Skip to main content
Gamereactor Recenzje Pokémon Sword/Shield
Recenzje Pokémon Sword/Shield

Pokémon Sword/Shield: The Crown Tundra

Wróciliśmy do regionu Galar, by przyjrzeć się drugiemu rozszerzeniu Sword/Shield.
Kieran Harris 27 października 2020

Pierwsze rozszerzenie Pokémon Sword/Shield - Isle of Armor - wywołało we mnie raczej mieszane uczucia. Jasne, fajnie było zwiedzić nowy Dziki Obszar i złapać parę nowych stworków, ale całości brakowało głębi, czegoś, co zatrzymałoby mnie na dłużej. Z tego powodu moje oczekiwania co do drugiego DLC znacząco spadły, ale z przyjemnością informuję, że The Crown Tundra to zdecydowanie krok we właściwym kierunku.

Po przybyciu do nowej lokacji spotkamy Peony'ego, podejrzanie wyglądającego lidera, i jego nabuzowaną nastoletnią córkę, Peonię. Dziewczyna, zirytowana apodyktycznym nastawieniem swojego ojca, decyduje się wyruszyć w samotną podróż do pokrytego mrozem zakątku regionu Galar. Ten jest pełen tajemnic i plotek o legendarnych Pokémonach i to od gracza zależy, czy staną się one faktem, czy pozostaną fikcją. Choć rozszerzenie jest zawstydzająco krótkie (ukończenie fabuły zajmuje raptem dwie godziny), znacznie bardziej wciąga i poszerza wiedzę o uniwersum.

Próba schwytania legendarnych Pokémonów to świetny pomysł, ale niestety wykonanie bywa nudne. Przykładowo, by móc złapać Cobaliona, Terrakiona i Viriziona, musiałem podążać tropem pięćdziesięciu śladów zostawionych w trzech różnych obszarach i, co gorsza, nie było między nimi żadnej różnicy. Bardziej podobało mi się polowanie na Regi, które wymagało rozwiązania zagadki środowiskowej, bym mógł dostać się do ich miejsca spoczynku. Żadna łamigłówka nie była powtarzalna ani zbyt kłopotliwa, ale na pewno wymagała przemyślenia.

Wszystkie legendarne Pokémony z poprzednich generacji, których nie ma w tym regionie, można znaleźć w trybie Dynamax Adventures. Działa podobnie do bitew Max Raid Battles, ale wymaga dużo bardziej strategicznego podejścia. Grając razem z maksymalnie trzema innymi graczami, musimy przejść przez serię trzech starć Dynamax, by na koniec zmierzyć się z legendarnym Pokémonem. Jeśli Pokémon z naszej drużyny zemdleje więcej niż cztery razy lub jeśli minie więcej niż dziesięć rund w jednej bitwie, będziemy zmuszeni zacząć od samego początku.

Po wejściu do jaskini wraz z zespołem musimy wybrać jednego z czterech losowych Pokémonów, aby stworzyć zrównoważoną mieszankę różnych typów. Członkowie zespołu będą również głosować, którą ścieżkę wybrać między bitwami. Każda ścieżka ujawnia, z jakim typem Pokémona będziemy walczyć. Nie ma więc sensu głosować za przeciwnikiem typu wodnego, jeśli większość naszego zespołu posiada stworki ogniste, trawiaste czy skalne. Naprawdę podobały mi się Dynamax Adventures ze względu na swój losowy charakter i nacisk na współpracę między graczami.

Mój problem z The Isle of Armor polegał na tym, że rozszerzenie wprowadzało zaledwie dwa legendarne Pokémony i dwie nowe galariańskie formy. Na szczęście i w tym względzie oferta The Crown Tundra jest dużo mocniejsza. Dostępnych jest pięć nowych legend (Calyrex, Glastrier, Spectrier, Regidrago i Regieleki) oraz cztery nowe warianty regionalne (Articuno, Zapdos, Moltres i Slowking). Wraz z nimi powraca ponad sto Pokémonów z wszystkich poprzednich generacji.

Muszę jednak przyznać, że lokacje znacznie bardziej przypadły mi do gustu w poprzednim DLC. The Isle of Armor było naprawdę zróżnicowane i pozwalało na eksplorację plaż, lasów, pustyń, podczas gdy znaczna część The Crown Tundra jest zasypana przez śnieg. Nie oznacza to jednak, że obszar nie jest wart zwiedzenia. Sądzę, że jego mroźne szczyty to jedne z najpiękniejszych lokacji w całej grze.

Gratką czekającą na graczy po ukończeniu gry podstawowej i obu DLC jest turniej Galarian Star. Zawody mają format eliminacji 2 na 2 i pozwalają sprzymierzyć się z byłymi liderami gymów i naszymi rywalami, których spotkaliśmy podczas swojej podróży. Doceniam fakt, że każda postać ma swoje własne dialogi dopasowane do scenariusza i różnie reaguje w zależności od tego, z kim walczymy. Szkoda tylko, że turniej miał być najtrudniejszym wyzwaniem w całej grze, a pokonałem wszystkich przeciwników za pierwszym razem za pomocą tylko jednego, zdobytego chwilę wcześniej legendarnego Pokémona...

Crown Tundra ma swoje wady, ale jednocześnie udowadnia, jaki potencjał tkwi w rozszerzeniach Pokémonów. Uwielbiam, że DLC przywraca wszystkie poprzednie Ultra Bestie i legendarne stworki i oferuje znacznie bardziej wciągającą historię niż Isle of Armour. Niestety, długość fabuły jest żałośnie krótka, a ostateczny turniej, który miał stanowić największe wyzwanie w całej grze, okazał się bajecznie prosty. Ale przynajmniej udało mi się złapać kilka shinynów.

7
Dobra na 10 · Gamereactor Polska
Plusy Powrót wszystkich legendarnych Pokémonów i Ultra Bestii z poprzednich generacji; Dynamax Adventures dają frajdę i wymagają strategicznego podejścia; wciągająca fabuła.
Minusy Żałośnie krótki scenariusz; turniej Galarian Star jest rozczarowująco łatwy; łapanie legend bywa nudne.
Ocena sieci Średnia z 6 edycji Gamereactor
7,0
Gamereactor 7
Gamereactor Norge 7
Gamereactor France 7
Gamereactor Portugal 7
Gamereactor Polska 7
Gamereactor Asia 7
Pełny profil 1,209 opublikowanych artykułów
7
Dobra Ocena sieci z 6 edycji
Informacje o grze
Deweloper Game Freak, Creatures Inc.
Wydawca Nintendo
Data wydania 15 listopada 2019
Gatunek RPG
Platformy
Nintendo Switch
Dlaczego warto ufać Gamereactor
23 Wydania Każde z własną redakcją i własnymi ocenami.
1998 Publikujemy od Niezależni właściciele przez cały ten czas.
100% Z własnego doświadczenia Pisane po czasie spędzonym z grą, nigdy z materiałów prasowych.
1–10 Ocena sieci Ocena każdego wydania, uśredniona i pokazana.