Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
recenzje
Mortal Kombat 11

Mortal Kombat 11

Piękna i bezlitosna walka na śmierć i życie.

Mortal Kombat 11
Scorpion vs Sub-Zero - klasyk.

NetherRealm Studios po raz kolejny funduje małą rewolucję w swojej serii. Począwszy od przebudowania rozgrywki, poprzez fantastycznie dopieszczoną oprawę graficzną, na prawdziwym raju dla kolekcjonerów skończywszy. Fanów zapewne nie trzeba przekonywać do tego, by zagrali, ale cała reszta miłośników bijatyk również nie powinna przejść obok tego tytułu obojętnie.

Mortal Kombat to seria, która powstała jako owoc miłości do klasycznych filmów akcji z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Zresztą, doczekała się również własnej kinowej adaptacji w 1995, do której mimo wszystko wciąż uwielbiam powracać. I choć lat upłynęło już wiele, to seria zdołała zachować swoją tożsamość, lecz jednocześnie twórcy nie wahali się raz za razem przebudowywać to, co już dobrze wypracowali.

Jednym z aspektów, które uwielbiałem w smoczej sadze, była fabuła. I mimo tego, że już raz gra zaliczyła niejako restart wydarzeń (ach, ten Raiden i jego machinacje...), to w dalszym ciągu udawało mi się nadążyć za tym, co się wydarzyło, a każdą kolejną porcję historii przyjmowałem z niemałą przyjemnością. Nie inaczej jest i tym razem. Tryb fabularny oferuje niespełna osiem godzin dobrej zabawy obfitującej w świetne cutscenki, które płynnie przechodzą w kolejno toczone przez gracza pojedynki. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że Raiden stał się zimnym i skorumpowanym bóstwem. Całość otwiera zresztą scena tortur, podczas której Shinnok przekonuje się, że z bogiem piorunów żarty się skończyły. Niestety, to wszystko sprawia, że kończy się cierpliwość władczyni czasu, która dochodzi do wniosku, że jedynym sposobem, by naprawić ten cały bałagan, jest wymazanie Raidena z linii czasu. Dość powiedzieć, że wprowadzenie motywu mieszania z upływem czasu sprawia, że pewni bohaterowie powracają w formie, którą poznaliśmy w trakcie pierwszego turnieju.

Mortal Kombat 11
A tak prezentuje się Kitana w trybie fotograficznym.
Mortal Kombat 11
Cassie Cage w słowach nie przebiera.

Poza trybem fabularnym sporo czasu przyjdzie nam spędzić w Krypcie, gdzie rolę hosta pełni czarnoksiężnik Shang Tsung. Jeżeli jego twarz wygląda Wam znajomo, to możemy sobie przybić piątkę (fani filmowego MK na pewno wiedzą, co mam na myśli). Wyspa naszego gospodarza ocieka wręcz licznymi sekretami i skrzynkami, które możemy otworzyć. Niestety, każda skrzynka ma swoją cenę i żeby tego dokonać, musimy pożegnać się z cenną walutą, którą pozyskujemy grając podczas różnych trybów. Zasadniczo dzieli się ona na trzy rodzaje i każdy z nich zdobywamy w nieco inny sposób. Przedmiotów do zdobycia jest cała masa i nie obejdzie się bez wielogodzinnego grindu. Zapewne czytaliście w internecie o tym, jak to niedobry Ed Boon oszukał biednych fanów i postawił na taki system, który wymagałby od nich grindu sięgającego wyniku zbliżonego do siedmiu tysięcy godzin, by zdobyć wszystko. I choć sam twórca posypał głowę popiołem i obiecał patcha, który złagodzi bezlitosny grind, to mogę wszystkich uspokoić: są to głównie przedmioty kosmetyczne, takie jak kolejne maski, wdzianka, kolorki i inne pierdoły. Owszem, znajdą się również finishery, ale to nic, co zaszkodziłoby balansowi rozgrywki. Krótko mówiąc, o Pay-To-Win absolutnie nie ma mowy. Dla malkontentów w ramach osłody dano zresztą niedawno spory pakiet waluty, który pozwala na małe zakupy.

