Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
recenzje
Etherborn

Etherborn - recenzja

Żyjemy po to, żeby umierać, a śmierć jest dopiero początkiem...

Etherborn

Etherborn to debiutancka produkcja czteroosobowego, hiszpańskiego studia Altered Matter, w której przyjdzie się nam wcielić... no właśnie, i tu zaczyna się największa zabawa związana tą grą. Tytuł jest niezwykle tajemniczy, a wypowiedzi narratorki, które słyszymy na początku każdego poziomu, tylko pogłębiają to uczucie niedopowiedzenia. Gra buduje przy tym niezwykłą i ciężką do podrobienia eteryczną otoczkę, pod którą skrywa się całkiem nieźle zaprojektowana rozgrywka.

I to ona zdaje się być w centrum Etherborn, bo choć przez cztery godziny, jakie spędziłem z produkcją Altered Matter, fabularna - choć w tym przypadku ciężko mówić o jakichś postaciach czy historii - część gry daje o sobie znać, to tak naprawdę nic z niej nie wynika. Tytuł można z czystym sumieniem określić mianem "filozoficznym" i podobnie, jak w przypadku The Talos Principle (chyba pierwsza głównonurtowa gra tego typu) ważne jest to, co zobaczy i zinterpretuje gracz. Trochę tak jakby twórcy mieli genialny pomysł na mechanikę w grze (zabawa grawitacją); mieli pomysł na warstwę artystyczną; ale nagle pojawił się problem - o czym w ogóle ta gra będzie?

Etherborn
Etherborn

"Hm, a może umieścimy tam trochę filozoficznej paplaniny o początku i końcu człowieka?". Szczerze powiedziawszy ta filozoficzna paplanina naprawdę się sprawdza, a wraz z kolejnymi poziomami i wyjaśnieniami narratorki, powoli można zacząć się domyślać, że ludzkość znalazła się u progu czegoś nowego; czegoś, co ją przerosło. Lub wręcz przeciwnie, wyniosło na zupełnie nowy poziom, którego nie jesteśmy w stanie objąć naszymi prostymi umysłami.

Ciekawie pod tym względem wypada postać, którą się poruszamy - bezimienny, beztwarzowy, bezpłciowy, niemy, humanoidalny byt. Od razu skojarzyło mi się to z próbą przedstawienia człowieka na samym początku dziejów, który sam jeszcze nie wie kim jest i jakie jest jego zadanie - w zasadzie po tych kilku tysiącach lat dalej nie wiele zmieniło się pod tym względem. Umie chodzić, umie skakać i umie też wykorzystać grawitację na swoją korzyść, choć prawdopodobnie nie wie czym ona tak naprawdę jest. Wie też, że dziwne, świecące kulki, na które natrafia co jakiś czas, może wykorzystać na specjalnych platformach, by zadziały się jakieś "rzeczy", a on mógł kontynuować swoją podróż.

Etherborn
Etherborn

Na początku stwierdziłem, że może w pewnym sensie to jakieś nawiązanie do Biblii. Pojawia się jakaś nie ukształtowana - jakby na wczesnym etapie produkcji - forma człowieka, która wymknęła się swojemu stwórcy i próbuje odnaleźć się w tym wielkim, niezrozumiałym dla niej świecie. Jest też Drzewo, będące formę huba, po którym przemieszczając się, trafiamy na kolejne poziomy. Dość jasne odwołanie do Księgi Rodzaju i Drzewa Życia, choć Joanna Pamięta-Borkowska (pozdrawiam!) z Polygamii słusznie zauważyła, że może też chodzić o Qliphoth, czyli demoniczne drzewo. Wszystko zależy od tego jak zinterpretujemy całą grę - czy jest ona o początku czy końcu. Zakończenie nie daje na to jasnej odpowiedzi; ostatnia scena, w której postać biegnie przez limbo ku światłu może oznaczać jednocześnie życie i śmierć. W końcu żyjemy po to żeby umierać, a według wielu kultur i mitologii (w tym chrześcijańskiej) śmierć jest dopiero początkiem, zapowiedzią całkowicie nowego życia.

Etherborn
Etherborn
Etherborn
Etherborn
Etherborn
Etherborn