Pokémon Pokopia
Co się stanie, jeśli pomieszasz Minecrafta z Animal Crossing i umieścisz wynik w świecie Pokémonów? Ostatnie tygodnie spędziliśmy na budowaniu uroczych społeczności z kieszonkowymi potworami Nintendo.
Wielu z nas prawdopodobnie kiedyś zgubiło się w cudownie rozległym świecie Pokémonów, a teraz, gdy seria właśnie obchodziła 30-lecie, słusznie jest, by my, gracze, mieliśmy szansę zaprojektować własne społeczeństwo kieszonkowych potworów. Na tym właśnie polega Pokopia, teraz gdy Nintendo w końcu otworzyło swoją ogromną skrzynię skarbów i uwolniło swoją kreatywność.
Jestem Ditto, Pokémonem, którego specjalnością jest naśladowanie wyglądu i zdolności innych potworów. Z jakiegoś powodu jednak przybrałem formę człowieka, co czyni mnie wyjątkowym, zarówno pod względem zachowania Ditto, jak zwykle się zachowują, jak i dlatego, że świat, kiedyś zamieszkany zarówno przez ludzi, jak i ich towarzyszy Pokémonów, wydaje się całkowicie pozbawiony nas, dwunożnych stworzeń. Nawet kieszonkowe potwory zdają się zniknąć ze świata, przynajmniej na początku, ale razem z moim nowym przyjacielem, profesorem Tangrowthem, szybko uczę się, jak to zmienić i jak możemy przemienić ten opuszczony krajobraz w zupełnie nową, tętniącą życiem społeczność pełną Pokémonów.
Aby to osiągnąć, muszę stworzyć różnorodne siedliska, które przyciągną coraz więcej potworów do osiedlania się. Podejście różni się w zależności od typów Pokémonów, które chcę przyciągnąć, często zajrę daleko, sadząc trawę pod drzewem lub przy strumieniu, ale im bardziej poznaję złożoność Pokopii, tym bardziej odkrywam, że niektórzy są znacznie bardziej wymagający. Aby pozwolić ci samodzielnie ocenić, jakie typy miejsc przyciągają które Pokémony, na razie zostawiam to tutaj, ale mimo to ten element utrzymuje się przez całą moją podróż, bo ciągle znajduję wskazówki, gdzie mogę spotkać nowych przyjaciół.
Sposób, w jaki manipuluję światem, przypomina mieszankę Minecrafta i Animal Crossing, gdzie cała Pokopia składa się z bloków, które mogę mniej więcej swobodnie rozbijać i przestawiać. Jednocześnie mogę sięgnąć po mój stół warsztatowy, by tworzyć różne rodzaje przedmiotów zarówno do celów praktycznych, jak i dekoracyjnych. Krótko mówiąc, mogę projektować świat całkowicie według własnych preferencji i preferencji moich przyjaciół Pokémonów, co szybko wzbudza we mnie kreatywność, bo funkcja musi być połączona z estetyką w mojej dążeniu do zbudowania własnej, kolorowej utopii. Jednak Rzym nie został zbudowany w jeden dzień, podobnie jak społeczeństwo w Pokopii, bo wraz ze wzrostem moich własnych ambicji zyskuję dostęp do coraz większej ilości materiałów, nowych gadżetów do majstrowania oraz rosnącej populacji Pokémonów o własnych preferencjach dotyczących idealnego życia do życia. Mam wrażenie, że zawsze mam pół tuzina projektów naraz i wystarczy, że spojrzę w górę, żeby znaleźć jeszcze kilka zadań do rozwiązania. Dzięki temu Pokopia wydaje się kreatywnym doświadczeniem, którego nigdy tak naprawdę nie kończysz.
Kluczową cechą zarządzania tym wszystkim jest mój dostęp do wszystkich mocy Pokémonów na świecie. Ponieważ każdy kieszonkowy potwór ma przynajmniej jedną użyteczną cechę, niemal każdy człowiek w rosnącej populacji świata staje się ważnym zasobem w budowaniu naszego wspólnego miejsca na ziemi. Typy ogniste pomagają topić różne rodzaje materiałów, trawy przyspieszają wzrost upraw, podczas gdy niektóre specjalizują się w budowie większych konstrukcji, inne w handlu barterem. Będę szczery i powiem, że niektóre umiejętności są znacznie bardziej przydatne niż inne, a Pokémon specjalizujący się w utrzymywaniu lekkiego nastroju ma znacznie więcej wolnego czasu niż taki, który potrafi przerabiać złom i śmieci na cenny metal.
W centrum tych wszystkich specjalnych zdolności jest moja osobliwa umiejętność kopiowania mocy innych potworów, choć z własnym małym twistem. Postać, którą gram, jest trochę wadliwa i nie potrafi się przemienić w inne Pokémony, ale zamiast tego wybiera przechowywanie wybranych cech w pamięci, które można wykorzystać w razie potrzeby. Są one szeroko wykorzystywane przez całą grę, i choć początkowo muszę zadowolić się kilkoma manewrami, takimi jak podlewanie trawy czy ścinanie drzew, mój arsenał rośnie i rozwija się stopniowo w miarę postępu przygody, co przyczynia się do mojej chęci dalszego eksplorowania i posuwania się naprzód w fabule.
