Carlos Alcaraz zastanawiał się nad zeszłorocznym wczesnym odpadnięciem z US Open, gdzie został pokonany przez Botica van de Zandschulpa w drugiej rundzie, jedną z najbardziej szokujących porażek w jego karierze, która miała miejsce wkrótce po utracie złotego medalu w Paryżu 2024. W tym roku, na tym samym etapie, Alcaraz był bezbłędny w swoim zwycięstwie nad Mattią Belluccim 6:1, 6:0, 6:3 w zaledwie godzinę i 36 minut i pozostaje nieprzełamany aż do pierwszego meczu z Reillym Opelką.
"Jeśli mam być szczery, myślałem o zeszłym roku, kiedy wszedłem na kort. Kilka złych myśli. Byłem zdenerwowany, myślałem: "Okej, nie chcę robić tego samego, co w zeszłym roku" – powiedział Hiszpan.
Może jego rywal, zajmujący 65. miejsce w światowym rankingu, nie był zbyt groźny, ale Alcaraz i tak wyznaczył sobie kilka celów, które powinien podążać od pierwszego do ostatniego punktu, wiedząc, jak czasami może być niekonsekwentny: "Cały czas być agresywnym. Brak wzlotów i upadków w meczu". Alcaraz wygrał 58% punktów po returnie przy pierwszym podaniu, co, jak mówi, jest czymś, nad czym trenował. "Jeśli wykonujesz naprawdę dobry return, ustawiasz się na pozycji atakującej, a ja naprawdę lubię być na pozycji ataku tak bardzo, jak tylko mogę".
Jego kolejnym rywalem w trzeciej rundzie US Open będzie inny Włoch, Luciano Darderi, sklasyfikowany na 34. miejscu, w którym po raz pierwszy się zmierzą.