Marvel's Deadpool VR Recenzja: "Jesteś wstydem dla graczy na całym świecie"
"Mistrz prosi szczególnie Wilsona o jego wartość rozrywkową" – i Mistrz miał rację, z jednymi z najbardziej zabawnych, przesadzonych momentów, jakie mieliśmy w tym roku w rzeczywistości wirtualnej.
Podobnie jak w zeszłym roku, wygląda na to, że gracze wirtualnej rzeczywistości dostają nowe powody, by odkurzyć kaski na Boże Narodzenie, właśnie wtedy, gdy scena VR znów zaczęła mieć problemy. Podobnie to gatunek superbohaterski zapewni najlepsze warunki do próbowania nowych, przesadzonych ruchów akcji, a ponownie ci użytkownicy korzystają z "wojny" między Marvel a DC. Gdzie mieli całkiem niezłe, futurystyczne doświadczenie latania z Marvel 's Iron Man, a potem mroczną, poważniejszą przygodę detektywistyczną z zeszłorocznym nagradzanym Batman: Arkham Shadow, teraz czas, by Wade Winston Wilson usiadł pomiędzy nimi. Bo Marvel's Deadpool VR to szalona, przesadzona gra akcji z kilkoma fajnymi nowymi pomysłami na walkę, do których dołącza bardzo odpowiedni scenariusz i dubbing.
Ekskluzywna wersja Meta Quest 3/3S premiera pojawia się jutro jako jedna z najważniejszych premier najpopularniejszego systemu VR w 2025 roku. I choć nie osiąga ani nie dąży do dopracowania i wyrafinowania historii The Caped Crusader, Twisted Pixel Games zdołał połączyć różne składniki, które mogą sprawić, że Deadpool zadziałało w wirtualnej rzeczywistości, jednocześnie zaspokajając zarówno fanów, jak i nowych graczy. Uważaj, jeśli jesteś w tej drugiej kategorii, że oznacza to nieustanną krwawość i komediowe rozmowy.
Zacznijmy od walki jako podstawowego zestawu mechanik. Na papierze postać sprzyja chaotycznemu połączeniu ataków dystansowych i wręcz, i właśnie to robisz wielokrotnie w różnych starciach. Podwójnie uzbrojasz zarówno broń (dostępną po obu stronach biodra), jak i miecze (które wyciągasz z pleców), które musisz przeplatać z dodatkowymi gadżetami (takimi jak hak na dolnej części pleców czy lepkie granaty na lewym przedramieniu) oraz ostrzami i bronią palną dostarczaną przez wrogów i otoczenie (takie jak ninja shuriken, łuki i strzały, strzelby...).
Aby nadać jej własny styl Deadpool, twórcy przekonująco wprowadzili niektóre z najbardziej rozpoznawalnych cech postaci. Na przykład upuszczone bronie nie spadają na ziemię, lecz unoszą się nad zwłokami przez kilka sekund, dzięki czemu można je łatwo złapać w zwolnionym tempie. To chyba najlepszy wybór projektowy, by nadać temu klimat filmów i komiksów Deadpool, ale oczywiście pojawiają się makabryczne zakończenia, które rozśmieszają lub krzyczą, albo atletyczne ruchy pozwalające poruszać się po otoczeniu (bieganie po ścianie i podwójny skok również są tu wykonywane z dużą sprawą). Na dodatek jest główna "supermoc" Deadpool, którą warto mieć na uwadze i wykorzystać na swoją korzyść: jego zdolność regenerowania odciętych kończyn.
Po znakomitej pierwszej misji trafiasz do świata centralnego (lub uniwersum?), gdzie podejmujesz różne rozdziały, które wraz z wieloma kolekcjonerskimi przedmiotami, ulepszeniami, tajnymi pokojami i wysokimi wynikami tworzą solidną grę jak na standardy VR. Chodzi głównie o to, byś zmienił styl gry, by walczyć z różnymi typami przeciwników, zarówno w hordach, falach, jak i z ostatecznymi bossami. Na początku jest bardziej imponujący i zaskakujący, a eksploracja czy przygoda jest prawie żadna, poza kilkoma kolekcjonerskimi komiksami, ale powiedziałbym, że ciągle wracałem do niej właśnie przez głupią, przesadną walkę. Robi się też powtarzalne, a niektórzy przeciwnicy byli zbyt prosti, nawet zawieszając animacje, jeśli byłeś 20 metrów od nich, ale kolejny finisher zwykle sprawiał, że o tym zapominałem.
