowolonym.

Nasz mały protagonista otrzymuje poziomy doświadczenia - jakżeby inaczej - zarówno za wykonywanie misji, jak i samą walkę. Zdobywając poziom, możemy nieco podnieść daną statystykę, a za zdobyte kryształki również odporności. Te ostatnie pozwalają nam także wykupywać nowe ataki i mistyczne umiejętności Ki, które nieco ubarwiają nudnawą walkę. Im dalej w las, tym więcej przydatnego złomu, który możemy przerabiać na ekwipunek. Niestety autorzy zdecydowali się uzależnić znajdowany sprzęt od naszego poziomu, czego bardzo nie lubię. Zdarzały się sytuacje, gdy znajdywałem czapkę, którą mogłem ubrać dopiero za dwa poziomy doświadczenia, ale zanim je dobiłem, znalazłem już znacznie lepsze nakrycie głowy. Tak zdecydowanie być nie powinno i w wielu mechanikach deweloperzy nie odrobili pracy domowej. Często nie są one atrakcyjne, posiadają niepotrzebne utrudnienia lub są zwyczajnie nieintuicyjne i archaiczne. Już sam interfejs posiada mnóstwo zakładek, które dałoby się mocno skompresować. Choć zdaję sobie sprawę, że Experiment 101 to nowe studio i można mu wiele wybaczyć, tak jego niektórzy członkowie wywodzą się z Avalanche, zatem w teorii ich doświadczenie powinno niwelować tak łatwe do wychwycenia designerskie wpadki.

W świecie Biomutanta można się zauroczyć, niewątpliwie ma na to wpływ ładna, kolorowa oprawa graficzna i wpadające w ucho udźwiękowienie. Niestety przez niefortunne wybory trudno jest w pełni cieszyć się urokiem tytułu. Gra jak na debiut studia jest jak najbardziej poprawna, jednak wyraźnie widać, że twórcy narzucili na siebie zbyt wiele, próbując już na przywitanie uraczyć gości wielką ucztą, zamiast zaprosić ich na przemyślany, acz skromniejszy obiad. Wyraźnie daje się odczuć także zbyt długi proces produkcji, bo w wielu aspektach Biomutant jest już po prostu przestarzały. Każdy element wydaje się być na swoim miejscu, gdy rozpatrujemy go z osobna, jednak w połączeniu z pozostałymi jest co najwyżej strawny. Biomutant to sympatyczny tytuł z równie sympatycznym włochatym protagonistą. Sierściuch z pistoletem to jednak zbyt mało, by postrzegać go jako coś więcej niż przeciętniaka.

BiomutantBiomutantBiomutant
BiomutantBiomutant
06 Gamereactor Polska
6 / 10
+
Ładna, kolorowa oprawa; przemyślany i barwny świat; sympatyczny protagonista; wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa; niektóre wybory moralne.
-
Nużąca narracja i sam narrator (polecam grać w polskiej wersji językowej); irytujące zaszłości mechaniczne; średnia walka; wiele pomniejszych błędów technicznych.
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju

Powiązane teksty



Wczytywanie następnej zawartości


Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.