High on Life 2
Pierwsza była niczym szczególnym. Ale jak poszło tym razem? Czy Squanch Games posłuchało krytyki i stworzyło lepszą grę? Joel się dowiedział...
Po kilku wyczerpujących dniach tęskniłem za odpoczynkiem. Cały dzień grania w gry wideo? Tak, dlaczego nie? Cóż, rozciągałem się, gotowałem, wyprowadzałem psa i opiekowałem się dziećmi, ze wszystkim, co się z tym wiąże. Ale przez większość dnia walczyłem, harował i walczyłem, żeby recenzja High on Life 2 została opublikowana na czas. Nie zrozumcie mnie źle, nie byłem zmuszany, nie było na mnie żadnej presji, ale nie planowałem, że tak to się skończy. Po prostu otrzymaliśmy kod bardzo późno i nie zawsze wszystko układa się zgodnie z planem, ale na szczęście dla tych, którzy chcą wiedzieć, czy High on Life 2 jest dobre, czy złe, tym razem wyszło dobrze.
Dodam też, że wciągnęłam się w tę grę. Nie byłem przygotowany na to, jak bardzo będę się z tego bawił. Pierwszej grze przyznałyśmy skromną ocenę, a ta jest właściwie dwa razy lepsza. Squanch Games przyjęło krytykę, wyśmiewało się i stworzyło produkt, który pod każdym względem przewyższa pierwszą część. Przyznam, że obawiałem się, że to będzie kompletna klapa. Więc wcale nie skończyło się to tak źle.
Grałeś w pierwszą część? Cierpiała na dość oczywiste problemy, z których największymi były brak różnorodności, liniowe poziomy, zmęczony/powtarzalny humor, toporne sterowanie i nudne walki z bossami. Dla mnie największą piętą achillesową był humor – co było trochę zaskakujące, bo naprawdę doceniam humor Roilanda i widziałem oraz cieszyłem się większością jego twórczości. Jeśli żyłeś pod kamieniem, Justin Roiland jest twórcą Ricka i Morty'ego oraz serialu Netflixa Solar Opposites. To bardzo wyjątkowy rodzaj humoru. Nie szczególnie sprytne, ale bardziej odważne i opierające się na odpowiedniej ilości efektu szoku. Podczas prac nad pierwszą grą był szefem w Squanch Games, ale teraz, w znacznie ulepszonej kontynuacji, jego nieobecność jest widoczna. Nie mogę powiedzieć, że to jest czynnik wpływający na lepszą grę – ale mam swoje podejrzenia.
Wciąż ma ten typowy humor Ricka i Morty'ego, ale wszystko jest bardziej stonowane. DNA Roilanda wciąż jest obecne, ale gdy pierwsza gra jest już za nim, twórcy zachowali ostrożność. To nigdy nie robi się nużące. Nie zawsze jest to też zabawne i nie śmiejesz się ciągle – ale znacznie częściej niż pamiętam, że śmiałem się w pierwszej części. To po prostu bardzo dopracowany scenariusz, w którym starannie dobrano odpowiednią ilość materiału źródłowego, by filiżanka nie przelała się za bardzo.
O czym jest ta gra? Cóż, gra kontynuuje tam, gdzie skończyła się pierwsza gra. Jako najlepszy łowca nagród na świecie – człowiek, który obalił organizację wykorzystującą ludzkość do produkcji obcych narkotyków – przechodzisz od życia pełnego występów w telewizji, teleturniejów, nowych nagród i ogólnie celebryckiego stylu życia do ponownego stając się jedną z najbardziej poszukiwanych osób na świecie. Sytuacja idzie nie tak, gdy twoja siostra, która zmieniła zawód i zaangażowała się w organizacje praw zwierząt, pojawia się jako twoja kolejna nagroda. Zdała sobie sprawę, że Rhea Pharmaceuticals ma takie same plany jak G3 w pierwszej grze – chcą zalegalizować użycie ludzi w produkcji leków – i ta informacja prowadzi do wypisania nagrody za jej głowę.
Skoro mówimy o twojej siostrze, robisz to, czego łowca nagród nigdy nie powinien robić – zabijasz innych łowców. Zamiast używać przydomka "G3 killer", zmienia się to w mgnieniu oka i teraz jesteś znany jako "Outlaw". Wszyscy łowcy nagród we wszechświecie teraz cię ścigają, więc ty i twoja banda musicie się ukryć, zaplanować, dowiedzieć się, kto za tym wszystkim stoi, i uratować ludzkość po raz drugi.