Ach, finisze i kombinacje. Były jednymi z najlepszych, jakie kiedykolwiek doświadczyłem nie w tym roku, ale w VR ogólnie, co oczywiście jest dużym plusem dla gry Deadpool. Chwytanie snajperskiego przeciwnika, ciągnięcie go do siebie, by przeciąć go na pół w zwolnionym tempie, a potem chwytanie jego przedmiotów do rzucania obiema rękami i powstrzymywanie dwóch nadlatujących wrogów z różnych stron to tylko przykład tego, co potrafisz, i to nie tylko dla przyjemności, bo gra wprowadza środowisko "transmisji na żywo", które możesz pokazać widzom. Tak jak Viewtiful Joe robi to dziś. A te walki z bossami są tylko lepsze w scenariuszu, ale oczywiście.
Aby utrzymać całą brutalność i latające kończyny na ekranie w stałym tempie, a gra działa na potężnym, a jednocześnie przenośnym, samodzielnym sprzęcie Quest 3, gra poczyni kilka ustępstw w kwestii graficznej. Cel-shadingowe wykończenie postaci inspirowane komiksem działa całkiem dobrze, ale środowiska często wydają się pochodzić z ery Gamecube, a niektóre proste korytarze i korytarze Helicarrier już od samego początku gry to zapowiadają. Kompromisy są zrozumiałe i normą w tym formacie, ale nie mogłem powstrzymać się od tęsknoty za bardziej efektowną grafiką.
Więc gdy wykonasz sto egzekucji i kilka razy uruchomisz grę z powodu okazjonalnych błędów (jeden z nich irytująco trzymał na ekranie wiecznie instrukcję), czy jest coś, co podtrzymuje celowo głupie, płytkie doświadczenie? Tak, jest i dla mnie to drugi główny powód, by spróbować tej gry: scenariusz i dubbing.
Bo mówienie z perspektywy swojego ściętego siebie jest wystarczająco zabawne, ale ta gra nie byłaby taka sama bez nieustannego, nieustannego gadania, które jest też stałym elementem postaci. Przez komunikator, rozmowy ze sobą lub podczas starć, sprytnie napisane i wspaniale wypowiedziane kwestie są po to, by bawić cię przez cały czas, dosłownie. Tak proste i skuteczne, ale w sposób, który rzadko widzimy w VR. A jako świetna wiadomość dla osób niemówiących po angielsku, choć przegapisz występ Neila Patricka Harrisa i reszty hollywoodzkiej obsady, dubbing jest też bardzo dobrej jakości w innych językach. Wszyscy wiecie, że czytanie napisów nie jest najlepszym pomysłem w VR, bo wolicie skupić się na kreatywnych sposobach na wymordowanie wrogów, podczas gdy kolejny żart jest podany do ucha.
Od "zrobiłeś mi to, ty gówniany graczu", gdy widzisz powtórkę swojej głupiej śmierci, przez ciągłe łamanie czwartej ściany czy dowcipne odniesienia do gier wideo (w tym loot boxów) i popkultury – tak to się robi w VR i coś, co podtrzymuje i podnosi na wyższy poziom szczerze mówiąc głupiej gry, gdzie absurdalne egzekucje są jedynym głównym hakiem.
Więc brawo, Twisted Pixel i Meta, bo idealnie oddałeś humor i rodzaj doświadczenia, jakie Deadpool potrzebne jest w VR. Nie spodziewaj się tu sprytnych zagadek i gadżetów, bo to otwarta, bezkompromisowa masakra, a także nowa Quest gra, którą będziesz chciał pokazać znajomym w te święta (o ile mają 18+ lat, choć jest też tryb Kidpool, warto dodać).








