Pictonico! to jeden z tych dziwnych projektów Nintendo, których naprawdę się nie spodziewasz. To gra mobilna, w której twoje własne zdjęcia zamieniają się w małe, szybkie mini-gry. Twarze z twojej galerii kończą się w bananach, kwiatach, ustach, dziwnych ciałach i innych kolorowych bzdurach, a potem musisz je przeciągać, stukać, szturchać, karmić, golić, obierać lub ratować w ciągu kilku sekund. To bardzo podobne do WarioWare, ale bez Wario. Co niestety oznacza też, że wiele z tego, co zwykle nadaje temu typu grze osobowość i energię, jest zaginione.
Podstawowy pomysł nie jest zły – wręcz przeciwnie – za pierwszym razem, gdy Pictonico! wygrzebie stare zdjęcie z telefonu i zamieni kogoś znajomego w głodnego, rozdziawianego, groteskowego obiektu gry, trudno powstrzymać uśmiech. Jest w tym coś naprawdę Nintendo przytulnego, w tej niezwykłej osobliwości, w pragnieniu przemiany czegoś tak zwyczajnego jak twoja biblioteka zdjęć w coś dotykowego i zabawnego. Gra jest też pięknie zaprezentowana, kolorowa, łatwa do zrozumienia i zbudowana z typowym dla Nintendo poczuciem bezpośredniości. Zrozumienie, o co chodzi, zajmuje około trzech sekund i cztery sekundy, by dowiedzieć się, co robić.
Problem polega na tym, że potrzeba też około dziesięciu minut, by zacząć rozumieć, gdzie leżą granice.
Pictonico! jest naprawdę zabawne, tak jak całkiem dobry trik imprezowy jest zabawny. Za pierwszym razem się śmiejesz. Za drugim razem kiwasz z uznaniem głową. Za trzecim razem już to opanowałaś. Same mini-gry są często tak proste, że funkcjonują bardziej jako animowane gagi niż jako prawdziwa rozgrywka. Zrób gauzy. Naciśnij coś. Obierz coś. Przesuń coś. Reaguj szybko. Niepowodzenie. Spróbuj jeszcze raz. To wcale nie jest kiepska gra i w krótkich momentach może być całkiem przyjemna, ale brakuje jej tej niespokojnej pomysłowości, która sprawia, że WarioWare to coś więcej niż tylko pokaz sztucznych ogni bzdur. WarioWare działa, bo każda sekunda przypomina wewnętrzny mózg Nintendo, który padł na podłogę i i tak dalej myślał. Pictonico! wydaje się bardziej dobrym pomysłem, który został rozciągnięty do całej gry, bez pytania nikogo, jak długo żart potrwa.
Same minigry to klasyczne testy reakcji, gdzie musisz szybko zrozumieć, czego ekran chce, zanim skończy się czas. Czasem chodzi o nakarmienie ust, czasem o wyrywanie włosów, stuknięcie w odpowiednią rzecz, obieranie banana, unikanie czegoś, naciskanie czegoś w idealnym momencie albo po prostu szybkie zinterpretowanie absurdalnej sytuacji, by nie zawieść. To nie są mini-gry z dużą mechaniczną głębią, lecz raczej drobne, błyskawiczne gesty oparte na zaskoczeniu, tempie i tym, że twoje własne obrazy czynią sytuacje bardziej śmiesznymi niż są w rzeczywistości. Kiedy działa, jest całkiem fajnie. Gdy tak nie jest, to głównie sprawia wrażenie, jakbyś przesuwał palcem przez interaktywną aplikację do żartów.

Joel, Kot z Piaskownicy, jest przystojny, ale w pewnym momencie już zaczynasz mieć go dość.
Jest to szczególnie widoczne w różnorodności. Tak, na papierze jest mnóstwo minigier, ale poczucie powtarzalności pojawia się znacznie szybciej, niż powinno. Wiele segmentów opiera się na tym samym wzorze: twarz plus absurdalna sytuacja plus prosty gest dotyku. I jasne, urocze jest, gdy gra niespodziewanie wykorzystuje zdjęcie z twojej galerii, ale gdy sama niespodzianka jest podstawowym mechanizmem, to wszystko bardzo zależy od tego, że sam dostarczasz humor. Jeśli masz zabawne zdjęcia przyjaciół, rodziny lub dziwnych rzeczy na telefonie, Pictonico! może być naprawdę zabawne. Jeśli natomiast masz dość zwyczajną galerię z zrzutami ekranu, zdjęciami jedzenia, rozmazanymi psami i paragonetami od Ica, szybko staje się to jeszcze większym wyzwaniem. Wtedy staje się jasne, ile z rozrywki pochodzi z własnych zdjęć, a nie z samych gier.
Nie pomaga też fakt, że Pictonico! wydaje się dość drogie, biorąc pod uwagę to, co faktycznie dostajesz. Aplikacja jest darmowa do pobrania, ale darmowa wersja to w praktyce głównie przedsmak, a jeśli chcesz pełny pakiet, musisz kupić dwa tomy gier. Cena sama w sobie nie jest wygórowana, ale wydaje się wysoka jak na grę mobilną, która tak wyraźnie opiera się na krótkich sesjach, ograniczonej liczbie pomysłów i sztuczce, która szybko traci swój urok. Za te same pieniądze można znaleźć znacznie bardziej rozbudowane gry, zarówno na urządzeniach mobilnych, jak i na Switchu, co stawia Pictonico! w nieco dziwnym środku, gdzie wydaje się zbyt droga, by być prostą, zabawną aplikacją, a zbyt skromna, by być naprawdę wartościową zakupem.

