Polski
Gamereactor
recenzje
Hyrule Warriors: Age of Calamity

Hyrule Warriors: Age of Calamity

Seria Hyrule Warriors powraca, tym razem przedstawiając wydarzenia, które doprowadziły do upadku Hyrule w Breath of the Wild.

Oglądasz

Preview 10s
Next 10s
Reklamy

Oglądasz

Preview 10s
Next 10s
Reklamy

Hyrule Warriors: Age of Calamity to mniej musou, a bardziej Zelda, dzięki czemu okazuje się być znacznie lepszą grą, niż można by oczekiwać, zwłaszcza w porównaniu do oryginalnego Hyrule Warriors z 2014 roku. Pierwsza odsłona serii zadebiutowała na Wii U (później na 3DS-ie, a jeszcze później na Nintendo Switch) i stanowiła eksperymentalny crossover Dynasty Warriors ze znanymi koncepcjami i postaciami z Zeldy. Tegoroczna iteracja jest przemyślanym, skoncentrowanym, wspólnym wysiłkiem Tecmo Koei i Nintendo. To świetna przygoda z własnym stylem rozgrywki i własną narracją. I choć początkowo właśnie byłem przekonany, że to ta druga okaże się tutaj głównym filarem zabawy, zaskakująco dobre mechaniki naprawdę zdołały przekształcić zużytą już formułę w bardzo fascynujące doświadczenie.

Oczywiście przeżycie tragicznych wydarzeń toczących się wiek przed Breath of the Wild, które doprowadziły do upadku Hyrule i stuletniej sjesty Linka, samo w sobie jest ciekawostką, z kolei rozgrywka „bohater kontra tłum" charakterystyczna dla serii Warriors wydaje się najbardziej odpowiednia do opowiedzenia historii nie tylko Linka i Zeldy, ale także Miphy, Urbosy, Daruka i Revaliego (a to jeszcze nie cała obsada).

Narracyjna strona gry została potraktowana najwyższymi wartościami produkcyjnymi, jakie kiedykolwiek widziałem w musou, a nawet w Zeldzie. Jest tu całe mnóstwo pięknie wyreżyserowanych przerywników filmowych, a aktorstwo stoi na szczytowym poziomie. Sama fabuła kryje więcej tajemnic, niż można by się spodziewać, a nawet jeśli czasami wydaje się trochę głupiutka i infantylna, pośród beztroski odnajduje dramat. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, ale wystarczy, że napiszę, że jeszcze bardziej pokochałem bohaterów i świat Breath of the Wild, choć myślałem, że kocham go już całym sercem.

To powiedziawszy, jak zwykle bywa w przypadku prequeli, scenariusz nie wystrzega się niespójności, które wraz z paroma odstraszającymi dziurami fabularnymi mogą zezłościć najbardziej ortodoksyjnych fanów. Jednak sposób, w jaki łączy narrację z tempem gry musou, pozwala wybaczyć jej wszystkie błędy.

Hyrule Warriors: Age of CalamityHyrule Warriors: Age of Calamity

Więc o co chodzi z tą poprawioną formułą, o której ciągle wspominam? Grałem w przeszłości w wiele odsłon Samurai i Dynasty Warriors, a mimo to Age of Calamity wydaje mi się świeże i angażujące w inny sposób. Gameplay jest o wiele bardziej zwinny dzięki możliwości skakania po ścianach czy latania paralotnią. Jest również dość wyjątkowy chociażby pod względem tego, jak wykorzystuje runy Sheikah Slate jako dodatkowe akcje dla każdej pojedynczej postaci. Oznacza to, że poza dzierżeniem wybranej broni różni bohaterowie mogą używać Stasis (zamrażania wrogów w czasie), Magnesis (przyciągania broni i metalowych przedmiotów), Cryonis (tworzenia lodowych filarów) lub Remote Bombs (ehm, rzucania zdalnych bomb) wedle własnego uznania. Co ciekawe, działania te mają na celu przełamanie specjalnych ataków potężniejszych rywali, aby szybciej ujawnić ich słaby punkt. To świetny system, który wprowadza w rozgrywkę jeszcze więcej różnorodności. Pamiętajcie o ulepszaniu swoich run, ponieważ będziecie ich potrzebować do walki z trudniejszymi przeciwnikami wyższych poziomów, a także do rozwiązywania prostych zagadek środowiskowych.

