High Fructose (Wczesny dostęp)
W roli wściekłego lisa ninja, Joel siekał mordercze owoce nie do poznania. Czy to doświadczenie było okropne, czy owocne? Tutaj opowiada nam więcej...
Sałatka owocowa jest smaczna. To – właściwie – jedna z moich ulubionych sałatek, powiedziałbym. Ale aby sałatka tylko owocowa działała, owoce muszą być starannie dobrane, drobno pokrojone i mieć odpowiednią ilość zarówno kwasowości, jak i słodyczy. Dobra sałatka owocowa jest wspaniała – ale High Fructose jeszcze nie jest tą sałatką, potrzebuje jeszcze kilku obrotów w kuchni, zanim stanie się sałatką godną prawdziwego konesera owoców.
Sałatka to, sałatka tamto – na tym poprzestańmy, bo to naprawdę nie ma nic wspólnego z grą. High Fructose to roguelite oparty na ruchu, który bawi się koncepcją starej, dobrej gry Fruit Ninja. Tu gramy dosłownie jako ninja owocowy. Wyposażony w straszliwie (hehe) ostrą katanę, lis Tsuyoi lata przez powietrze dzięki pomocy podwójnych skoków, skoków po ścianach i pędów w zwolnionym tempie. A wszystko to, podczas gdy wściekłe truskawki, wężowe banany, toczące się kokosy i latające dynie robią wszystko, by zabić lisa.
W międzyczasie musisz także wykonywać przepisy, takie jak "Truskawkowy Dżem", który nagradza cię trochę HP po posiekaniu trzech truskawkowych przeciwników na maź. Jest mnóstwo różnych przepisów z różnymi wzmocnieniami i nagrodami. Ważne jest jednak, by pamiętać, by zmieniać przepisy w trakcie rundy – inaczej stracisz bonus, a tego nie chcesz.
Zdecydowanie fajny pomysł. Jest kolorowy, dobrze się gra i dobrze wygląda. Muzyka też jest w porządku – choć po pewnym czasie robi się trochę męcząca i powtarzalna. High Fructose zdecydowanie może być czymś – bo ma solidny kręgosłup, który może przeprowadzić go przez etap Wczesnego Dostępu i rozkwitnąć w drzewo, które faktycznie przynosi owoce. Ale teraz bardziej przypomina to jabłon, którą zasadziłeś zeszłej wiosny, a jelenie przegryzły ją do niepoznania.
Ścieżki w High Fructose są generowane proceduralnie. To zdecydowanie dobry pomysł, ale gdy gra tak bardzo polega na tym, że biegasz po ścianach, pędząc tam i podwójnie skacząc, to trochę zawodzi. Trasy wydają się źle przemyślane, nie tylko dlatego, że nie są ręcznie budowane, ale także dlatego, że są tak pionowe, gdy 96% wszystkich wrogów leży na ziemi. Gra tego typu zyskałaby na jaśniejszym układzie i projektowaniu tras, prostych i przejrzystych.
Jeszcze trochę smutne jest to, że katana to jedyna broń, którą faktycznie masz przyjemność kontrolować. Resztę broni odblokowujesz automatycznie – albo przez robota, który cię śledzi, albo przez zamontowanie jej z boku pola widzenia. Podejrzewam, że twórcy przyjrzeli się trochę Vampire Hunters i temu, jak radziło sobie z nadmierną ilością różnych broni naraz – ale tutaj nie daje to takiej satysfakcji. Pozostałe bronie to po prostu coś, co jest na obrzeżach i nie trzeba o tym myśleć. Jest tu wiele fajnych broni, od starych dobrych AK-47 po karabiny panda, ale szkoda, że nie czułbyś się bardziej zaangażowany w ich użycie.
Mam też mały problem z poziomem trudności tej gry. To jest... dziwne. Trudno dokładnie określić, co nie działa, ale podejrzewam, że ma to związek z liczbą przeciwników pojawiających się na późniejszych trasach gry. Bieganie po ziemi i próba zabijania ich ręcznie jest po prostu zapomniane – bo zanim zdążysz powiedzieć "sałatka owocowa", jesteś otoczony i otrzymujesz obrażenia ze wszystkich stron. Jedynym skutecznym przepisem jest trzymanie się z daleka, z dystansu, i czekanie, aż broń automatyczna wykona swoje zadanie. To wcale nie jest zabawne. Do tego dochodzi fakt, że ziemia jest gęsta od lawy, więc widać, że ninja parkour to jedyny sposób na sukces.
Warto pamiętać, że to tytuł w Early Access, ale gra jest trochę zbyt pusta w zawartości. Jest tylko jedna grywalna postać i osiem pól do przejścia. Oczywiście będzie ich więcej, ale w chwili pisania tego nie mogę polecić ze względu na jakiś nadmiar treści.
Fabuła tkwi gdzieś w tym dość chaotycznym gagu z owocami i dotyczy superbohaterskich zwierząt walczących ze złymi owocami. Działa, zdecydowanie, ale nie zdobędzie żadnej nagrody BAFTA za najlepszą narrację. Nie musi tak być, ale elementy fabularne w grze sprawiają wrażenie wymuszonego wydmuchiwania i wolałbym, żeby wysiłek włożony w to był bardziej przyjemny rozgrywka.
Nie wspominając o tym, że jest to gra, która wciąż jest w fazie rozwoju. W obecnym stanie nie mogę nikomu polecić High Fructose. Ale daj deweloperowi, Chazak Games, kilka lat w warsztacie, a myślę, że mogą to odwrócić i zrobić z High Fructose coś naprawdę fajnego. Bo ma atrakcyjny styl, ciekawą koncepcję i dobrą ruchliwość, które są psute tylko przez fakt, że tory nie są do końca na poziomie. Może być dobrze, jasne, ale teraz? Ma zbyt wiele minusów, gdzie wspomniane proceduralnie generowane trasy, dziwny poziom trudności, niezdarne obsługiwanie broni i skąpa zawartość zbyt mocno obniżają wrażenie – niestety.




