Skip to main content
Recenzje Masquerada: Songs and Shadows

Masquerada: Songs and Shadows

Czasem każdy z nas jest ignorantem.
Paweł Matyjewicz Zaktualizowano 14 września 2018

Z Cicero łatwo się utożsamić i zaprzyjaźnić

Czasem każdy z nas jest ignorantem. W natłoku tytułów nietrudno uciec myślami w rutynę. Zlekceważyć i z góry przekreślić mniej znany lub potraktowany po macoszemu przez marketing tytuł. Choć teraz biję się w pierś aż mi brak tchu, muszę przyznać, że początkowo sam nie doceniałem Masquerada: Songs and Shadows. Spodziewałem się gry niewielkiej, bazującej na znanych schematach i podrabiającej nieudolnie znane pomysły.

Powiadają, że książek (oraz gier) nie należy oceniać po okładce. Na pewno coś w tym jest, chociaż zawsze uważałem, że jest to stwierdzenie na wyrost. Prawda jest taka, że gdyby nie kolorowa oprawa, najpewniej tytuł obszedłbym szerokim łukiem. Nie popełniajcie tego samego błędu... Kto wie, może podobnie jak ja bardzo mocno się zaskoczycie.

Pieśń z cienia

Masquerada: Songs and Shadows pomimo kilku ograniczeń (o których za moment) jest taktyczną grą RPG, łączącą w sobie najlepsze elementy klasycznych, izometrycznych tytułów pokroju Baldur's Gate z nowoczesną szkołą gatunku, do której należy chociażby Dragon Age. Twórcy z niewielkiego studia w Singapurze, znani głównie z tytułów mobilnych - Witching Hour, postanowili nie iść na skróty, dostarczając nam tytuł od początku do końca przemyślany, spójny i ciekawy. Świat gry wciąga niczym ruchome piaski i nawet po dwudziestu godzinach, które są optymalnym czasem potrzebnym do ukończenia przygody, pozostaje w naszych głowach jeszcze na długo. W zaprezentowanej wizji bowiem trudno się nie zatracić.

Intryga mocno się zagęszcza niczym w dobrym kryminale

Prawdę mówiąc łatwiej (i szybciej) wymienić, co w grze nie „zagrało". Ortodoksyjnym fanom RPG-ów może nie spodobać się brak jakichkolwiek wyborów moralnych, które przecież stały się już podstawą wielu dzisiejszych gier z tego gatunku. Akcję, niczym w dobrym kryminale, od którego zresztą Masquerada daleko nie odbiega, obserwujemy jako bierny widz. Nie mamy wpływu na przebieg historii czy stopień zażyłości z poszczególnymi członkami drużyny. Ba, nawet interakcje z otoczeniem ograniczono nam do minimum. Nie uświadczycie szperania po kątach czy, ku mojej radości, wielu rozmów z przypadkowymi przechodniami. Bez sensu - ktoś mógłby w tym miejscu powiedzieć. Po części faktycznie jest to największa wada tytułu, jednak biorąc pod uwagę inne gry taktyczne, zabieg ten nie jest wcale odkrywczy i nowy. Gatunek ma to do siebie, że jego siłę stanowiły zawsze opowieść i walka - a z tych aspektów Masquerada wywiązuje się doskonale.

Granie na emocjach jest tu na porządku dziennym

Muszę też przyznać, że grając kompletnie nie brakowało mi wspomnianych wyżej elementów. Biorąc pod uwagę, co otrzymałem w zamian, nie wymieniłbym tego za parę nic nie wnoszących do gry postaci niezależnych.

Czasami, aczkolwiek bardzo sporadycznie, doskwiera również brak mini-mapy. Chociaż w tym momencie jest to raczej szczegół, o którym wspomnieć wypada. Lokacje nie są aż tak rozległe, by się w nich gubić. No, może poza dosłownie dwiema, ale są one celowo bardziej zawiłe i aż grzechem byłoby odkrywanie ich na szybko z mapką. Zatem jest to bardziej lekka niedogodność, wynikająca z prywatnego lenistwa i przyzwyczajeń, niż faktycznie wada.

Niekończący się karnawał

Świat gry w wielu aspektach przypomina Wenecję w czasie karnawału. I muszę przyznać, że jest to pomysł, który rozkochał mnie w sobie od pierwszej minuty rozgrywki. Fantastyczne, kolorowe stroje, bogaty wystrój wnętrz oraz maski urzekają i wprowadzają powiew świeżości do gatunku. Nad samym stylem graficznym, w którym odczuwalne poza inspiracją komiksem europejskim są również wpływy wschodu, można się wręcz rozpływać. Nasze oczy chłoną każdy element otoczenia i płoną nie mogąc doczekać się kolejnych lokacji. Te są piękne i unikalne, każda na swój sposób. Czasem aż boli, że większość z nich odwiedzamy tylko jednokrotnie. Poza kluczowymi dla fabuły miejscówkami, ale i tu nie możemy sami o tym decydować. Całość do przodu popycha historia.

