Kaku: Ancient Seal
Masz ochotę na tanią kopię The Legend of Zelda? Idealnie, w takim razie przygoda Kaku jest skrojona na miarę dla Ciebie.
Babcia, która ma 81 lat, szuka bardzo poszukiwanego prezentu świątecznego dla swojej wnuczki. Byłaby to jakaś dwusylabowa przygoda. Coś z trollami i magią i... Podnosi Kaku: Ancient Seal w sklepie i ogląda okładkę. Jej oczy błyszczą, gdy myśli, że mgła rodzącej się demencji rozwiała się i ustąpiła. – Trzeba przyznać, że z Chin – mamrocze – ale chyba o to chodziło? Przygodowa gra akcji z otwartym światem, czyta sobie na głos. Tak oczywiście! To była Kaku, której chciała wnuczka!
Podobnie jak wielu życzliwych, starszych krewnych przed nią, babcia w tym wysoce fikcyjnym scenariuszu popełniła straszliwy błąd. Wpadła w pułapkę kupowania chińskiej kopii gry od dewelopera Bingobell, na którą było naprawdę popyt, a mianowicie The Legend of Zelda: Breath of the Wild. Za ułamek ceny ukochanej przygody Nintendo babcia wysiadła tanio, ale jakie były tego konsekwencje? Powiem ci.
Kaku to chłopiec z epoki kamienia łupanego, który w pogoni za latającą świnią odkrywa, że to on jest głównym bohaterem w walce dobra ze złem. Elementy są wytrącone z równowagi i to od małego Kaku zależy, czy wszystko naprawi; To niewiele więcej. Niezgrabna sekwencja otwierająca - bez stopniowego wprowadzania świata i jego mechaniki przez Zeldę - wskazuje całą ręką i uderza w masywny interfejs użytkownika na ekranie z menu, które szybko przechodzą przez podstawy gry; Mianowicie swoista lekka mieszanina przygodowych gier akcji z późniejszych lat. W zestawie znajduje się system walki z lekkimi i ciężkimi atakami oraz procami do manewrów dystansowych, gotowanie w celu uzyskania ulepszeń zdrowia i statusu, wymienny sprzęt i ubrania oraz oczywiście drzewko umiejętności.
Pomimo tego, że jest reklamowany jako tytuł z otwartym światem, konfiguracja Kaku: Ancient Seal bardziej przypomina stare platformowe przygody, takie jak Spyro: The Dragon czy Jak and Daxter, niż rzeczywisty otwarty świat. Z jednego z węzłów wybieram kolejność, w jakiej Kaku wyruszy w ośmiogodzinną podróż, jaką jest Starożytna Pieczęć. Różne portale prowadzą mnie albo do bagien w dżungli, Mglistych Bagien, wulkanu Flame Mountain, zaśnieżonego krajobrazu Howling Snowfield lub pustynnego świata Dragonbone Desert. W każdym z tych światów spotykam postacie, które zgadzają się mi pomóc w zamian za moje usługi, ale prawie nie oferują siebie pod względem zapadającej w pamięć osobowości, humoru czy porywających historii. Tylko ciche pola tekstowe z jednościeżkowymi informacjami, nawet nie bełkotem à la Banjo & Kazooie.
Misje prowadzą Kaku tam i z powrotem po mapach, przecinając je i obejmują walkę, a także proste łamigłówki i platformówki. Niestety, bitwy na wciskanie guzików szybko stają się monotonne. Trudno powiedzieć, czy wynika to ze stylowego szarpania sterowania, czy też z łatwości po prostu spamowania w kółko tej samej kombinacji przycisków na hordach wrogów i wychodzenia z nich zwycięsko - trudno powiedzieć. Z drugiej strony, potyczki z bossami są bardziej ekscytujące, a w swoich najlepszych momentach nadal dają mi odrobinę klimatu God of War. Na dobre i na złe, punkty zapisu są tak ciasno rozmieszczone, że nigdy nie martwię się, że umrę, ale stawka też nigdy nie jest naprawdę wysoka. Wspomniany styl sprawia, że momenty platformowe również są czymś w rodzaju plagi. Poruszanie się nigdy nie jest płynne, a mała Kaku często czuje się jak babcia ze sztywną górną wargą w moim początkowym scenariuszu.
Zdecydowanie najlepiej bawię się, gdy Kaku: Ancient Seal jest najmniej żenujące. Kiedy przyjmuje swoją rolę jako bezwstydna kopia, której główną racją bytu jest oszukiwanie babć, wykorzystując fakt, że Zelda nigdy nie została wydana na PlayStation, a dzieci są głodne tego rodzaju tytułów i robi to w momentach zagadek, które są kalką świątyń Breath of the Wild i Tears of the Kingdoms. Dostęp do tych mikroscenariuszy łamigłówek można uzyskać, zbierając klucze w czterech światach, co stanowi doskonałą zachętę do eksploracji i odkurzania ogólnie zaprojektowanych, ale sprawnych technicznie krajobrazów.
Jednak poza kopiami kapliczki brakuje mi prawdziwego zapału, by chcieć grać dalej. Tanie kadrowanie oznacza, że nie ma spontanicznej radości z odkrywania, a drzewko umiejętności nigdy zasadniczo nie zmienia bitew; Ale w ostatecznym rozrachunku czyste podróbki, takie jak Kaku: Ancient Seal, nie są zaprojektowane tak, aby były bardzo dobre. Wystarczy, że są na tyle dobre, że wnuk nie będzie płakał w Wigilię Bożego Narodzenia, a babcia będzie na tyle pewna siebie, by w przyszłości kupować gry. W ten sposób Kaku doskonale spełnia swoje zadanie. Istnieje wiele lepszych alternatyw, nie zrozumcie mnie źle, ale jeśli lepsze modele zostaną rozegrane, portfel cienki, a nostalgia za starymi, kreskówkowymi przygodami silna, to (ale tylko wtedy) przygody małego Kaku mogą zaoferować kilka godzin niewymagającej przyjemności z gry.