Projekt gry jest całkowicie w porządku.
Gdy treść również wydaje się ograniczona, trudno uniknąć porównań, które ciągle czai się w tle. Bo nie można mówić o Pictonico! bez wspomnienia WarioWare. Jest to tak ewidentnie powiązane, że każda próba zobaczenia tego jako czegoś zupełnie odrębnego niemal wydaje się niemal nielegalna. Ale to porównanie nie przynosi Pictonico! korzyści. WarioWare ma Wario, Monę, Jimmy'ego T, Ashley, mikrohistorie, menu, muzykę, głupotę i tę wyjątkową energię Wario. Pictonico! ma twoje zdjęcia. To zabawa, ale też bardzo rzadkie. Kilka razy myślałem, że byłoby to o wiele fajniejsze jako nowy tryb WarioWare, gdzie Wario i ekipa przejęli moją galerię i zamienili ją w coś naprawdę, obrzydliwie Nintendo zabawnego.
Jako samodzielna gra mobilna jednak wydaje się nieco pozbawiona tożsamości. Nazwa Pictonico! niewiele mówi, maskotka nie zapada w pamięć, a całość nabiera dziwnie anonimowego charakteru, mimo że koncepcja jest tak osobista. To niemal imponujące: gra, która dosłownie używa zdjęć znanych osób, wciąż wydaje się mniej charakterystyczna niż standardowa gra WarioWare.
Są jednak momenty, gdy Pictonico! trafia w dziesiątkę. W sytuacjach towarzyskich, z odpowiednimi zdjęciami i odpowiednimi ludźmi w pokoju, może to być świetna zabawa. Łatwo zrozumieć dlaczego, zwłaszcza gdy niespodziewana osoba pojawia się w zupełnie absurdalnej sytuacji, a wszyscy wokół ekranu reagują jednocześnie. Potem działa jak mała cyfrowa maszyna do żartów, mobilny odpowiednik obserwowania owoców i udawania, że to sztuka. Jest niskoprogowy, niskooporny i szybko nagradzany. Dla dzieci, rodzinnych gier lub pięciu minut na kanapie może to być naprawdę warte uwagi.

Za pieniądze zarobione w grze możesz kupić karty "Today's Fortune". Dlaczego? Nie jestem do końca pewien.
Ale jako gra nie ma zbyt wiele do zatrzymania. Brakuje mu głębi, brakuje niespodzianek po pierwszej fali i brakuje poczucia chęci rozegrania kolejnej rundy, by zobaczyć, co wydarzy się dalej. Zagrałem w nią, lekko się uśmiechnąłem, spróbowałem jeszcze kilka razy, a potem zdałem sobie sprawę, że nie mam powodu, by kontynuować. Nie dlatego, że był zepsuty. Nie dlatego, że był źle wykonany. Ale dlatego, że nigdy tak naprawdę nie rozwinęła się do czegoś więcej niż tylko do swojej prezentacji.
Więc Pictonico! to całkiem przyzwoita gra mobilna, ale też bardzo jasne, czym jest: zabawny pomysł, szybki śmiech, chwila lekkiej rozrywki opartej na obrazach, a potem niewiele więcej. To Nintendo w jego najdziwniejszym wydaniu, co właściwie uwielbiam, ale nie jest to Nintendo w jego największej formie. Gdyby to miało wyraźniejsze powiązanie z WarioWare, więcej osobowości, więcej nieoczekiwanych warstw i większą różnorodność rozgrywki, mogłoby to być coś naprawdę zapadającego w pamięć. W obecnej formie bardziej przypomina się coś, co się testuje, pokazuje znajomemu, a potem rzadko otwiera ponownie.