Skip to main content
Gamereactor Seriale Lord of the Flies
Seriale

Lord of the Flies

Twórca Adolescence przyniósł nam miniserial oparty na klasycznej powieści Williama Goldinga o grupie dzieci uwięzionych na tropikalnej wyspie
Peter Westberg Zaktualizowano 28 lipca 2026

Obsada znakomitych aktorów podnosi poziom miniserialu

Lord of the Flies. Mroczna opowieść o dzieciach, które przeżywają katastrofę lotniczą i muszą bardzo szybko dorosnąć. Z klasycznymi tematami takimi jak wykluczenie, prześladowanie, demokracja i dynamika grupowa, ta historia pozostawiła trwałe wrażenie na wielu pokoleniach. Debiutancka powieść Goldinga została wydana w 1954 roku i prawdopodobnie jest bardzo niewiele klas szkolnych, które nie korzystały z niej jako materiału dydaktycznego. To już trzeci raz, gdy film został zaadaptowany na ekran. Pierwsza adaptacja miała miejsce w 1963 roku, a pamiętam, jak oglądałem wersję z 1990 roku w szkole. W obsadzie znaleźli się James Badge Dale i Balthazar Getty. Miniserial został stworzony przez Jacka Thorne'a, autora docenionego przez krytyków Adolescence, między innymi, więc oczekiwania są naturalnie wysokie.

Oto krótkie podsumowanie fabuły, na wypadek gdyby ktoś, wbrew wszelkim przeciwnościom, go przeoczył:
Po katastrofie lotniczej grupa brytyjskich chłopców zostaje uwięziona na niezamieszkanej tropikalnej wyspie, gdzie stopniowo pogrążają się w anarchii, gdy konwencje społeczne się rozpadają, a próby odpowiedzialnego rządzenia dzielą ich na walczące frakcje.

Podstawowa fabuła jest prosta, mroczna i łatwa do uczynienia zarówno niepokojącą, jak i niepokojącą. Nie mam szczególnie żywych wspomnień z książki ani z filmu, który widziałem jako dziecko, ale to historia, która zapadła mi w pamięć i zainspirowała całą gamę filmów i seriali eksplorujących podobne dynamiki i anarchię. Pamiętam jednak postać Piggy doskonale.
Miły, okularnik, pulchny chłopak, który ma dobre intencje, ale trafia w bezbronną sytuację. Jest też największą siłą miniserii.

Lord of the Flies to stylowa produkcja. I niezwykle dobrze zagrana. Cały serial spoczywa na barkach młodych aktorów i uważam, że wszyscy potrafią być przekonujący. Najbardziej wyróżniają się David McKenna jako Piggy, Winston Sawyers jako Ralph oraz Lox Pratt jako antagonista Jack. Marc Munden jest reżyserem. Między innymi wyreżyserował dramat Covid Help, z Stephenem Grahamem i Jodie Comer w rolach głównych. Potrzeba zarówno kompetentnego reżysera, jak i utalentowanych aktorów, by osiągnąć coś takiego. I pod tym względem z pewnością im się to udaje.

Podoba mi się, że serial został podzielony na cztery odcinki, z których każdy oglądany jest z perspektywy innego głównego bohatera. Jest dobrze zrobione. Wszystko jest bardzo zręcznie zainscenizowane. Jednak scenariusz i samo wykonanie nie są aż tak udane. Mam wrażenie, że coś jest nie tak.

Uważam, że reakcje chłopaków są pomijane i wydają się nierealistyczne. Jest trochę refleksji nad tym, że faktycznie są uwięzieni, nie wiedząc, kto może wiedzieć, gdzie są – ani czy ktokolwiek w ogóle wie, że żyją – ale jest tego zdecydowanie za mało. Wydaje się, że bardzo szybko akceptują sytuację i nie czuję, by strach związany z byciem tak wrażliwym był dobrze przekazany.

"Mam muszlę!"

I faktycznie trwa to na kilku poziomach. Całe napięcie konfliktów i anarchia, która po niej następuje, są spartaczone. Być może głównie dlatego, że Jack, antagonista, od samego początku jest przedstawiany jako wyraźnie zła postać. Są próby pokazania jego ukrytej niepewności, ale to za mało. A bohaterowie nadal zachowują się w sposób, który wcale nie wydaje się wiarygodny. Podobnie uważam, że Piggy, Ralph i kilku innych starszych chłopców – choć świetnych bohaterów – wypadają w tej nowej adaptacji bardziej dojrośli, niż powinni być.

Wiem, że brzmię negatywnie i tak jest. Jest też wiele dobrych rzeczy, niektóre już wspominałem, ale ten brak psychologicznej głębi wisi nad fabułą jak wilgotny koc. Podobnie nie sądzę, by konflikty i narastające napięcie zostały odpowiednio przedstawione. Bardziej wydaje się, że wybucha anarchia, a już w następnej scenie część obozu Jacka zaczyna malować wojenne malowanie i zachowuje się, jakby popadli w zbiorową psychozę. Jest też wypełniony zupełnie niepotrzebnymi, pretensjonalnymi ozdobnikami, które nic nie wnoszą, a w połączeniu z nierównym tempem i budowaniem napięcia odbiera większość napięcia, które mogłoby się zbudować.

Na IMDb spotkał się z letnim przyjęciem i rozumiem dlaczego, mimo że kilku krytyków wydaje się go pochwalać. USA Today, na przykład, napisało, że The Lord of the Flies to "cztery odcinki wciągającego, zapierającego dech w napięciu horroru", i właśnie na to czekałem. Ale nie. Lord of the Flies mogła być nerwową, mroczną i niepokojącą adaptacją. Remake dla nowego pokolenia. Coś do wspólnego oglądania, rodzice i dzieci w odpowiednim wieku. Coś do omówienia. Ale wszystkie te słodzące detale i dziwne decyzje w scenariuszu pozostawiają mnie z powtarzającą się myślą: Dla kogo właściwie jest stworzony ten serial? Kto jest docelową grupą docelową? Ostatecznie to cztery godziny pięknych krajobrazów, znakomitej aktorstwie, kilka niepokojących i nieprzyjemnych scen oraz wiele rzeczy, które po prostu nie działają. Szkoda. Bo naprawdę spodziewałem się – i miałem nadzieję – na więcej.

Pełny profil 35 opublikowanych artykułów
Dlaczego warto ufać Gamereactor
23 Wydania Każde z własną redakcją i własnymi ocenami.
1998 Publikujemy od Niezależni właściciele przez cały ten czas.
100% Z własnego doświadczenia Pisane po czasie spędzonym z grą, nigdy z materiałów prasowych.
1–10 Ocena sieci Ocena każdego wydania, uśredniona i pokazana.