Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
recenzje
Indivisible

Indivisible

Udana inkarnacja Valkyrie Profile.

Indivisible

Indivisible nie miało łatwo. Projekt w czasie produkcji borykał się z przeróżnymi problemami, a sama premiera poślizgnęła się niemal o rok. Przedstawiciele Lab Zero w oficjalnym komunikacie wyjaśnili sytuację, ale trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że na dłuższą chwilę świat zapomniał o grze. W końcu jednak doczekaliśmy się debiutu, a ten, mówiąc szczerze, pozostawił po sobie nieco gorzko-słodki smak.

Zlituj się, Ajna!

W produkcji kierujemy losami młodziutkiej dziewczyny o imieniu Ajna, którą wielu graczy z miejsca sklasyfikowało jako chłopczycę. To nie do końca prawda, bo protagonistka jest zwyczajnie standardową, by nie mówić stereotypową przedstawicielką bohatera rodem z shōnenów, czyli mang, w których historia kręci się wokół krzykliwych chłopców... No dobra, Ajna rzeczywiście jest chłopczycą. Początkowo miałem duże problemy, by przywyknąć do jej agresywnej natury i koszmarnie głupich decyzji, z których jakimś sposobem zawsze wychodziła zwycięsko. Jedna z towarzyszących postaci kąśliwie komentowała poczynania bohaterki, mówiąc, że ta jest tak głupia, że aż genialna. I coś w tym faktycznie jest. Z czasem nie wyobrażałem sobie Ajny w innej odsłonie, dałem się jej porwać do tańca i z przymrużeniem oka patrzyłem na akcje, których się podejmowała.

Indivisible

Zapewne pomagają w tym bohaterowie, których napotykamy w czasie przygody. Wiedzieć musicie, że Ajna posiada niespotykaną moc, która pozwala jej dosłownie wchłaniać umysłem inne osoby, a następnie w przeróżny sposób wykorzystywać ich umiejętności. Jest to zresztą całkiem zręczne zapożyczenie z klasycznego już jRPG Valkyrie Profile, z tą różnicą, że nie pochłaniamy dusz poległych wojowników, lecz esencję żywych herosów. Jakkolwiek to brzmi, w praktyce sprawdza się wręcz doskonale. Nasza ekipa ciekawych person szybko się rozrasta, a każda z nich jest na tyle interesująca, że każdy powinien znaleźć przynajmniej kilku ulubieńców. Niejednokrotnie też postacie wchodzą ze sobą w interakcje, chociaż to dotyczy głównie bardziej fabularnych bohaterów - niektórzy są dodatkowi i opcjonalni.

Przy tak niewielkim (przynajmniej na pierwszy rzut oka) tytule aż boli, że nie wszystkie dialogi zostały udźwiękowione. Co prawda dubbing sam w sobie nie należy do wybitnych i prezentuje się raczej standardowo, ale najważniejsze, że uszy od niego nie więdną. Poszczególne kwestie zostały jednak nagrane bardzo nierówno. Na porządku dziennym są tu rozmowy postaci, które odtwarzają się w różnej głośności. Odniosłem zresztą wrażenie, że miał to być zabieg celowy, a niektóre zdania miały dobiegać z głowy bohaterki, ale w praktyce najwyraźniej coś nie wyszło i sytuacja powtarzała się nagminnie nawet podczas rozmów z mieszkańcami świata gry. Niby taki niewielki błąd, ale potrafi zepsuć wrażenia.

Indivisible

Podobnie jak cutscenki, które wyglądają jakby zostały przygotowane tuż przed premierą, na szybko. Nijak się mają do obłędnego intra wykonanego przez studio Trigger. Zamiast tego uraczono nas słabej jakości statycznymi obrazkami, których paleta barw często pozostawia wiele do życzenia. Osobiście nie przepadam za takim mocnym kontrastem pomiędzy wykonaniem poszczególnych elementów w grze.

Hybryda gatunków?