Pierwszy boss gry – jaszczurkopodobny gad jeżdżący na deskorolce, który chce zdobyć nagrodę pieniężną na twoją głowę – to konieczność jednej z absolutnie najlepszych części gry. Po walce z dość nieoczekiwanym wynikiem, jego ukochana plansza trafia w twoje ręce. Zamiast biegać, resztę gry spędzisz na deskorolce, a Squanch Games naprawdę świetnie sobie tu poradziło. Podróżowanie po dużych poziomach gry jest naprawdę fajne. Słychać dźwięk kółek deskorolki uderzających o ziemię, a także poczucie prędkości. Zawsze jest mnóstwo ramp, poręczy do grindowania i ścian do jazdy, a gdy już się tego nauczysz, będziesz latać po mapie jak maszyna do zabijania na kołach. Świat w High on Life 2 jest wyraźnie zaprojektowany pod twoją planszę, abyś miał możliwość z niego korzystać. To naprawdę, naprawdę fajne. Squanch Games przyjęło elementy wyraźnie inspirowane Tonym Hawkiem – są nawet litery "skate" do kolekcjonowania na całym świecie, a także można kupić nowe deski, taśmy do chwytu i kółka w nowych kolorach.
Ale co jeszcze nowego? Od pierwszej gry są Knifey, Sweezy i Gus. To znaczy: nóż, pistolet i strzelba. Jak wiesz, "Gatlianie" to żywe bronie, które towarzyszą ci podczas przygody i służą jako narzędzia ułatwiające zabijanie. Tym razem pojawia się wielu nowych towarzyszy broni, którzy dołączają do twojego arsenału, a nie zdradzając zbyt wiele, należą do nich Travis – pistolet, dość smutny mężczyzna w średnim wieku, który właśnie został porzucony przez żonę; Bowey, kusza, który wygląda jak Jar-jar Binks; i Jeppy, twój przyrodni brat. Tak, masz brata, który jest w połowie człowiekiem, a w połowie "gatlianinem", i pojawia się w drugiej połowie przygody. Jest ich więcej, ale musisz je sam odkryć.
Wszystkie twoje bronie mają specjalne zdolności. Sweezy potrafi wystrzelić "kulę", która zatrzymuje czas, a Gus może wciągać wszystko i strzelać w coś w rodzaju metalowego frisbee – tak jak w pierwszej grze. Travis strzela granatami, które rzucają wrogami i innymi przedmiotami w powietrze, a ty możesz dalej strzelać i żonglować nimi jak w jakimś makabrycznym cyrku. Bowey może otwierać portale do innego wymiaru i strzelać w ukryte przyciski. Ogólnie rzecz biorąc, łączy je to, że umiejętności są pomocne, przemyślane i naturalne w użyciu. Nie ma niepotrzebnego wypełnienia, co oczywiście jest pozytywne.
W grze masz pięć różnych celów do wykonania, zanim zmierzysz się z ostatnim bossem. Wspólnym mianownikiem jest Rhea Pharma oraz produkcja tabletek Humansa. Układ jest w dużej mierze taki sam jak w pierwszej części, ale jeśli przyjrzeć się bliżej, jest kilka różnic. Jest duża różnorodność między różnymi sekcjami i nie męczy się grą tylko dlatego, że powtarza ten sam schemat w kółko. Walki z bossami nie są szczególnie genialne, ale są znacznie bardziej wciągające niż w pierwszej części. Kilka z nich jest naprawdę zabawnych, łamiąc czwartą ścianę i zapewniając świetną rozrywkę. Squanch Games zrobiło w tym tym względzie duże postępy, co widać po obejrzeniu napisów końcowych po około dziesięciu godzinach.
Warto zaznaczyć, że jest tam zawartość do czerpania znacznie więcej niż dziesięć godzin, które spędziłem grałem. Chociaż nie jest to całkowicie otwarty świat, układ jest podobny do tego z Outer Worlds 2. Bardzo duże i otwarte światy z dobrą różnorodnością środowiskową na planecie pierścieniowej, na której się znajdujesz. Jest mnóstwo różnych ukrytych przedmiotów i zabawnych interakcji z NPC-ami do odkrycia dla tych, którzy chcą więcej, a gdy tak fajnie jest poruszać się po planszy w High on Life 2, to naprawdę polecam.
