Bubsy 4D
Woolies, włóczka i zadziorny czerwony rys o imieniu Bubsy mogą nie kojarzyć wszystkich. Mimo to marka była na tyle silna, że Atari mogło ponownie spróbować tej serii.
Cofnijmy się do 1995 roku, kiedy moi dwaj starsi bracia i ja po raz pierwszy spotkaliśmy rudowłosego Bubsy'ego. Miałem siedem lat i pamiętam, jak uważnie przeglądaliśmy wybór gier do wypożyczenia w lokalnej wypożyczalni wideo, i z jakiegoś powodu przyciągnął nas radosny rysij na okładce. Po tym najsilniejszym wspomnieniem jest mieszanka frustracji, rozczarowania i rezygnacji. Gra była po prostu zbyt skomplikowana dla mojego siedmioletniego ja i wydaje mi się, że nie przeszliśmy zbyt wielu poziomów.
Moja znajomość z Bubsy mogła się na tym skończyć, a wiele recenzji późniejszych gier sugeruje, że prawdopodobnie tak powinno być. Ale niektóre serie gier mają talent do wkradania się z powrotem do świadomości i pojawiania się od czasu do czasu niczym pajacyk z pudełka. Czasem Bubsy pojawiał się na kanałach YouTube takich jak Angry Video Game Nerd, a innym razem na listach fatalnych gier. Pomimo tej burzliwej historii, było coś atrakcyjnego w Bubsy 4D, gdy znalazła się na liście nadchodzących egzemplarzy recenzenckich.
Teraz, nieco ponad trzydzieści lat później, Bubsy trafił do nowojorskiego studia gier Fabraz, gdzie Atari zawarło w 2023 roku masową umowę z byłym wydawcą Accolade. Fabraz to niezależne studio znane z tytułów takich jak Demon Turf, Slime-san i Planet Diver, i z perspektywy czasu z radością mogę powiedzieć, że ryzyko Atari, oddając im stery, dało nam coś tak rzadkiego jak naprawdę dobra gra Bubsy'ego.
Fabraz z pewnością odrobił pracę domową. Bubsy jest błyskawicznie szybki, Woolies wciąż kochają włóczkę, a światy przelatują z zawrotną prędkością. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się bardzo znajome dla tych z nas, którzy mają doświadczenie z wcześniejszymi częściami serii, ale twórcy zagłębili się też w archiwa i odkryli postacie takie jak Oblivia, Terry i Terri, które pierwotnie pojawiły się w nieudanym serialu telewizyjnym z 1993 roku. Zniknęły koszmarne rozmieszczenia wrogów, zniknął rys, który zniknął z ekranu, zniknęło poczucie bycia zredukowanym do niczego po jednym niefortunnym trafieniu wroga. Fabraz zauważył to, co było najbardziej frustrujące w oryginalnych grach i pozwolił, by pojawiło się coś nowego.
Bubsy 4D zaczyna się od tego, że ekipa siedzi w domu Bubsy'ego i bawi się jego starą kamerą wideo. Nagle szczurzy naukowiec Virgil wpada i ogłasza, że Woolies wróciły, a tym razem kradną owce z planety zamiast włóczki, z zamiarem stworzenia własnej złotej superwłóczki. Jednak plan się nie powiódł i owce obalają swoich oprawców, budując "Baaboty" – armię robotów przypominających owce, które wracają, by przejąć wszystkie złote włóczki. Oczywiście nie można na to pozwolić, by trwało dalej i wkrótce gang zostaje wciągnięty w międzygalaktyczny pościg.
Fabuła jest celowo trywialna, a dialogi żartują z tego i burzliwej historii serii. Dubbing jest w większości bardzo rozrywkowy, a klasyczne powiedzonko postaci "Co może pójść nie tak?" jest wypowiedziane z większą finezją niż kiedykolwiek.
Wersja demo jest dostępna na konsolach od nieco ponad miesiąca, a od zeszłej jesieni na PC, gdzie reakcje były zaskakująco pozytywne, zwłaszcza w porównaniu do wcześniejszych porażek serii. Jednym z faktów, które naprawdę rzuciły się w oczy, jest pochwała dla precyzyjnego sterowania w grze, co początkowo mnie sceptycznie podchodziło, ale mimo to mnie zaciekawiło, bo centralnym elementem Bubsy 4D jest speedrunning; Przechodzenie przez poziomy, by wspiąć się po globalnych rankingach. Po kilku poziomach uderzyło mnie, że ukończenie poziomu zajęło mi pełne 25 minut, by potem odkryć, że rekord świata wynosi nieco ponad dwie i pół minuty. Miałem czas, żeby pomyśleć: Co jest takiego fantastycznego w tych sterowaniach? Kilka godzin później, gdy skończyłem grę, wszystko się olśniło. To po prostu kwestia rzucenia się w wir, utrwalenia kombinacji przycisków w pamięci mięśniowej i odwagi na "puszczenie".
Jest tyle pozytywnych rzeczy do powiedzenia o sterowaniu, że chcę zacząć od samych podstaw: reakcja jest idealna. Bubsy potrafi się obracać na sześciopensach, wykonywać szybkie ataki w locie i płynnie szybować w powietrzu. Dodatkowo pojawiła się nowa umiejętność, w której rysie zwija się w kulkę i pędzi przez poziomy. Przyznaję, że potrzebowałem kilku restartów i serii przekleństw, zanim opanowałem system, ale gdy sterowanie staje się naturalne, gra naprawdę nabiera rozkwitu, a powrót do różnych planet sprawia fantastyczną przyjemność.
