Echo Generation 2
Kontynuacja pięknie zaprojektowanej gry Echo Generation z 2021 roku już jest. Byliśmy zaskoczeni drastyczną zmianą gatunku, ale mimo to cieszyliśmy się z powrotu charakterystycznego stylu wizualnego.
Na przestrzeni lat powstało wiele gier, które pamiętamy być może przede wszystkim ze względu na ich charakterystyczny design. Niezależnie czy to krzykliwe kolory, piękne cel-shadingi czy retro piksele, te elementy wyraźnie kontrastują z tymi tytułami, które bardzo starają się pokazać bardziej technicznie imponujące i realistyczne środowiska. To właśnie ten charakterystyczny styl projektowania przychodzi mi na myśl, gdy myślę o przygodzie z 2021 roku znanej jako Echo Generation, nawet jeśli była to urocza gra fabularna, oferująca znacznie więcej niż tylko atrakcyjność wizualną.
Spielbergowska historia dorastania, czerpiąca inspiracje z The Goonies, E.T. i Stranger Things, dała nam ekscytującą przygodę, a wszystko to towarzyszyło cudownym, kanciastym wokselowym wzorem, który stanowił jej estetykę. Miała retro klimat, a jednocześnie była technicznie wzbogacona przez postępy w grafice, a temu połączeniu często trudno się oprzeć.
Nie będę tu długo rozpisywał, ale Echo Generation wspominam z sentymentem, więc byłem bardzo szczęśliwy, gdy w końcu pojawiła się kontynuacja. Ale już po godzinie zdałem sobie sprawę, że to zupełnie inna gra niż ta, którą jest następująca. Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego deweloperzy to zrobili, ale postaram się oddzielić moje rozczarowanie drastyczną zmianą gatunku i ocenić to takim, jakim naprawdę jest. Chociaż kontynuacja ma wiele wspólnego z poprzednikiem, w swojej istocie jest czymś wyjątkowym.
Ale zostawmy to na razie i skupmy się na bezpośrednim podobieństwie między nimi. Jeśli spojrzysz na zdjęcia, staje się jasne, o co mi chodzi; to właśnie oprawa wizualna przeniosła się z poprzednika do tej kontynuacji niczym wspólny motyw. Grafika jest oszałamiająca, piksele piękne wszędzie, gdzie jesteś, i nadają grze bardzo wyjątkowy styl. Wszystko to uczta dla oczu w najczystszej formie, a jedyne, czego naprawdę bym chciał, to nieco bardziej okazałe środowiska.
W Echo Generation 2 wiele środowisk to takie, które tak naprawdę nie uważam za zbyt interesujące. Jest tu wiele laboratoriów i ciemnych wnętrz, a to właśnie w tych rzadkich momentach, gdy jesteś na zewnątrz i gdy możesz podziwiać piękne panoramiczne widoki, naprawdę mnie fascynuje. Szkoda, że gra wydaje się trochę ograniczona i ograniczona, zarówno pod względem różnorodności środowisk, jak i punktu, do którego zaraz przejdziemy.
Przede wszystkim chcę jasno powiedzieć, że wtedy spodziewałem się zupełnie innej przygody, ale jak już mówiłem, byłoby niesprawiedliwe oceniać Echo Generation 2 za to, czym nie jest i za to, na co sam liczyłem. Kiedy zacząłem na to czekać, liczyłem na kontynuację, naturalną kontynuację, coś podobnego, ale bardziej rozwiniętego. Jako scenarzysta gier, oczywiście częścią pracy jest mieć całkiem dobre rozeznanie o tym, co nadchodzi, ale szczerze mówiąc, przegapiłem fakt, że kontynuacja nie była przygodową grą w stylu retro w tym samym duchu co pierwsza część. Zamiast tego rozwinęli tę grę w kreatora talii i usunęli wiele z tego, co czyniło pierwszą grę tak wyjątkową.
Jest tu kilka rzeczy wartych omówienia, ponieważ wciąż eksplorujesz różne środowiska i zdecydowanie istnieje nadrzędna narracja. Opowiada o losach czterech różnych postaci, które splatają się przeciwko kosmicznemu zagrożeniu, a pierwsze cztery rozdziały gry można przechodzić w dowolnej kolejności, a nawet można między nimi wskakiwać, jeśli chcesz.
Niestety, brakuje wyraźnego kontekstu. Trudno w ogóle zrozumieć postacie lub się nimi przejmować, i to mimo wprowadzenia i wyjaśnień, kim są. Mamy mężczyznę na biwaku z rodziną, dziewczynę uciekająca z laboratorium w być może najsilniejszym klimatzie Stranger Things w grze, łowcę nagród i jej psa towarzysza na statku kosmicznym, a potem zombie szukającego dziecka w bardzo wrogim krajobrazie.