Technicznie rzecz biorąc, zaczęło się to bardzo złowieszczo. Gra hakowała, zawieszała się i ogólnie źle się zachowywała. Poinformowałem resztę zespołu redakcyjnego, że jest to bardzo słabo zoptymalizowane i że każdy, kto chce zagrać, powinien poczekać przynajmniej na kilka patchy – ale potem zrozumiałem, że większość z tego to moja wina. Uruchomiłem grę, zanim wszystko się załadowało. Gdy zrestartowałem po zainstalowaniu 100% plików, zobaczyłem znacznie, znacznie płynniejszą grę, która działa w większości dobrze. Jest kilka momentów gry, które nadal nie działają zbyt dobrze, a kilka razy utknąłem przez błędy i musiałem zacząć od nowa. Myślę, że gra zawiesiła się tylko raz, ale to w ogóle nie powinno się zdarzyć. Wymaga tylko odrobiny dopracowania, ale nie jest katastrofą i zdecydowanie nie przeszkadza w rozrywce.
Jak wspomniałem wcześniej, scenariusz gry jest lepszy i wcale nie jest męcząca dla uszu i umysłu, jeśli chodzi o powtarzalny humor. Jeśli nadal uważasz, że to za dużo, możesz dostosować, jak bardzo chcesz, by twoje bronie, a nawet przeciwnicy mówili. Nic nie zmieniłem i tym razem nie miałem żadnych problemów – ale wszyscy jesteśmy inni, więc dobrze, że taka opcja jest. To pokazuje, że naprawdę wysłuchali krytyki, którą otrzymali. Jest to również używane dość swobodnie przynajmniej kilka razy w grze. W Squanch Games jest dużo swobody.
Jest
Jedną z rzeczy, które High on Life zrobiło naprawdę dobrze, był jego projekt. Była stylowa, dobrze zaprojektowana i miała unikalną estetykę. High on Life 2 kontynuuje ten sam styl i momentami wygląda bardzo ładnie – ale podejrzewam, że większe światy sprawiły, iż trzeba było ograniczyć detale, bo jeśli przyjrzeć się uważnie, często zobaczysz nieco problematyczne tekstury i cienie, które nie do końca działają tak, jak powinny. Jak mówiłem, mają jeszcze trochę drogi do zrobienia, a High on Life 2 skorzystaliby na kilku dodatkowych miesiącach w warsztacie. Ale to nie katastrofa i nadal warto poświęcić cenny czas. Powinienem wspomnieć, że muzyka w grze jest dość anonimowa i niezbyt zapadająca w pamięć – pejzaż dźwiękowy skupia się bardziej na otoczeniu, dialogach oraz dźwiękach eksplozji i chaosu. Działa i nie ma na co narzekać.
Poza tym gra jest pełna zabawnych detali, easter eggów oraz hołdów/drwin z innych serii. Jest tyle do odkrycia, że radzę nie robić tak jak ja i nie pędzić przez grę, lecz nie spieszyć się, cieszyć się wszystkimi szczegółami i chłonąć atmosferę. Warto, bo Squanch naprawdę świetnie sobie poradził i pokazuje swoją miłość do medium gier.
High on Life 2 to dobra gra. To nie jest arcydzieło, ale robi wszystko, co jego poprzednik, i jeszcze więcej. Ma za dużo błędów i wymaga trochę dopracowania, ale to nic poważnego, a jeśli nie możesz się doczekać, żeby zacząć grać, nie będę próbował ci tego przeszkadzać. Moje obawy dotyczące tej gry okazały się bezpodstawne, co jako entuzjasta Roilanda bardzo mnie cieszy. Jak już mówiłem, mimo że twórca Rick and Morty nie jest zaangażowany w prowadzenie Squanch Games, zostawił po sobie swoje DNA i wyraźnie przenika ono ono wciąż rozwój gry tam. A to jest coś, co albo kochasz, albo nienawidzisz. Podoba mi się i lubię High on Life 2.
















