Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake
Kiedy nie zmagasz się z ociężałymi sterowaniami, Fatal Frame II: The Crimson Butterfly Remake to klimatyczna opowieść o duchach z motywem przewodnim.
Muszę przyznać, że byłem trochę niepewny, gdy pierwszy raz usiadłem do gry w remake Fatal Frame II: The Crimson Butterfly. Oryginał, w który nigdy nie zagrałem, ma niemal mityczny status jednej z najstraszniejszych gier w historii. Neil Druckmann powiedział MCV w 2015 roku, że uważa go za "najstraszniejsze doświadczenie w jakimkolwiek medium", a zapowiedzi sprzed miesiąca mocno sugerowały, że remake jest równie przerażający.
Ale strach to dziwna rzecz. Podobnie jak humor, jest niezwykle subiektywny, a w porównaniu z zeszłorocznym Silent Hill f, które naprawdę mnie irytowało, nigdy nie uważałem wioski Minakami i jej duchów za szczególnie przerażającą. Częściowo dlatego, że przezroczyste duchy nie są moimi wrażliwymi punktami, ale także dlatego, że centralna mechanika gry, gdzie używasz tajemniczej kamery do egzorcyzmów duchów, zahartowała mnie, dosłownie zmuszając do stawienia czoła swoim lękom.
Ale cofnijmy się trochę. Porównanie do Silent Hill f jest dla mnie oczywiste. Gdy seria Fatal Frame zadebiutowała w 2001 roku, jej słynniejsi krewni, Resident Evil i Silent Hill, dawno już osiedlili się w większych i mniejszych amerykańskich miastach i czerpali inspirację z zachodniego horroru w postaci Romero i Lyncha. Fatal Frame natomiast to czysty horror J-horror od początku do końca, skupiając się na japońskim folklorze i małych społecznościach wiejskich, co również odniosło wielki sukces w Silent Hill f, jako pierwsza część serii.
Dlatego trudno nie mieć na myśli genialnej gry Konami, a na początku nie jest to porównanie, które dobrze sprawdza się w remake'u Koei Tecmo. Podczas gdy Silent Hill F skutecznie określił scenę i elegancko przedstawił sytuację Hinako, sposób, w jaki bliźniaczki Mio i Mayu zostają wprowadzone do nawiedzonej wioski Minakami, wydaje się mylący, bo nie poznajemy ich tak naprawdę, zanim nagle znajdą się w środku konfliktu z tajnymi rytuałami i klasycznymi ofiarami dziewic.
Ale nawet jeśli początek mnie nie porwał, historia powoli, ale nieuchronnie wciągała mnie coraz głębiej pod powierzchnię wioski, by odkryć fascynujące sekrety, które skrywa Minakami. Przerywniki filmowe są przyznając, że zbyt sztywno skonstruowane, by naprawdę służyć jako dramatyczne kulminacje, ale mimo to fabuła nadal działa.
Dość szybko dowiadujemy się, co się dzieje, po czym warstwy są zdejmowane w rozsądnym tempie. Działa, ponieważ znasz swój cel i ogólny kontekst, ale jednocześnie jesteś ciekawy, by zagłębić się w szczegóły i uzyskać konkretne odpowiedzi na rzeczy, które początkowo są tylko mgliste aluzje.
Dlaczego Mayu niemal zostaje wyciągnięta z małego strumienia, gdzie ją spotykamy, do miasta widmów? Czy jest opętana przez ducha? Jaki rytuał odbywa się w mieście? Przed czym ma go chronić? I wreszcie, co poszło nie tak, skoro populacja Minakami składa się teraz niemal wyłącznie z duchów?
Jest tu mnóstwo fascynującego mistycyzmu i przerażającego okultyzmu, ale także powracający wątek tematyczny, gdzie dualizm jest w centrum uwagi. Pod tym względem mitologia i opowiadanie historii mocno opierają się na Silent Hill, a ogólny ton jest również bardzo podobny do Silent Hill. Traumy są wykopywane i przepracowywane, nie oczekuj, że humor rozluźni atmosferę. To ma boleć.
Jako miejsce akcji Minakami odzwierciedla to w doskonały sposób. Zaniedbany i spowity ciemnością, wydaje się zaprojektowany tak, by wyssać szczęście z każdego, kto go odwiedza, ale gdy księżyc wyłania się i oświetla trzciny na polu, dostrzegasz małe przebłyski piękna, jakim kiedyś było miasto. To, czego brakuje rozmiarem, nadrabia bogatymi detalami, zwłaszcza gdy wchodzisz do budynków od małych chat po ogromne rezydencje. Dom Kurosawy robi szczególne wrażenie dzięki równie złożonej i wiarygodnej architekturze, gdzie otwierają się skróty, a zbyt rozbudowane mechanizmy tworzą zagadki, jakich można by się spodziewać po Resident Evil czy Silent Hill.
Wspominałem o tych dwóch seriach kilka razy, a Fatal Frame II: The Crimson Butterfly Remake doskonale wpisuje się w klasyczną tradycję survival horroru, z którą są kojarzone dwie bardziej znane serie. Droga do prawdy jest wybrukowana mieszanką eksploracji, rozwiązywania zagadek i walki, ale podczas gdy pierwsze dwa elementy działają zgodnie z gatunkiem, to właśnie w tym drugim Fatal Frame II: The Crimson Butterfly Remake podąża własną drogą.
