Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
recenzje
Detroit: Become Human

Detroit: Become Human

Jaki będziemy mieć wybór w przyszłości zdominowanej przez technologię?

Oglądasz

Preview 10s
Next 10s
Reklama

Od kiedy Deckard Ridleya Scotta wzbudził w nas pytania o to, czy androidy śnią o elektrycznych owcach, idee dotyczące świadomości i sztucznie stworzonego życia są uważane za jedne z najbardziej porywających motywów sci-fi. Studio Quantic Dream, budując na fundamentach kładzionych przez lata, a ostatnio szczególnie na Heavy Rain i Beyond: Two Souls, w 2018 przedstawiło nam Detroit: Become Human, interaktywne doświadczenie kinematograficzne, które przenosi nas o 20 lat w przyszłość do świata balansującego nad przepaścią, w którym człowiek opanował technologię na tyle, by móc tworzyć na swoje usługi maszyny łudząco przypominające ludzi.

Wizja przyszłości przedstawiona przez studio jest na tyle zbliżona do naszej współczesnej rzeczywistości, że wydaje się być całkowicie prawdopodobną. Wydarzenia przeplatają się w trzech historiach z udziałem trzech androidów o różnym pochodzeniu, które muszą pogodzić się z budzącą się w nich samoświadomością. Podczas gdy zmagają się z pytaniami natury egzystencjalnej, sytuacja w świecie wokół nich się zaognia, a historia rozwija się poprzez narrację środowiskową; wiadomości informacyjne i czasopisma elektroniczne malują ponury obraz.

Niesamowita sceneria i perfekcyjna konstrukcja świata tworzą niezwykłe wprowadzenie do gry, przez pierwsze kilka godzin zastanawiamy się, czy mamy w rękach kolejnego zwykłego exclusive'a, ale potem Detroit nabiera rozpędu, a niektóre z tych pierwszych wrażeń zacierają się, gdy docieramy do sedna opowieści, gdzie wybór gracza - lub iluzja wyboru - grozi zaburzeniem wcześniejszego tempa narracji. Na szczęście tak się nie dzieje, nawet mimo kilku scen, które zdają się być nieco niedopracowane. Wkrótce jeden z naszych androidów, Markus, wygłasza porywające przemówienia do swoich syntetycznych sojuszników i przygotowuje się do szturmu na przysłowiową Bastylię - pomogliśmy zasiać ziarno buntu, ale być może nie wystarczyło czasu na zapuszczenie korzeni i prawdziwe uzasadnienie naszego wezwania do broni.

W grach takich jak Detroit quick time eventy (QTE) zawsze stają się obiektem krytyki i, przynajmniej dla niektórych osób, po prostu nie da się pominąć faktu, że tego rodzaju doświadczenia oferują bardzo niewiele w drodze do prawdziwej autonomii gracza. Najnowsza przygodówka Quantic Dream jest bezwstydnie filmowa, nie chodzi tu o pokonywanie bossów czy zadawanie serii ciosów krytycznych (choć zdarzają się też chwile frenetyczne, w których akcja jest wartka i szybka), satysfakcja raczej płynie z właściwego dokonywania wyborów, które jeszcze bardziej podnoszą walory filmowe gry. Gdy już się wciągniesz, co przekłada się na płynną akcję na ekranie, jest to naprawdę bardzo satysfakcjonujące.

Detroit: Become Human

Detroit to jednak nie tylko QTE, Quantic Dream udało się zręcznie wszystko połączyć. W grze pojawiają się sceny przesłuchań, pościgi, scenariusze walk oraz wiele opcji dialogowych. Poza tym dzięki funkcji, jaką studio dodało do świata gry, będziesz regularnie wywoływany do interakcji z obiektami za pomocą przesunięcia palcem po touchpadzie tutaj czy przechylenia analogowej gałki tam. Niektórzy pewnie będą uważać niektóre nieco bardziej trywialne działania za zbyteczne, ale ani przez chwilę nie mieliśmy poczucia, że za dużo tu niepotrzebnych akcji i większość interakcji sprawiała, że bardziej wczuwaliśmy się w historię.

Zostało zastosowanych kilka interesujących elementów mechaniki, które idealnie wpasowują się do scenerii. Opierając się na technologii rozszerzonej rzeczywistości (AR) obecnej również, gdy Norman Jayden badał sceny zbrodni w Heavy Rain, androidy w Detroit mogą przełączyć się na inne spektrum widzenia, w którym czas się zatrzymuje, a niektóre kluczowe miejsca są oflagowane. Najwięcej korzyści czerpie z tego łowca dewiantów, Connor, który analizując to, co odkrywa, zdobywa wskazówki do dalszego rozwoju historii. Bardziej interesujący jest mechanizm, który pozwala mu symulować zdarzenia na podstawie odkrytego materiału dowodowego, dzięki czemu może on wizualizować zdarzenia tak, jak prawdopodobnie miały one miejsce. Buntowniczy Markus ma jeszcze jedną sztuczkę, dzięki której może symulować swoje ruchy, dzięki czemu możemy zaplanować i wytyczyć jego drogę przez pełen trudności scenariusz, a następnie patrzeć, jak wykonuje ten plan działania do perfekcji. Jest to całkiem udane i intuicyjne, zamienia przyjemną zagadkę w filmowe doświadczenie, którym można się delektować.

Detroit: Become HumanDetroit: Become Human

W Detroit chodzi o emocje, często wyrażane za pomocą mechaniki, która definiuje relacje między spotykanymi postaciami. Gdy tylko wcielisz się w jednego z trzech bohaterów - Connora, Markusa czy Karę - dowiesz się, co myślą o tobie ludzie wokół, co jest użyteczną informacją przy podejmowaniu decyzji o konkretnym kierunku działania. Wszystkie trzy linie narracji są tematycznie powiązane, okazjonalnie się krzyżując, ale w przeważającej części są od siebie niezależne. Connor, na przykład, jest najwyższej klasy modelem, zaprogramowanym do polowania na zdeprawowane androidy, co krzyżuje jego drogi z Karą i Markusem. Kara to natomiast gospodyni domowa zbiegła od brutalnego właściciela, podczas gdy Markus staje się samoświadomy, a następnie dąży do zainspirowania do rewolucji i buntu wśród swoich syntetycznych braci.

Kilka postaci ma potencjał, aby wywrzeć duży wpływ w miarę postępu historii, ale Quantic Dream jest dobrze przygotowane na to, by pozwolić, aby zdarzyły się im złe rzeczy, co czasami zwiększa napięcie. Zawsze istnieje obawa, że jedno niewłaściwe posunięcie poskutkuje katastrofą, jednak trzeba by celowo ignorować oznaki jej nadejścia. Podczas pierwszego przejścia gry udało nam się utrzymać wszystkich przy życiu (powiedzmy), ale przy drugim z radością graliśmy na luzie, tracąc po drodze kilka kluczowych postaci. Jedna z nich, bohater niezależny (NPC) odgrywający dość ważną rolę, umarł niespodziewanie podczas sekwencji, której nie zdradzimy, a kolejny ciąg wydarzeń sprawił, że jeden z naszych głównych bohaterów przeszedł na wcześniejszą emeryturę. Kiedy zagłębiliśmy się jeszcze bardziej, odkryliśmy, że nawet głównych bohaterów można wyciąć z opowieści bardzo wcześnie, choć trzeba będzie naprawdę schrzanić, aby uzyskać tak katastrofalny efekt.

Detroit: Become HumanDetroit: Become Human
Detroit: Become HumanDetroit: Become Human
Detroit: Become HumanDetroit: Become HumanDetroit: Become Human