Po drodze możesz także kupić nowe umiejętności i skórki od kuzynów Terry'ego i Terri. Niektóre ulepszenia poprawiają wspinaczkę i skakanie, co zmienia całą dynamikę rozgrywki, a wybory kosmetyczne pozwalają dostosować wygląd Bubsy'ego lub nawet sprawić, by wyglądał dokładnie tak, jak go pamiętasz z dawnych lat. Poza tym Bubsy nie boi się łamać czwartej ściany. Komentuje wydarzenia dziejące się podczas gry, a nawet gdy zatrzymujesz lub wprowadzasz zmiany w menu gry. Jeśli wyłączysz jego dialogi, oskarża cię o cenzurę, a jeśli zatrzymasz się w niewłaściwym momencie, narzeka na twoje wyczucie czasu. Poza tym jest wiele innych ukrytych perełek, które możecie sami odkryć.
Pod względem wizualnym Fabraz wybrał cel-shading, który nadaje grze piękny, kreskówkowy charakter. To świetnie działa dla postaci i przeciwników, ale niestety nie tak dobrze dla środowisk, które zamieszkują. W pełni rozumiem, że gra z tak silnym naciskiem na speedrun musi stawiać na bezbłędną liczbę klatek na sekundę, ale gdy odbywa się to kosztem detali, to dla mnie minus. Światy są z pewnością kolorowe i urocze, ale momentami wydają się dość puste, ponieważ projekt poziomów jest otwarty z wieloma alternatywnymi ścieżkami dla przygódnych i wyraźnie oznaczonymi ścieżkami dla tych, którzy wolą grać bezpiecznie. Przygoda obejmuje także trzy unikalne planety wykonane odpowiednio z włóczki, kartonu falistej i śmieci. Każdy nowy świat wprowadza nowe wyzwania i wrogów, którzy zamieniają życie rysia w ciężką próbę.
Z biegiem lat zmęczyły mnie gry platformowe, które prowadzą gracza za rękę. Super Mario, na przykład, nie jest już tak bezlitosne jak na NES-ie, ale w Bubsy 4D szybko zrozumiałem, że Fabraz znalazł delikatną równowagę, lądując zdecydowanie po właściwej stronie skali wyzwań. Platformówka powinna być trudna, ale nie powinna powodować siwych włosów ani stresu pourazowego. Bywały momenty, gdy wyłączałem grę z czystego wyczerpania na tym poziomie trudności, ale gdy później wróciłem na ten sam poziom, mając lepsze zrozumienie sterowania, poczułem ogromną radość z tego, jak daleko zaszedłem. Mimo to gra nie jest całkowicie bezlitosna. Jest mnóstwo punktów zapisu w postaci pudełek dla kotów i rzadko trzeba powtarzać duże fragmenty, by wrócić. Jednak zanim opanujesz sterowanie na perfekcję, niektóre przeszkody mogą wydawać się niemal nie do pokonania.
Ustawienie opiera się na tradycyjnej platformówce, gdzie przechodzisz przez cztery lub pięć poziomów, a potem stajesz do walki z bossem. Moim zdaniem dobra walka z bossem to taka, która wymaga kilku prób, gdzie na początku ponosisz sromotną porażkę, ale z każdą kolejną próbą poznajesz wzorce bossa i znajdujesz drogę naprzód. Gdy boss w końcu upada, w sercu rozchodzi się niesamowicie satysfakcjonujące uczucie – i dokładnie tak jest tutaj. Bubsy 4D jest wymagająca w najlepszym tego słowa znaczeniu, a jednak niestety przygoda jest trochę krótka. Trzymam kciuki za przyszłe DLC, które dodają więcej światów, bo w sumie gra zajęła mi 4-5 godzin, a przy drugim przejściu większość graczy mogłaby łatwo stracić ten czas o połowę.
Podsumowywanie Bubsy 4D to znacznie przyjemniejsze zadanie, niż kiedykolwiek śmiałem się spodziewać. Oczywiście, krótki czas gry, czasem puste środowiska i kompromisy wizualne dla płynności animacji uniemożliwiają grze osiągnięcie najwyższych poziomów platformówek. Ale gdy sterowanie jest tam, gdzie powinno być, a ty pędzisz po ekranie z uśmiechem na twarzy, niedociągnięcia graficzne znikają. Fabraz osiągnął pozornie niemożliwe: usunęli stare źródło zażenowania i uczynili rudowłosego Bubsy'ego znów istotnym. Może nie jest to przełomowe i bezbłędne arcydzieło, ale jest naprawdę silnym, wymagającym i niesamowicie rozrywkowym klejnotem platformowym, który znacznie przewyższa oczekiwania. Dla siedmiolatka, który kiedyś westchnął z rozpaczą przed wypożyczalnią, to całkowite potwierdzenie ratunku. "Co mogłoby pójść nie tak?" Bubsy kiedyś zapytał siebie samego. Tym razem odpowiedź brzmi: zaskakująco niewiele.