Nie zabrakło także wież. Te podzielone zostały na dwa segmenty. Jeden z nich to tak zwane Wieże Czasu, gdzie ich układ regularnie ulega zmianie. Kolejne zestawy wyzwań i bossów do pokonania sprawiają, że nie ma mowy o nudzie. Dodatkowo możemy również odblokować sobie wieże przypisane do konkretnej postaci. Zdarzają się nawet specjalne wariacje w postaci walk, do których możemy zaprosić innych graczy. Drugim rodzajem są Klassic Towers, których zaliczanie daje nam dostęp do zakończeń naszych zawodników. Wszystkie wieże dają również walutę oraz przedmioty w formie nagrody. Nie zabrakło także przedmiotów jednorazowego użytku, które pozwalają na modyfikowanie naszych pojedynków. Ot, na przykład możemy sobie za pomocą takiego przedmiotu przyzwać kogoś do pomocy w trakcie walki. Warto korzystać z tego dobrodziejstwa, bo nierzadko potrafi odmienić los.

Lokalnie można tłuc się z żywym przeciwnikiem w trybie „kanapowym". Samotnicy mogą również zagrać versus z komputerowo sterowanym oponentem. Dla wymagających przygotowano wariant pozwalający zakosztować walki na zasadach znanych z turniejów. Dodatkowo można pobawić się trybem AI Battle, gdzie predefiniujemy sobie skład obrońców oraz napastników. Po trzy postacie na każdy taki skład. Dlaczego taki podział? Ano dlatego, że możemy naszych wojowników nasłać na kogoś, ale musimy mieć świadomość, że na nas również mogą zostać nasłani wojownicy innych graczy. Fajny patent, ale w gruncie rzeczy lepiej chyba samemu zasiąść za sterami, aniżeli oglądać zmagania sztucznej inteligencji, prawda?

Mortal Kombat 11
D'Vorah chciała rozkojarzyć Scorpiona, ale jej nie wyszło.
Mortal Kombat 11
Johnny spotyka samego siebie z czasów młodości.

Nie zabrakło również trybu online, gdzie znajdziemy kilka aktywności podzielonych cztery główne kategorie. Ranked oferuje Kombat League, który w chwili, gdy pisałem recenzję, był jeszcze niedostępny, oraz Ranked Sets. Kolejną zakładkę stanowi tak zwany Kasual, w którym możemy skorzystać z klasycznego trybu Versus oraz z całkiem fajnego King of the Hill, gdzie wspólnie z grupką innych graczy staramy się jak najdłużej utrzymać serię wygranych walk. Dodatkowo nie tyle siedzimy biernie czekając na swoją kolej, co bacznie przyglądamy się aktualnie toczonej walce. To pomaga się przygotować do naszego starcia. Możemy na bieżąco reagować za pomocą emotikonów, a po zakończonej walce mamy szansę przyznać punkty respektu (od zera do dziesięciu) dla zwycięzcy. Niby pierdoła, ale cieszy. Dla leniuchów nie zabrakło także AI Only, w którym walki toczą między sobą nasi podopieczni sterowani przez sztuczną inteligencję. Kategoria Private pozwala nam zaprosić znajomego na 1 v 1, stworzenie lobby z ustalonymi przez nas zasadami oraz na poćwiczenie naszych zdolności w trybie Practice. Na koniec pozostaje Rooms, czyli możliwość dołączenia do istniejącego już pokoju lub też stworzenie własnego, do którego dołączyć będą mogli inni gracze, by wspólnie walczyć 1 v 1 lub w King of the Hill.

Mortal Kombat 11
Kronika, czyli główna mąciwoda w całej okazałości.
Mortal Kombat 11
Krypta wręcz zachwyca pietyzmem, z jakim została zaprojektowana.

Tradycyjnie każdemu polecam rozpocząć przygodę z grą od trybu Learn. Tam znajdziemy klasyczny Practice, gdzie możemy sobie bez krępacji poćwiczyć i wyżyć się na AI. O wiele bardziej przydatny będzie jednak Tutorial, który pozwoli zapoznać się systemem walki bardzo dogłębnie. Kolejne wyzwania niekiedy stanowią twardy orzech do zgryzienia. Zręczne palce i wyczucie są niezbędne, by ukończyć ten samouczek w pełni. Na koniec mamy również możliwość poćwiczenia Fatalities. Wbrew pozorom nie wszystkie są łatwe do wykonania i warto chwilę poświęcić, żeby się z nimi zapoznać.