Niekoniecznie. Jak już wspomniałem, Indivisible garściami czerpie z serii Valkyrie Profile, a gry te mają już sporo lat na karku. Uważam, że wiele osób niesłusznie okrzyknęło tytuł hybrydą, zważywszy że połączenie typowo zręcznościowej rozgrywki z bardziej taktycznymi walkami jest obecne w grach od dłuższego już czasu. Tak czy inaczej, jeśli zagrywaliście się we wspominanego jRPG-a, to będziecie mechanikami Indivisible zachwyceni. Przez większość zabawy jest to typowy przedstawiciel platformówek side-scrollowych, w którym główną atrakcją jest odkrywanie sekretów poszczególnych lokacji i znalezienie z nich wyjścia. Diametralna zmiana następuje w momencie wpadnięcia na pałętającego się gdzieś wroga. Akcja zmienia się wówczas w starcie ATB, w którym każdy bohater wykonuje swoje ruchy zależnie od szybkości i dostępnych ataków. Kierujemy naraz czterema bohaterami, a każdy z nich przypisany jest do innego przycisku na padzie. Łączenie przycisków z wychylaniem gałki w różne strony daje nam pokaźną liczbę kombinacji, które możemy wykorzystać podczas starcia.

Indivisible

Walki nie nudzą, a każdy bohater oferuje inny styl i posiada specyficzne dla siebie zdolności. Szybko uczymy się wykorzystywać mocne strony poszczególnych postaci. Warto je dobrze poznać, bo o ile zwykli przeciwnicy nie stanowią problemu, o tyle starcia z niektórymi bossami to już nie przelewki. Konfrontacje z nimi mogą trwać nawet do kilkunastu minut i potrafią niejednokrotnie zaskoczyć. Satysfakcja płynąca z pokonania potężnego potwora jest jednak proporcjonalna do jego wielkości - czyli zwykle olbrzymia. Za potyczki tradycyjnie otrzymujemy punkty doświadczenia, więc nasza wesoła gromadka rośnie w siłę. Pomiędzy podróżą warto też zaglądać do zrodzonego w umyśle Ajny wymiaru, w którym gromadzą się wszyscy wchłonięci kompani. Nie tylko możemy podziwiać, jak ten świat w świecie się rozrasta, ale również wzmocnić bohaterkę czy chociażby zmienić ubarwienie strojów poszczególnych postaci. Nie wszystkie inkarnacje to typowo batalistyczne jednostki, część z nich zwyczajnie służy protagonistce swoimi talentami.

Baśń nie do końca idealna

Nie da się odmówić grze piękna. Ręcznie rysowane lokacje i postacie zachwycają. Świat przedstawiony jest ciekawy i aż chce się go zwiedzać. Zwłaszcza że w późniejszych etapach możemy cofać się również do już poznanych krain, by za pomocą nowo nabytych zdolności jeszcze bardziej zgłębić ich sekrety. Najważniejsze jednak, że tytuł, choć ma swoje bolączki, w żaden sposób nie męczy. To przyjemna, miejscami aż zbyt lekka przygoda, której być może nie zapamiętacie do końca swoich dni, ale niewątpliwie warto cieszyć się nią chociaż przez kilka dłuższych wieczorów.

Indivisible

Poza kilkoma niedopracowanymi aspektami - takimi jak średnio wykonane obrazki przerywnikowe czy też głosy postaci - widać wyraźnie, że deweloperzy z Lab Zero włożyli wiele serca w swoją produkcję. Styl artystyczny jest strzałem w dziesiątkę, podobnie jak przepiękna ścieżka dźwiękowa, za którą odpowiada sam Hiroki Kikuta, kompozytor znany z między innymi Secret of Mana. Liczne zapożyczenia, wręcz wzorowanie się na Valkyrie Profile, tylko umocniły i tak już przyjemne doznania płynące z Indivisible, ponieważ twórcy zdecydowanie bardziej pragnęli złożyć hołd klasyce, aniżeli ją podrabiać. I naprawdę im ta sztuka wyszła, a inkarnacja gatunkowa jak najbardziej się powiodła, pomimo zawirowań.

07 Gamereactor Polska
7 / 10
+
Piękna oprawa audiowizualna; liczni, ciekawi bohaterowie; świat, który aż chce się zwiedzać; dopracowana mechanika walki; dużo sekretów do odkrycia.
-
Kiepski dubbing; problemy z udźwiękowieniem; główna bohaterka czasami irytuje; drobne spadki klatek; cutscenki, które odstają od całości.
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju

Powiązane teksty



Wczytywanie następnej zawartości