Więcej niż wystarczająco, mówicie? Cóż, wstrzymajcie swoje Epony, ponieważ nie wspomniałem jeszcze o żywiołach. Ogień, lód i elektryczność również zostały w pełni uwzględnione i wdrożone w rozgrywkę, co ma kluczowe znaczenie dla mechanik. Tym samym należy zwracać uwagę na swoje otoczenie i uważać na kałuże czy żelazne skrzynki w pobliżu wroga rzucającego piorunami.

Age of Calamity reprezentuje gatunek musou, więc do zeldowych funkcji walki musimy dodać wszystkie podstawowe elementy bohater vs tłum. Proste, ale satysfakcjonujące kombinacje, specjalne ataki, akcje specyficzne dla postaci i system progresji rodem z RPG oraz oczywiście ogromna lista pobocznych misji i wyzwań - wszystko to znajdziemy na mapie Hyrule, którą wszyscy znamy i kochamy, ponieważ przeszliśmy przez jej siedemdziesiąt kilometrów kwadratowych w Breath of the Wild niejednokrotnie. Mapa Hyrule służy tu jako całkiem obszerne i przepiękne menu, z którego wybieramy się na dalsze misje, ulepszamy uzbrojenie czy kupujemy zasoby w sklepach.

Chociaż nie mogę mówić o wszystkich postaciach, grywalni bohaterowie wzbogacają zarówno rozgrywkę, jak i świat gry. Uwielbiałem latać Revalim, świetnie bawiłem się w wodnych poziomach z Miphą, Urbosa i Daruk byli niezwykle potężni zgodnie z moimi oczekiwaniami, Linka mogłem najbardziej personalizować, Impa okazała się wyjątkowym typem ninja, a Zelda niesamowitą techniczką. W grze pojawiają się też naprawdę dziwne postacie, ale można się było tego spodziewać.

Hyrule Warriors: Age of CalamityHyrule Warriors: Age of CalamityHyrule Warriors: Age of Calamity

Jeśli chodzi o użyteczność postaci, ogromnym krokiem naprzód jest możliwość przełączania aktywnego bohatera w dowolnym momencie gry, co sprawia, że bitwy są tutaj bardziej dynamiczne i po prostu zabawne. Szkoda jednak, że kooperację ograniczono do lokalnych sesji, które mocno przeciążają konsolę.

Wierzcie lub nie, ale poza co-opem gra przez większość czasu działa przyzwoicie. Czasami liczba klatek na sekundę spada, gdy postacie na ekranie jednocześnie korzystają z mocy specjalnych, ale nie jest tak źle, jak się obawiałem. Poza tym gra wygląda przepięknie, a lokacje prezentują się wprost fantastycznie do tego stopnia, że pomiędzy sesjami wracałem do Breath of the Wild i rozczarowywałem się brakiem wszystkich szczegółów, które były obecne w Age of Calamity. To najpiękniejsza Zelda do tej pory, co wiele mówi.

W swej istocie jest to jednak musou i dlatego dziedziczy mankamenty typowe dla gatunku, w tym wymuszone ustawienie kamery. Bardzo chciałbym też, aby więcej miejsca poświęcono Boskim Bestiom. Ogólnie rzecz biorąc, Hyrule Warriors: Age of Calamity mógłbym określić mianem „spin-on". To mocno zaadaptowana gra z serii Warriors, która jednocześnie zachowuje wszystkie elementy charakterystyczne dla Breath of the Wild i Zeldy ogólnie, zapewniając wyjątkowe wrażenia. Nigdy tak bardzo nie zaangażowałem się w musou. Pomimo kilku niedociągnięć Age of Calamity oferuje niesamowicie satysfakcjonującą rozgrywkę, która pochłania na co najmniej pięćdziesiąt godzin zabawy. To przepyszna i sycąca przystawka w sam raz przed głównym daniem, jakie ma stanowić Breath of the Wild 2.

Oglądasz

Preview 10s
Next 10s
Reklamy
08 Gamereactor Polska
8 / 10
+
Niesamowita oprawa wizualna; mnóstwo treści i wariacji; mechaniki z BotW zostały zaimplementowane po mistrzowsku; rozgrywka zaskakująco angażuje; trudno nie zakochać się we wszystkich postaciach na nowo.
-
Sporadyczne spadki wydajności; brak sieciowej kooperacji; parę fabularnych nieścisłości.
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju

Powiązane teksty



Wczytywanie następnej zawartości


Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.