Jednocześnie ekscytujące jest to, że gra jest tak tajemnicza i że jest tak dziwna w tak dużym stopniu. Biorąc pod uwagę, że próbowano stworzyć cztery odrębne historie, i tak chciałbym mieć trochę więcej niż dostałem, zwłaszcza po przejściu ich rozdziałów wprowadzających. Ale pomijając fabułę, główną rzeczą, o której chodzi w tej grze, jest wciąż walka. Następują one jedna po drugiej w zawrotnym tempie, a w grach gra w karty, zaczynając od kilku, a w miarę postępu przygody zbierasz kolejne. Postacie również awansują, co oznacza, że możesz odblokowywać umiejętności, takie jak możliwość zagrania kolejnych kart w każdej turze, a wszystko jest turowe, gdzie ty i przeciwnik robicie kolejne kolejne rundy. Warto zauważyć, że przeciwnicy nie grają kartami; Po prostu wyprowadzają ataki, które można otrzymywać nieco mniej, naciskając przycisk w odpowiednim momencie, a gdy przychodzi twoja kolej, zagrywasz karty, by zadawać obrażenia i pokonywać różne potwory w grze.
To nie jest szczególnie głęboki system, który nam się oferuje. Oczywiście jest opcja dostosowania talii dla maksymalnego efektu, by maksymalizować obrażenia za pomocą różnych efektów, takich jak pożar, trucizna i wszystkie klasyki, a także kilka kart dających zdrowie lub chroniących przed atakami potworów. Ogólnie rzecz biorąc, powiedziałbym, że to, co jest do zaoferowania, to swego rodzaju uproszczona wersja deck-buildera, i to nie czyni go nudnym, bo w połączeniu z fantastycznym designem wizualnym to właśnie te walki są najlepszą częścią gry. Jeśli lubisz turowe walki z grą w karty, to wciąż jest to zasadniczo zabawne.
Jest jednak kilka problemów. Poza tym, że całość jest trochę zbyt oszczędna pod względem różnych typów kart i ich efektów, zdarzają się sytuacje, gdy przede wszystkim twój poziom przeszkadza w pokonaniu przeciwnika, który po prostu może przyjąć dużo obrażeń. Czasem wystarczy przejrzeć swoją strategię i uczynić ją znacznie skuteczniejszą, ale czasem wystarczy awansować o jeden lub dwa poziomy, by mieć szansę na wygraną. Często oznacza to powrót do miejsca, gdzie są wrogowie, aby zdobyć kilka punktów doświadczenia. W jednym z większych obszarów gry było też tylko jedno miejsce, gdzie można to zrobić, a czasem konieczne cofanie się pojawia się na przykład, gdy uświadomisz sobie, że chcesz zbadać obszar nieco bliżej. To nie są ogromne środowiska, wręcz przeciwnie, ale i tak bywa to trochę żmudne bieganie tam i z powrotem przez mnóstwo ekranów, a mapa do podróżowania po prostu sprawiłaby, że wszystko byłoby płynniejsze.
Echo Generation 2 było, jak mam nadzieję zauważyć, ostatecznie zupełnie nie tym, czego się spodziewałem. Ale gdy pojawiły się napisy końcowe, starałem się skupić głównie na tym, co gra mi dała jako rodzaj doświadczenia. Moje rozczarowanie, że nie dostałem porządnej kontynuacji, która oferowałaby jeszcze bardziej epicką przygodę niż poprzednik, to jedno, ale tak już jest, a twórcy wybrali inną drogę. Jednak bardzo trudno jest pozbyć się tego uczucia. Ale gdyby to był naprawdę fenomenalny deck-builder, nie miałoby aż takiego znaczenia, że okazałoby się czymś innym, bo i tak byłaby to bardzo dobra gra. Niestety jednak w większości przypadków wydaje się to raczej niedopracowane. Walki szybko stają się powtarzalne i pozbawione głębi, cały wątek narracyjny wydaje się dość niejasny i, co najważniejsze, niezbyt interesujący. Więc choć w pełni akceptuję charakter tego typu gry, po prostu brakuje jej wystarczająco finezji i głębi, by osiągnąć większe wyżyny. Fakt, że jest też bardzo łatwa, jest wadą, bo gdy tylko zoptymalizujesz karty lub osiągniesz wymagany poziom, możesz pokonać przeciwników z największą łatwością. Po prostu nie ma mocnych stron, których tego typu gry potrzebuje pod względem wyzwania czy złożoności.
Jest tu kilka jasnych momentów, a wizualnie jest jednym z nich. Bardzo podoba mi się też typ walki, jaki oferuje gra, bo po prostu sprawia mi frajdę walka kartami. Ale mimo że te dwa czynniki błyszczą, Echo Generation 2 niestety przejdą do mnie jako jedno z większych rozczarowań roku.