Oprócz swobody twórczej, jaką mam w Pokopii, jest też narracja do odkrycia, która oprócz tego, że jest siłą napędową wprowadzania nowych miejsc, Pokémonów i mechanik, faktycznie dostarcza wciągającą historię. Gdzie wszyscy się podziali? Gdzie są wszyscy ludzie? Dlaczego Pokémony dopiero teraz zaczynają wracać do świata? To jest najważniejsze pytanie, które wszyscy sobie zadają, ale nikt nie zna na to pełnej odpowiedzi. W trakcie gry znajduję wskazówki i fragmenty przeszłości, które powoli, ale nieuchronnie udaje mi się poskładać w przekonujący obraz sytuacji. To historia, której rozwikłanie wymaga czasu, a choć nad Pokopią wisi wielkie pytanie, są mniejsze, bardziej konkretne narracje do rozwinięcia, na przykład jak przywrócić prąd do mojego ciemnego portowego miasta. Kolejny krok w historii jest zawsze dostępny, ale jednocześnie nigdy nie czuję, że narracja jest pilna lub że w jakikolwiek sposób odbiera twórczą stronę doświadczenia.
Ponieważ ciągle zbieram bloki w różnych kolorach i funkcjach, a także różne inne przedmioty podczas gry, czasem trudno mi poruszać się wśród wszystkich gadżetów, które zebrałem. Moje kieszenie są na pewno duże i mieszczą dużo, ale szybko się przeciążają. To naprawdę problem, głównie wynikający z mojego braku organizacji, bo mam dobre możliwości tworzenia nieograniczonej przestrzeni magazynowej oraz ulepszania własnej zdolności do przenoszenia przedmiotów, ale mimo to w pewnym sensie staje się to problemem. Doceniam, że Pokopia ma tyle unikalnych przedmiotów do zebrania, ale jednocześnie jest wiele rzeczy, których po prostu nigdy nie mam zastosowania. Może to ja jestem tu problemem, ale gdy moja kolekcja wypalonych wodorostów zaczyna zbliżać się do trzycyfrowych liczb, a ja nie miałem do czego się przydać, zaczynam się zastanawiać, czy nie musiały być tak powszechną częścią gry od samego początku.
Pod względem estetycznym Nintendo po raz kolejny udowodniło, że są mistrzami tworzenia magii na ograniczonym sprzęcie. Pokopia to przede wszystkim piękne miejsce, z przytulnymi, kolorowymi elementami wszędzie, a inspirowane Minecraftem, kanciaste środowiska są zaskakująco urocze. Wygląd kieszonkowych potworów jest już dobrze znany, a z tego co widzę, Pokémony reprezentowane są z większości wielu generacji serii. Jako ktoś, kto uważa się za eksperta od Pokémonów aż do trzeciej generacji, miałem przyjemność poznać wielu nowych postaci, a jednocześnie z radością widzieć, jak wiele miłości otrzymały starsze postacie.
Muzyka w Pokopii również przyczynia się do bardzo przyjemnej atmosfery, oferując serię reinterpretacji klasycznych ścieżek dźwiękowych z korzeni serii. Na przykład pamiętam, jak poczułem przyjemne rozpoznanie, gdy zauważyłem, że efekt dźwiękowy, który odtwarza się po przywracaniu zdrowia towarzyszom w głównych grach, został włączony do jednej z melodii gry. Mały muzyczny easter egg, który rozbawił mnie zaskoczeniem.
Technicznie rzecz biorąc, Pokopia działa bezbłędnie i bez najmniejszych oznak błędów graficznych czy utraty płynności, mimo ogromnej swobody, jaką otrzymałem jako gracz. Z drugiej strony, uważam, że różne strefy, które odblokowuję w miarę rozwoju fabuły, są trochę małe i zbyt łatwe do przejścia po całej mapie. Prawdopodobnie ma to dużo wspólnego z ograniczonym sprzętem, z jakim dysponuje Nintendo, ale wolałbym większy świat z większą liczbą miejsc do zwiedzania, zamiast kilku mniejszych poziomów. To łagodna krytyka, ponieważ Nintendo nadal sprawia, że otoczenie wydaje się rozległe, przynajmniej dopóki nie napotkam bariery, która mówi mi, że nie mogę iść dalej.
Sterowanie jest łatwe do zrozumienia, a choć po pewnym czasie mam do śledzenia kilka różnych umiejętności jednocześnie, łatwo między nimi przełączać się i zawsze wiadomo, którą moc należy użyć w danym momencie. Jak wspomniałem wcześniej, Pokopia ma wiele wspólnego z Minecraftem, ale w przeciwieństwie do szwedzkiego blokowego odpowiednika, steruję postacią z perspektywy trzeciej osoby, co czasem obniża precyzję. Zbyt często gubię rzeczy, a kopanie pod ziemią, jak często zachęca mnie otoczenie, sprawia, że kamera rzadko nadąża, gdy czołgam się przez wąskie tunele.
Ogólnie rzecz biorąc, spędziłem bardzo przyjemny czas w Pokopii, która nieustannie dostarcza mi nowych rzeczy do zrobienia. Warunki życia Pokémonów muszą zostać poprawione, przedmioty zbudowane, a nieruchomości zaplanowane. Pewnie wszyscy doświadczyliśmy gry, w której powtarza się mantrę "Ja też to zrobię" w kółko, aż w końcu podnosi wzrok i uświadamia sobie, że jest piąta rano i nie zmrużyłeś oka. To moje doświadczenie z Pokopią w skrócie, a już czuję chęć, by znów się do niej zanurzyć. Jeśli Nintendo będzie dalej eksperymentować z Pokémonami w ten sposób, przyszłość marki zapowiada się bardzo obiecująco!

