Wspominałem już o walucie, którą pozyskujemy w trakcie gry, oraz o zdobywanych przedmiotach. Wszystko, co wejdzie w nasze posiadanie, możemy sobie obejrzeć dzięki Kustomize. Tam na każdym z zawodników znajduje się karta prezentująca to, co już zdobyliśmy. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby odpalić sobie tryb fotograficzny i pocykać screenshoty cieszące oko. Przejrzeć możemy również endingi, grafiki koncepcyjne, czy też posłuchać muzyki z gry. Jest tego naprawdę sporo.

Mortal Kombat 11
Na skład narzekać nie można, choć znajdą się tacy, którym braknie kilku ulubieńców.
Mortal Kombat 11
Pozory mylą i z Cetrion lepiej nie zadzierać.

Na koniec dodam jeszcze, iż w menu głównym dostępną mamy tak zwaną Kombat Kard. Tam możemy edytować swoją wizytówkę gracza, zobaczyć, ile mamy waluty, przejrzeć swoje statystyki, a także sprawdzić, jakie wyzwania dzienne przygotowali dla nas twórcy. Jedno jest pewne - na nudę w Mortal Kombat 11 narzekać nie sposób.

Oprawa wizualna to absolutnie najwyższa półka wśród mordobić. Gra ani trochę nie spuściła z tonu i ci, którzy pokochali ją za brutalność, nie będą zawiedzeni. Finishery po raz kolejny zaskakują pomysłowością. Gore stoi na wysokim poziomie i na pewno nie jest to gra dla wrażliwych. Areny są zróżnicowane i choć gdzieś umknęły Stage Fatalities, to nie brakuje elementów otoczenia, które możemy w trakcie walki wykorzystać przeciwko naszym rywalom. Wszystko to okraszone znakomitą grą aktorską. Niestety, muzycznie jest dość przeciętnie, choć do tego seria już mnie niejako przyzwyczaiła.

Podczas rozgrywki nie spotkałem się z żadnymi błędami. Wszystko chodzi bardzo płynnie (grałem na PS4 Pro), a ekrany ładowania są szybkie. Jeżeli już miałbym się do czegoś przyczepić, to byliby to chyba nowi zawodnicy, którzy na dobrą sprawę są dość nijacy i nie wzbudzają większej sympatii. Być może jednak potrzebuję nieco czasu, by lepiej ich poznać i polubić.

Mortal Kombat 11
Uroda po mamie. Stylówa po tacie.
Mortal Kombat 11
Walka o tytuł Kahna.

Mortal Kombat 11 można polecić zarówno wyjadaczom, jak i casualom. System walki został przemodelowany tak, by wprowadzić znacznie większy wymiar taktyczny aniżeli wcześniej. Walki są bardziej stonowane pod względem szybkości, a długie combosy odeszły do lamusa. Efekciarskie X-Ray zostały zamienione przez Crushing Blows, które wykonujemy w trakcie walki spełniając konkretne warunki. Rozbite szczęki i zęby latające dookoła towarzyszą im niezmiennie. To, na co trzeba uważać, to paski podzielone na ofensywny i defensywny. To właśnie one odpowiadają za uzyskiwanie konkretnych efektów związanych z danymi zagrywkami. Nowość stanowią również Fatal Blows, czyli specjalne ataki, które w niezwykle widowiskowy sposób kroją naszego przeciwnika ze sporej ilości paska życia. Są one banalne do wykonania, ale pamiętać musimy, że przypadają wyłącznie raz na dany pojedynek, tak że trzeba sobie dobrze zaplanować, na kiedy chcemy zostawić taki atak.

Oglądasz

Preview 10s
Next 10s
Reklamy

W nowej części smoczej sagi można się zakochać. To zabawa na wiele tygodni. Mnogość atrakcji, przyjemny system walki, rozbudowana personalizacja i dwadzieścioro pięcioro zawodników to coś, co spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagających graczy. Brak większych wad tylko skłania, by stwierdzić, że NetherRealm Studios postawiło poprzeczkę szalenie wysoko. I, szczerze mówiąc, wątpię, żebym jeszcze na tej generacji doczekał się czegoś bardziej dopracowanego (jeżeli chodzi o bijatyki) niż Mortal Kombat 11.

09 Gamereactor Polska
9 / 10
+
Oprawa graficzna, nowy system walki, mnogość atrakcji, świetna personalizacja.
-
Niezbyt ciekawi nowi zawodnicy, przeciętna muzyka.
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju

Powiązane teksty

Wczytywanie następnej zawartości