Postaci zostały napisane świetnie. Są prawdziwą siłą tytułu

Wspomniałem już, że ta jest niczym dobry kryminał. Wcale nie przesadziłem. W grze kierujemy losami inspektora Cicero Gavara, który powraca (przymusowo) z wygnania w celu rozwiązania sprawy tajemniczego zniknięcia. Jak nietrudno się domyślić, śledztwo zaprowadzi go dalej, niż początkowo się spodziewał, i jest ono tak naprawdę dopiero początkiem niesamowitej intrygi, która wstrząśnie (dosłownie i w przenośni) filarami świata. Miasto Ombre, w którym toczy się akcja gry, już samo w sobie gra główne skrzypce i śmiem twierdzić, że w ostateczności poradziłoby sobie doskonale bez bohaterów - chociaż tego byśmy oczywiście nie chcieli. To takie „Miasto Grzechu" ubrane w piękne szaty, w którym zamiast otwartego konfliktu królują intrygi i polityczne zagrywki. Toczącego się od lat sporu niejednokrotnie uświadczycie na własnej skórze i w wielu przypadkach zastanawiałem się, czy aby pole walki nie stanowiło bezpieczniejszej opcji. Na szczęście Cicero jest nie tylko bystry, ale także zaznajomiony „z krokami", więc w odpowiednich okolicznościach potrafi nie tylko odpowiednio zatańczyć, ale i sam zagrać właściwą melodię.

Wtóruje mu przy tym drużyna świetnie napisanych i, co najważniejsze, wiarygodnych bohaterów. Wielokrotnie miałem wrażenie, że tytani branży powinni od Witching Hour pobierać korepetycje w zakresie kreacji postaci. Nie odczuwamy, by choć jedna z nich była wymuszona czy odstawała od reszty i nawet jeśli początkowo któraś z nich skrywa się w cieniu pozostałych, szybko okazuje się, że i ona ma do odegrania równie kluczową rolę. Uwierzcie mi... pozory potrafią naprawdę mylić. Warto również mieć świadomość, że twórcy podeszli do wielu wątków zupełnie inaczej, na nowo definiując znane z innych gier problemy.

Walka odbywa się w czasie rzeczywistym z aktywną pauzą, jak z wielu izometrycznych klasykach

Krwawa melodia

Postaci wtórują nam również w czasie starć. Walka stanowi lwią część rozgrywki i na większych poziomach trudności potrafi nieźle dać w kość. Wszystkie potyczki toczone są w czasie rzeczywistym z aktywną pauzą, w czasie której bez przeszkód można wydawać polecenia naszym milusińskim. Poszczególne ataki można dodatkowo „oskryptować", tak by były one używane przez daną postać w stosownej sytuacji. Jest to raczej znana mechanika i tu również sprawdza się doskonale.

Warto wspomnieć natomiast o samych maskach, które stanowią nie tylko główną oś fabuły, ale istotny element mechaniki w grze. Otóż to właśnie za ich pośrednictwem możemy używać magii i dokonywać innych spektakularnych rzeczy. W czasie przygody każda postać pozyska kilka masek o unikalnych zdolnościach, dobrze jest więc odpowiednio zbalansować zależnie od potrzeb naszą drużynę. To, co bardzo rzuca się w oczy i zachwyca, to sposób, w jaki mechanika walki została wkomponowana w historię i świat gry. Maski skrywają tajemnicę, której rozwikłanie stanowi jeden z większych zwrotów akcji. Nawet drzewka umiejętności zostały opracowane na kształt pięciolinii, tak by nadać im stosownego nastroju w opowieści.

Nawet rozwój bohaterów opracowano na pięcolinii

Udźwiękowienie w Masqueradzie jest jednym z kluczowych aspektów. Nie tylko doskonale odzwierciedla dane lokacje i realia świata, ale, podobnie jak mechanika, stanowi jego integralną część. Poszczególne utwory, którym często towarzyszą chóry, nie są tylko tłem w czasie rozgrywki - to tak naprawdę bijące serce i krew płynąca w żyłach Ombre. Temat pieśni jest zresztą w samej grze dość często poruszany i pięknie wkomponowany w mitologię świata. Tytuł został również w pełni udźwiękowiony. Poza dziennikami oraz opisami świata i postaci wszystkie dialogi są czytane przez aktorów. Często dane jest nam słyszeć znane z większych produkcji głosy, zatem wysoki poziom w tym przypadku nie dziwi. Charyzma, oddanie sprawie i pasja Cicero są miodem dla uszu, a pozostałe postaci wcale nie pozostają w tyle.

Ostatni werset

Pożegnania nadszedł czas

W chwili, gdy jesteśmy wręcz zalewani masą mało ciekawych indyków, czystą przyjemnością jest wyłowić perłę pokroju Masquerada: Songs and Shadows. Prywatnie jest to dla mnie jedno z najmilszych i zarazem największych zaskoczeń roku.

8
Dobra na 10 · Gamereactor Polska
Plusy Świetnie napisane postacie i równie dobra fabuła, kreacja świata, oprawa wizualna i udźwiękowienie, mechanika walki.
Minusy Mało interakcji z otoczeniem oraz z postaciami niezależnymi, czasem prowadzi za rączkę, liniowość (dla niektórych osób to minus).
Pełny profil 2,436 opublikowanych artykułów
8
Dobra Ocena sieci z 1 edycji
Informacje o grze
Gatunek RPG, Strategy
Deweloper Witching Hour Studios
Wydawca Ysbryd Games
Dlaczego warto ufać Gamereactor
23 Wydania Każde z własną redakcją i własnymi ocenami.
1998 Publikujemy od Niezależni właściciele przez cały ten czas.
100% Z własnego doświadczenia Pisane po czasie spędzonym z grą, nigdy z materiałów prasowych.
1–10 Ocena sieci Ocena każdego wydania, uśredniona i pokazana.