Na początku gry Mio znajduje dziwną kamerę, Camera Obscura, która okazuje się rozpraszać duchy, robiąc im zdjęcia. Nieostre zdjęcia pośladków ducha nie wyrządzają większych szkód, a ostre zbliżenie twarzy szybko przenosi złego widma do następnego życia. To zmusza cię do zbliżenia się do swoich lęków, co może wydawać się przerażające, ale u mnie szybko doprowadziło do znieczulenia z powodu częstego narażania się na niego. Jak wszyscy wiemy, najstraszniejsze rzeczy są te, których nie widzisz, a choć duchy są przezroczyste, to nie wystarcza, by utrzymać je straszne. Wyjątkiem jest niezniszczalny Kusabi, stworzenie zrodzone z intensywnego cierpienia, które od czasu do czasu goni cię w klasyczny sposób. Jak zawsze, wprowadzenie wroga, którego nie da się pozbyć, działa dobrze, ale chciałbym, żeby sekwencje ucieczki nie były tak proste.
W istocie system walki oparty na kamerze jest mniej ezoteryczny, niż mogłoby się wydawać, bo nadal polega na celowaniu i strzelaniu, a najlepiej o trafianiu w głowę. Różne typy filmów i filtrów to w zasadzie różne rodzaje broni. Mimo to to wciąż świeży sposób na budowanie systemu walki i jest tu wiele elementów do rozważenia. Na przykład niektóre typy filmów przeładowują się szybciej niż inne, a jeśli masz odwagę zrobić zdjęcie w ostatniej chwili, zadaje dodatkowe obrażenia. Chociaż uważam, że walki czasem ciągną się trochę za długo, byłem zaskoczony, jak satysfakcjonujące może być otwieranie ducha na serię "darmowych" ataków, które nie wymagają ani filmu, ani przeładowania, a kamera to muzyczny zabieg muzyczny, bo duchy oczywiście nie potrafią. Zostaje uszkodzony w normalny sposób.
Camera Obscura jest przydatna także poza walką, ponieważ wspomniane filtry mają specjalną funkcję. Jeden z nich, na przykład, może otworzyć tajne przejścia, jeśli odtworzysz konkretny obraz, podczas gdy inny może widzieć przez ściany i ujawniać duchy, zanim cię zobaczą. W ten sposób kamera jest wpleciona niemal we wszystko, co robisz – walkę, rozwiązywanie zagadek i eksplorację – i staje się fundamentem, a nie tylko sztuczką, którą mogłaby być w mniej doświadczonych rękach.
Z tego, co widzę, funkcja kamery jest bardzo podobna do oryginału, ale Koei Tecmo odszedł od statycznych kątów na rzecz nowoczesnej perspektywy "zza ramienia" i wprowadził możliwość prowadzenia Mayu za rękę. Powinno to być zawarte w oryginale, ale twórcom nie udało się wtedy poprawnie tego uruchomić. Mówiąc bardzo surowo, powiedziałbym, że nadal nie potrafią tego zrobić. Uwielbiam ten pomysł, który przypomina ICO, ale jestem mniej entuzjastycznie nastawiony do realizacji. Pozwól, że podam przykład. Gdy Mayu wychodzi z kryjówki, okazuje się, że jest spokojniejsza z nich, co powoduje długie oczekiwanie, a gdy w końcu chwytasz ją za rękę, często trzeba je niezdarnie obracać. Ogólnie sterowanie jest toporne, być może dlatego, że animacji jest po prostu zbyt wiele, co sprawia, że gra jest mniej responsywna, niż można by się spodziewać.
Jeśli mogę ponownie wprowadzić Silent Hill f do dyskusji, Hinako nie miała wagi, ale nigdy nie miałem problemu z jej kontrolą. Czasem tu tak robię, mimo że moje czynności są dość podstawowe. W obronie Fatal Frame II: The Crimson Butterfly Remake prawie nigdy nie są toporne sterowanie, które prowadzi do ekranu końca gry, ale byłoby miło, gdyby eksploracja Minakami była choć trochę lepsza. Byłoby też miło, gdyby stan techniczny był trochę bardziej solidny. Liczba klatek na sekundę jest dość niestabilna, a mimo że grałem na PlayStation 5, gra zaskakująco wolno ładowała zapisane zapisy przy starcie i po śmierci.
Zacząłem od nerdowskiego, skromnego przechwalania, że Fatal Frame II: The Crimson Butterfly Remake przestraszył mnie mniej, niż się obawiałem (miałem nadzieję?), ale pozwólcie, że powiem na margines, że wciąż ma kilka dobrych sztuczek w zanadrzu. Kiedy powoli (tutaj działa powolne tempo) otwierasz drzwi i spotykasz kobietę z głową na wpół odciętą, twoje ciało drży, a potem przeklęte miasto w całej swojej pustkowi staje się przerażającym miejscem do przebywania.
Szkoda, że Koei Tecmo nie dopracowało trochę sterowania i tempa, bo trochę irytujące jest czekać 10 sekund, aż Mayu powoli przejdzie przez swoje animacje albo być zmuszonym do pięciominutowego pojedynku kamery, bo nie było wystarczająco dużo dobrych taśm filmowych. W takich momentach Fatal Frame II: The Crimson Butterfly Remake jest bardziej nudny niż straszny. Mimo to oferuje wciągający świat, atmosferę i fabułę. Los Minakami i jego mieszkańców jest tragiczny, ale fascynujący, co jest rozwijane w nowych historiach pobocznych, które tylko wzmacniają narrację. Fatal Frame II: The Crimson Butterfly Remake ma swoje wady, ale potrafi też pokazać niedoświadczonemu graczowi, takim jak ja, dlaczego seria zasłużyła na swoje miejsce w historii horroru, nawet jeśli nie dorównuje najnowszym tytułom swoich słynnych krewnych.





